Czytasz: Fascynująca historia Fabryki Porcelany. Tutaj rodziły się dzieci!

Fascynująca historia Fabryki Porcelany. Tutaj rodziły się dzieci!

Fabryka Porcelany zatrudniała prawie tysiąc osób. Wyroby wysyłano na cały świat. Dziś miasteczko produkcyjne zamienia się w biura, butiki i największy w kraju piec do pizzy.

W wielu domach na Śląsku, ale też w Argentynie czy Japonii, obiady serwuje się na porcelanie z Bogucic. Historia katowickiej Fabryki Porcelany, a wcześniej Fabryki Giesche, jest niezwykła. Po zakładzie oprowadza nas Marek Przybył, prezes Porcelany Bogucice. 

Zaczynają Czudayowie

Fabrykę zbudowano w latach 80. XIX wieku, wśród pól i lasów. Zanim zaczęto produkować w niej porcelanę, działała tu fabryka pasz dla zwierząt. Podczas I wojny światowej, amia niemiecka przechowywała tu żywność, a w silosach ziarno, które mielono na paszę dla koni. W 1923 roku powstaje "Giesche Fabryka Porcelany SA dawniej Czuday". „Czuday” od Ryszarda i Józefa Czudayów, braci którzy założyli pierwszą na Górnym Śląsku niewielką fabrykę w Szopienicach. Produkowali głównie porcelanę techniczną. Ryszard Czuday został dyrektorem fabryki i zajął się adaptacją budynków pod nową produkcję. Dobudowano też magazyny, które zamykały cykl produkcyjny i mogły pomieścić maszyny. Powstało miasteczko produkcyjne. Udziałowcami w spółce byli bracia Czuday (49%) i Giesche SA (51%) w Katowicach. Po odejściu Ryszarda, który założył własną fabrykę w Bykowinie, koncern Giesche stał się jedynym właścicielem.

W 1929 roku fabryka miała już 9 pieców i zatrudniała 650 pracowników.

Tu mieszkają pracownicy i świętują Sylwestra

W budynkach A, gdzie mieściła się szlamowania i odlewnia, przygotowywano surowce i produkowano masę porcelanową. Surowce w formie wielkich kamieni mieliło się w olbrzymich młynach. Bełtacze z drewnianymi śmigłami mieszały zmieloną masę. Masa porcelanowa musiała dojrzeć, więc cykl produkcji obejmował tygodniowe dojrzewanie w „dole”. To proces podobny do robienia ciasta drożdżowego, które musi wyrosnąć. Dalej, kanałami i rurami masę pompowało się na górę, skąd trafiała do miejsca, gdzie się ją kształtowało. Produkowało się czajniki, wazy, cukiernice, figurki, pokrywki. W innej hali talerze. Te powstawały z wielkiego wałka. Ucinało się wąskie kawałki, spłaszczało i powstawał talerz, ale jeszcze niegotowy.

W początkach istnienia, fabryka miała wiele mieszkań socjalnych. Na pierwszym piętrze mieszkały rodziny pracujące w zakładzie. Tutaj rodziły się dzieci.

Później tę przestrzeń przeorganizowano i zamontowano tam piec do wypału dekoracji wtapianych. To tutaj wprowadzano ostatnie poprawki, szlifowano i polerowano. Od lat 70. piec zamieniono na gazowy, a temperatura, którą w nim osiągano sięgała 1350 stopni C. Jego studzenie po wyłączeniu trwało trzy dni.

Tu także znajdowała się scena i sala rekreacyjna na 300 osób. Pracownicy świętowali w niej Dzień Kobiet i Sylwestra, oglądali występy artystyczne, muzyczne i teatralne.

Po kolejnych modernizacjach, mieszkania zamieniono w dział zdobniczy, malarnię i drukarnię. W kasie pancernej przechowywano złoto i farby z domieszką tego metalu. W zmywarce elektrycznej koszowej usuwano kurz i zabrudzenia z porcelany, a także suszono wyroby.

Jeżdżą windy, jeździ pociąG

Na parterze budynków A1 i A2 były zamontowane 33 wrzeciona szlifierskie. Tutaj kompletowało się wyroby zdobione, sortowało się je i pakowało. Przez sortownię przebiegała winda szalkowo-łańcuchowa. Wyroby z piecowni trafiały do sortowni.

Do magazynów porcelana była wieziona kolejką, która kursowała po terenie zakładu. Wyroby czekały na wysyłkę do kraju i za granicę, do Europy, Ameryki Południowej i Azji.

Ale wcześniej porcelanę trzeba było wypalić, więc przejdźmy do budynku B. Ten powstał w 1886 roku, jako jeden z pierwszych. Posiadał pięć pieców, a potem dostał trzy kolejne. Te trzy okrągłe piece wyburzono w latach 70. ubiegłego wieku i zastąpiono piecem tunelowym o długości 100 metrów. Tu się wypalało. Najpierw było spiekanie w temperaturze 900 st. Powstawał biskwit, który się szkliwiło. Potem znów do pieca, teraz ostrego i wychodził gotowy wyrób.

Tu, gdzie dziś mieści się nasza redakcja, działał pokój śniadaniowy dla pracowników. Ale tutaj też zaczynał się wielki piec, czyli serce fabryki. Ten ciągnął się przez 100 metrów, a porcelana przechodziła przez cały piec, przez fazę podgrzewania, wypału i chłodzenia. Żeby trafić do budynku B, trzeba było materiały przewieźć windami lub wózkami. Służyły do tego przewiązki łączące oba budynki. Na nich wypisano farbą hasła, które – choć starte – można rozszyfrować i dziś: „PODNIESIENIE JAKOŚCI DAJE DOBROBYT” oraz „PRZEZ WSPÓŁZAWODNICTWO DO SOCJALIZMU”.

Kobieta główną siłą roboczą fabryki 

Tam, gdzie dziś siedzibę ma Fundacja Giesche i biuro BGH Network S.A. znajdowały się stolarnia i ślusarnia, a na piętrze część mieszkalna dla dyrekcji fabryki. Później do budynku wprowadzono kuźnię i warsztat mechaniczny. Tam naprawiało się i wymieniało zużyte części maszyn. Swój warsztat miał główny elektryk fabryki. W gabinecie przyjmował lekarz, a siedzibę miały związki zawodowe. Obok, w centralnym punkcie zakładu, stoi niewielki budynek E. Tutaj mieściły się kantyna z kuchnią, dwa pokoje i sala spotkań. Potem pralnia i magazyn. Wreszcie, warsztat techniczny i magazyn części zamiennych. Dziś jest to budynek biurowy.

Budynek D mieścił garaż i umywalnie dla pracowników. Mężczyźni mieli mniejszą łaźnię, większa należała do kobiet. To one były główną siłą roboczą fabryki. Przechowywało się też materiały, w które później pakowano porcelanę. Działa stacja badawcza, która ustąpiła miejsca piecowi.

Ten pracuje do dziś i nadal wypala się tu dekoracje. Z tą różnicą, że piec jest dużo nowocześniejszy.

Ile czasu zajmowało wytworzenie talerza? Od samego początku, czyli od produkcji surowca to czas ok. 20 dni. Jeśli surowiec był gotowy to czas skracał się do niecałych dwóch tygodni. Porcelana była posegregowana według fasonów, grup wyrobów i gatunków, a magazyn gromadził 800-900 tys. sztuk porcelany. W latach świetności w fabryce pracowało prawie tysiąc osób!

Jest butik, będzie najwyższy piec do pizzy

W czasie II wojny światowej nie przerwano produkcji. Działalność zawieszono w 1945 roku. Potem fabrykę upaństwowiono, wznowiono produkcję, od 1952 roku pod szyldem Zakładów Porcelany Bogucice. Zniszczono też skarby przechowywane na strychach jak fasony, rysunki techniczne i modelarskie. Tylko niektóre przetrwały do dziś. Fabrykę zamknięto w 1993 roku. Wykupiona przez Porcelanę Śląską, przeszła remonty i wymianę pieców. Działała do 2009 roku. Teraz zmienia oblicze.

Nadal się tu produkuje, dekoruje i wypala w piecu. Działają też sklepy z porcelaną. Ale montują się firmy, biura, jest butik, bistro, salon fryzjerski i redakcja Silesion.pl. Za chwilę otworzy się restauracja z winiarnią, a 50-metrowy komin, który kiedyś odprowadzał spaliny z wypału, będzie największym w kraju piecem do pieczenia pizzy. Są plany na stworzenie żywego muzeum porcelany. Właściciele liczą, że wkrótce obiekt znajdzie się na szlaku zabytków techniki województwa śląskiego.

 

Czytaj więcej