Koncerty

Jesteśmy kartką papieru płynącą po Brynicy

03:42

O bieganiu nago i skakaniu w krzaki, podrywaniu dziewczyn na Openerze i nowej płycie opowiada zespół Fair Weather Friends.

Grupa powstała w Czeladzi i właśnie obchodzi 5-lecie. Grupa, czyli Michał Maślak, Maciek Bywalec, Paweł Cyz i Mateusz Zegan. Grają taneczną elektronikę, z domieszką punk-rocka. Inspirują ich lata 70. Na koncie mają jedną długogrającą płytę „Hurricane Days”. Ale też występy na takich festiwalach jak Opener, Orange Warsaw Festival i Coke Live Festival. Nie wystąpili za to na śląskich festiwalach, nad czym ubolewają.

Co robicie kiedy nie gracie?

Paweł: Ja ostatnio ćwiczę dużo na siłowni i gram w piłkę z chłopakami. Dużo sprotu zażywam, książki czytam, pracuję. I w maju będę miał syna.

Mateusz: Czyli nasza kariera kończy się w maju (śmiech).

Maciek: Mateusz współprowadzi w Sosnowcu klub VHS i medytuje.

Robicie dużo rzeczy obok zespołu. Nie widać Was tak bardzo na rynku muzycznym. Nie da się żyć z muzyki?

Mateusz: Da się, pewnie, że się da. Tylko w przypadku takiego zespołu jak my, mniej się zarabia na koncertach. Z czasem jest lepiej. Żeby nagrywać muzykę, trzeba być z niej non-stop zadowolonym, a to nam najtrudniej wychodzi.

Maciek: Żeby grać muzykę, trzeba ją regularnie pisać i wydawać. Wiadomo, że łatwo się poślizgnąć i wylecieć z tego obiegu.

Michał: Wiele nagrań wylądowało w koszu i nie ujrzy nigdy światła dziennego. Popadliśmy trochę w chaos. Trudno zachować spójność jak się cały czas eksperymentuje. FWF ma różne oblicza i nie łatwo nam regularnie wydawać materiał. Lepiej mieć więc poboczne zajęcie, które poznawala się zabezpieczyć.

Mateusz: Do tej pory zajmowaliśmy się muzyką wieczorowo, więc nie dało się robić muzyki płynnie, nie było takiego tempa.

Paweł: Bo nie wszystko można zaplanować. To nie tak, że siądziemy nad muzyką 2 miesiące, a potem będziemy z tego żyć. Nie wszystko jest zależne od muzyka. Tylko od tego czy nasza twórczość padnie na podatny grunt, czy będą odbiorcy, wydawca. To nie jest łatwe życie. Ale jest za to bardzo przyjemne. Moja praca determinuje mój dzień. Ale przez to, że robię też muzykę, nie traktuję jej tak, że jak będę mieć nóż na gardle to ją znienawidzę. W FWF spełniłem swoje marzenia.

Mateusz: 5 lat temu nie mieliśmy żadnych oczekiwań, celów. Nikt nie zakładał, że wydamy płytę.

Paweł: Początek był bardzo fajny dla nas. Graliśmy na dużych festiwalach, przed dużą publicznością. To był świetny okres. Choć oczywiście chciałoby się więcej.

Zagrać na którymś ze śląskich festiwali?

Paweł: Chcielibyśmy zagrać na śląskim festiwalu. Ale to wszystko nie jest zależne tylko od nas.

Jakie macie plany, marzenia?

Paweł: Czasami mam takie wrażenie, że jesteśmy jak zgięta kartka papieru, wrzucona do Brynicy. Ona czasami płynie z nurtem, a czasami się zatrzyma na gałęzi i czeka aż coś się wydarzy. Zobaczymy co przyniesie ten rok.

A będzie kolejna płyta?

Maciek: Na pewno będzie. Parę rzeczy wylądowało w koszu. Tempo pracy w branży muzycznej potrafi być stresujące i frustrujące. Próbujemy zmienić dynamikę zespołu.

Michał: Na przykład wyjechać na łono natury, zamknąć się w domku i ograniczyć się do instrumentów akustycznych. Są takie pomysły, by nagrać coś zupełnie oderwanego od tego, co graliśmy przez ostatnie miesiące.

Paweł: A może będzie kontynuacja epki „Hello Sunday” (która ukazała się w 2016 roku - przyp. red.). Zobaczymy!

Chcecie więcej? Zobaczcie wideo:

 

Czytaj więcej

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Turystyka