News

Estetyczny horror na Koszutce? Już wysprzątane.

Od paru dni mieszkańcy okolicznych kamienic żyli przy wielkim wysypisku. Pomogliśmy. Podwórko zostało wysprzątane.

Władze Katowic wzięły sobie do serca skargę i po naszej interwencji  podwórko przy ul. Dunikowskiego zostało wysprzątane. A jeszcze rano wyglądało to tak.

Połamane meble, stare okna i drzwi, zepsuty telewizor, worki pełne śmieci, plastikowe pudła, gruz, stare zasłony, lodówka, dywan i kartony. To nie krajobraz po nawałnicy na Pomorzu, a podwórko przy ulicy Dunikowskiego na katowickiej Koszutce. Od paru dni mieszkańcy okolicznych kamienic żyją przy wielkim wysypisku. Co ciekawe, stojące obok kontenery na śmieci są... puste!

- Na klatce wisi informacja, jakie śmieci spółdzielnia uważa za wielkogabarytowe i co podlega wywózce organizowanej przez KZGM. W skrócie wnioski z tego płyną takie: jeśli robisz remont albo wyrzucasz cokolwiek innego, niż codziennie śmieci, musisz zorganizować sobie własny kontener - opowiada nam Sebastian Pypłacz, mieszkaniec budynku przy Dunikowskiego. Wygląda na to, że w ubiegły weekend ktoś rzeczywiście zrobił remont, bo krajobraz pod kamienicą przeraża. Pypłacz postanowił pokazać światu, co dzieje się pod jego domem i zamieścił zdjęcie szpecącego składowiska na Twitter. Reakcja miasta była natychmiastowa.

- Tak, zainteresowali się, obiecali, że "zaczną działać". Ale z całą pewnością przedstawiciele spółdzielni widzieli już wcześniej, jak to wygląda. Co chwilę ktoś tędy przechodzi - mówi Pypłacz. - Mało tego, nasz radny, Adrian Szymura, zgłosił ten problem w KZGM. Zareagowali. Postawili tabliczkę - dodaje. Mowa o tym:

Trudno odmówić temu posunięciu finezji. I złośliwości. Wbita w stertę śmieci tabliczka o zakazie wyrzucania śmieci tylko zirytowała mieszkańców. Zwłaszcza, że stojące obok pojemniki na segregowane śmieci zostały opróżnione zgodnie z harmonogramem.

- Daliśmy tam tabliczkę, żeby uczulić mieszkańców na to, że podwórko to nie zsyp. Tam cyklicznie zdarzają się podobne problemy - przyznaje Bożena Mak, Kierownik Oddziału Eksploatacji Budynków nr 1 w Komunalnym Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej w Katowicach. - Bierze się to przede wszystkim stąd, że nie ma tam wiaty śmietnikowej przy pojemnikach i ludzie rzucają śmierci na stertę, nie zastanawiając się, jak to wygląda. Co jest jednak ważne, za śmieci przy Dunikowskiego odpowiada zarządca nieruchomości. To on powinien o to dbać - dodaje Mak.

- KZGM to spółka miejska, ale nie monitorujemy ich działań na bieżąco - mówi Ewa Biskupska, rzecznik prasowa Urzędu Miasta Katowice. - Zainterweniowaliśmy po wpisie mieszkańca Koszutki, bo Twitter służy nam do wymiany informacji z mieszkańcami i traktujemy poważnie każde zgłoszenie - dodaje. Dlaczego jednak nikt nie potraktował poważnie wcześniejszego zgłoszenia radnego Szymury? - Cóż, wiadomo, że jeśli ktoś zaczyna krzyczeć publicznie, reakcja jest szybsza, bo więcej osób się o tym dowiaduje i więcej osób może zadziałać. Wcześniej to do nas nie dotarło - przyznaje Biskupska.

Co więc by się działo, gdyby Sebastian Pypłacz nie zareagował na Twitterze? - I tak zajęlibyśmy się tym problemem - zapewnia Bożena Mak. - Może pani w to teraz nie uwierzyć, ale od wczoraj przygotowywaliśmy wywózkę. Internwencja mieszkańca i zainteresowanie mediów zbiegło się w czasie z naszymi działaniami.

- Podobna sytuacja już kiedyś się zdarzyła. Wtedy również wrzuciłem zdjęcie na Twitter - mówi Pypłacz. - Miasto odpisało, obiecało pomoc i rzeczywiście, w ciągu kilku godzin śmieci zniknęły. Tym razem pewnie będzie podobnie, ale to chyba nie o to chodzi, żeby miasto interesowało się mieszkańcami tylko wtedy, gdy buntują się w mediach... - dodaje. Kiedy podwórko przy Dunikowskiego wróci do swojej postaci? Miasto zapewnia, że zajmie się tym jeszcze dziś.

Czytaj więcej

Napisz do autora j.oles@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Gala BCC