Czytasz: Fotografowie pacyfikacji

Fotografowie pacyfikacji

Leonard Stankiewicz i Marek Janicki. To oni pierwsi fotografowali pacyfikację kopalni Wujek. Ich zdjęcia stały się symbolem tej tragedii

Kiedy zapadała decyzja o pacyfikacji kopalni Wujek ani Marek Janicki, ani Leonard Stankiewicz nie przypuszczali, że wkrótce znajdą się w samym środku historii. Leonard, skromny korektor katowickiego Sportu i Marek Janicki, 18-latek, który lubił robić zdjęcia. Obaj lubili. Takie mieli hobby.

16 grudnia 1981 roku przez przypadek nacisnęli migawki swoich aparatów w wyjątkowym miejscu i czasie. Ich zdjęcia stały się symbolem pacyfikacji kopalni Wujek.

Najsłynniejsze są te dwa. Marek Janicki sfotografował chłopca, który schyla się po cegłę, a obok stoi czołg. Leonard Stankiewicz  to autor m.in. słynnego zdjęcia „zza firanki”, na którym uwiecznił szykujący się do ataku czołg.

Zdjęcie archiwalne z 16 grudnia 1981 roku, autor: Leonard Stankiewicz

Najważniejsze wydarzenia rozegrały się tego dnia przy ulicy Wincentego Pola, naprzeciw kotłowni (dziś w tym miejscu stoi pomnik). Wkraczające w tym punkcie oddziały sfotografował z okna Leonard Stankiewicz.

- Kiedy uciekaliśmy, wpadłem do tego bloku i ukryłem w jednym z mieszkań. W pewnym momencie zobaczyłem ten czołg.  Wymanewrował przodem do muru kopalni, obracając jednocześnie wieżę. Uchyliłem firankę, a on akurat w tym momencie skierował lufę prosto w moje okno. Przygotowywał sie do taranowania muru. Jego działania mieli zabezpieczać żołnierze. Nacisnąłem na migawkę - opowiada Leonard Stankiewicz.

Marek Janicki miał 18 lat. Jechał autobusem odebrać z naprawy swój wysłużony aparat. A właściwie już wracał z nim do domu. Mieszkał niedaleko Wujka. Dwie ulice. W pewnym momencie milicja kazała im wszystkim wysiadać.

Ludzie gadali. Poszedł zobaczyć, co się dzieje. Miał ten aparat w kieszeni i kilka rolek filmu. Jak prezent od losu. - O czym myślałem?  O niczym. Jakież to wielkie myśli może mieć w głowie osiemnastolatek. Po prostu robiłem zdjęcia. Aparat pod kurtką, naciskałem spust migawki i uciekałem, jak inni - opowiada.

Zdjęcie archiwalne z 16 grudnia 1981 roku, autor: Marek Janicki

Pluton specjalny strzelał krótkimi seriami około 40 minut. Nie były to strzały przypadkowe ani też ostrzegawcze. Funkcjonariusze świadomie wybierali swoje cele.  Strzelali, by zabić.

1471 funkcjonariuszy milicji oraz 760 żołnierzy, dysponujących 22 czołgami i 44 wozami bojowymi piechoty rzucono na strajkujących na Wujku.

Zginęło sześciu górników. Po zakończeniu pacyfikacji, w szpitalu na skutek rozległych ran postrzałowych zmarło kolejnych trzech.

Marek Janicki sfotografował m.in. atak ZOMO na ludzi zgromadzonych przed kopalnią (zrobił np. zdjęcie, na którym widać chłopca schylającego się po cegłę i stojący nieopodal czołg), strajkujących górników czy ewakuację rannych.

- Moje zdjęcia, przemycone w kole zapasowym tira trafiły do Szwecji. To jedne z pierwszych zdjęć z Wujka opublikowanych na Zachodzie - wyjaśnia.

Po 16 grudnia 1981 roku życie mieszkańców Katowic nie wyglądało już tak jak wcześniej. Obraz znanego dotychczas świata zmienił się nie do poznania. Wiemy jak wygląda dziś i mamy wiedzę o tym, jak wyglądał wcześniej, ale jak obraz ten wyglądał dokładnie w momencie pacyfikacji Kopalni „Wujek”?

Marek Janicki i Leonard Stankiewicz fragmenty tego obrazu zatrzymali na swoich zdjęciach. Opowiadali o tym podczas spotkania w Teatrze Śląskim. Poprowadził je Sebastian Reńca, historyk i pisarz, na co dzień pracujący w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności. Trochę się spierali, bo pamięć zawodna, zaciera ślady i mnoży pytania.  Kto gdzie był, kto gdzie stał...

35 lat temu to nie miało znaczenia.  Obaj byli po prostu w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu.  I zrobili co trzeba.

 

Czytaj więcej