Czytasz: Film musi być osobisty, ma taki je**ny obowiązek

Film musi być osobisty, ma taki je**ny obowiązek

02:54
Jan Jakub Kolski, reżyser "Lasu, 4 rano" opowiada o rozpaczy, kolejnym projekcie i o tym, jak namawiał Majchrzaka do zagrania w filmie.

Trudno było przekonać Krzysztofa Majchrzaka do udziału w tym filmie?

Trudno. Ja zresztą w połowie okresu jego nieobecności w kinie, czyli jakieś 5 lat temu, przekonywałem go do zagrania w filmie „Nauczyciel muzyki”. Krzysztofowi się to nie podobało i zmiażdżył ten projekt, masakrował go przez całą noc. Czułem się po tej nocy jak taki pętak niezdolny. Ale podniosłem się z tego nieszczęścia i idąc za jego sugestią, napisałem książkę „12 słów”. Myślałem, że ta książka go ostatecznie przekona do zagrania w filmie. Nie przekonała. Sądzę, że jej nawet nie przeczytał. Po kolejnych 5 latach znów podjąłem próbę namówienia go, tym razem na okazję „Lasu 4 rano” i to się udało. Umówiliśmy się na współpracę przy scenariuszu i jakoś poszło. Dość intensywnie go bombardowałem. Nie było histerii, rozdzierania szat. Po prostu gadaliśmy i w którymś momencie powiedział „no dobra, zróbmy to”.

Powiedział Pan, że albo Majchrzak albo nikt.

Tak. Gdyby nie on, to by tego filmu nie było. Ale szczęśliwie się zgodził.

Film jest bardzo osobisty. Taki był jego cel?

Zwykle popadam w konfuzję, jeśli ktoś mnie pyta, czy film jest osobisty. Ma taki obowiązek. W państwa stacji mówi się grubo czy subtelnie?

Grubo.

Film ma taki jebany obowiązek! Musi być osobisty, żeby miał zdolność poruszania. Jeśli tak patrzeć na sztukę filmową, a ja tak właśnie patrzę, to każdy mój film jest osobisty. Ten szczególnie, bo zbudowany z najciemniejszej materii, z rozpaczy. Jest w niej część mojej osobistej rozpaczy po śmierci dziecka. Moje filmy są oswojone mną. To jest pierwszy proces, trzeba się do świata filmowego przykleić tak, jak do swojego własnego. Trzeba go wypełnić swoimi atrybutami, swoim myśleniem o świecie, wrażliwością, radością, jeśli jest. A rzadko bywa ostatnio. Albo swoim cierpieniem. Tego jest pod dostatkiem, dlatego moje ostatnie filmy są nim przepełnione.

Dlaczego warto zobaczyć ten film?

To jest bardzo fajny, kolorowy film, dobrze sfotografowany, z fenomenalnymi rolami. Film, w którym nie znajdziecie śladu fałszu. Tam się mówi, tam się chodzi, dotyka. Czuje się przyrodę. Tam się nie udaje. Jest szansa na spotkanie z filmem, tak jak się człowiek spotyka z życiem czy drugim człowiekiem na ulicy. Tyle, że nie na ulicy, a w lesie.

Są już widoki na kolejne dzieło?

Wygląda na to, że nie umiem się obronić przed filmem. I będę robił kolejne. Projekt, który teraz aplikuje o pieniądze do PISFu nazywa się „Ułaskawienie” i powstał na podstawie mojego scenariusza. To mroczna rodzinna historia, wywiedziona z rodzinnych faktów. Rzecz dzieje się w 1946 roku, a narratorem jest 16-letni Janek. Rodzice wiozą przez całą Polskę trumnę z ciałem swojego 26-letniego syna po to, by go pochować w spokojnej ziemi. Bo on, mój wujo, brat mojej mamy, Wacław Szewczyk był żołnierzem podziemia niepodległościowego, dziś powiedzielibyśmy – żołnierzem wyklętym. Został zastrzelony przez agenta UB i nie mógł zaznać spokoju, bo UB go trzykrotnie wykopywało z grobu, a dziadkowie go trzy razy grzebali. No i dziadkowie jadą, by go pochować tam, gdzie jest cicho i spokojnie. Przejmująca historia. Ja nie chcę dociekać prawdy. Chcę uratować moich dziadków i ich syna. I dać im tę podróż.

"Las, 4 rano" opowiada historię mężczyzny (w tej roli Krzysztof Majchrzak), który zrywa ze swoim dotychczasowym życiem i zaszywa się w lesie. Film od piątku możemy zobaczyć w kinach. Premiera, podczas której mogliśmy porozmawiać z reżyserem, odbyła się w katowickim kinie Światowid. 

Jan Jakub Kolski jest reżyserem, scenarzystą, operatorem i producentem, autorem filmów dokumentalnych, fabularnych, sztuk teatralnych, książek i piosenek. Ma na koncie takie dzieła jak "Jańcio Wodnik", "Historia kina w Popielawach", "Pornografia", "Jasminum" czy "Zabić bobra".

Czytaj więcej