Czytasz: Fani stalowych ptaków
Zadzierają głowy, by zobaczyć jaki model samolotu przelatuje nad nimi. Spisują godziny startów i lądowań. Podczas jednej sesji robią samolotom nawet 200 zdjęć. Poznajcie planespotterów, miłośników lotnictwa.

Spotykamy się na lotnisku w Pyrzowicach. Ja - laik i oni - planespotterzy, mężczyźni, którzy o samolotach wiedzą wszystko. Przyjechali na historyczny moment - pożegnanie Boeinga 737. Ostatniemu lotowi tej maszyny towarzyszy salut wodny. Wozy strażackie polewają samolot, który za chwilę odleci do Frankfurtu. Jeden ze spotterów specjalnie przyjechał z Warszawy, by pożegnać stalowego ptaka Lufthansy.

Spotterzy to prawdziwi zajawkowicze. Jeżdżą po różnych lotniskach, by być jak najbliżej samolotów. Szukają okazji na zobaczenie maszyn nietypowych, rzadko spotykanych. Na co dzień uważnie wpatrują się w niebo, by odgadnąć, jaki model przelatuje akurat nad ich głowami. To ich pasja. Najczęściej z lotnictwem nie są zawodowo związani. Spotting traktują jak oderwanie od rzeczywistości, znanej codzienności, jak hobby. 

katowice airport

Co ich w tym kręci? Cud, tajemnica, zagadka wznoszenia się w powietrze maszyny, która waży kilkaset ton. Nie potrafią dokładnie opisać, co czują, kiedy taki kolos śmignie nad głową. To jest po prostu miłość - mówią zgodnie. 

Specjalnie dla nich, na lotnisku w Pyrzowicach zrobiono dwie platformy widokowe. 

To są obiekty, które znajdują się w części ogólnodostępnej i czynne są 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Znakomicie widać z nich starty, kołowania, lądowania i ruch na całym polu manewrowym lotniska. Tak, jak przewidywaliśmy, cieszą się bardzo dużą popularnością - mówi Piotr Adamczyk z biura prasowego Katowice Airport. 

Dla największych fanów Adamczyk organizuje wejścia na płytę lotniska. Dzięki temu można obserwować lądujące i startujące samoloty z odległości ok. 70 metrów. Dostajemy przepustki i odblaskowe kamizelki. Podjeżdżamy w strategiczne miejsce i czekamy na samoloty. Po 15 minutach ląduje pierwszy, po 20 - kolejny. Spotterzy stoją już z apatarami i kamerami. Fotografują i filmują, potrafią zrobić nawet 200 zdjęć podczas jednej sesji. Nie straszne im zimno i potworny wiatr, które przeszkadzają w oczekiwaniu. Zaczyna też padać. Ale czekamy cierpliwie, by zobaczyć Boeinga 737. Widzimy jak nadlatuje, podjeżdżamy bliżej na tankowanie i wyładunek bagażu. W końcu, żegnamy go salutem wodnym. Pilot nam macha, a my... robimy zdjęcia. Nuda? Nie ma mowy. Spotterzy opowiadają o swoich doświadczeniach i samolotach, które widzieli. Kiedy nadlatuje kolejna maszyna, wszyscy milkną, zajmują miejsca i zaczynają fotografować. 

- Był taki moment, że każdy się rozszedł i jeden drugiego nie widział, prawda? - mówi Jan Wątrobiński, który już od lat 60. ubiegłego wieku robi samolotom zdjęcia. 

 

Fotografują na wakacjach, jeżdżą po europejskich lotniskach, nawet co weekend. Bo kochają samoloty, stalowe ptaki, ten cud techniki i myśli człowieka. 

Czytaj więcej