Czytasz: Dramatyczna relacja Francuzki z Nanga Parbat

Dramatyczna relacja Francuzki z Nanga Parbat

Elizabeth Revol opisuje swoją walkę z żywiołem. "To była ucieczka w dół".

- Niezwykła przygoda zamieniła się w dramat - tak wydarzenia na Nanga Parbat opisuje uratowana przez polskich himalaistów Francuzka.

Elisabeth Revol wróciła już do kraju i przebywa w klinice w Sallanches, zdradziła też agencji AFP przebieg zdarzeń przed i po zdobyciu szczytu Nanga Parbat (8126 m).

Była to już czwarta wyprawa Elisabeth, siódma Mackiewicza, a ich wspólna trzecia próba zimowego wejścia na "zabójczą górę". Francuzka o Polaku mówiła w czasie teraźniejszym, określiła go mianem himalaisty-pasjonata, dobrze zaznajomionego z górą.

Para przed zdobyciem szczytu spotkała się 20 stycznia. Kilka dni później w dobrej kondycji dotarli na wysokość ponad 7000 m., blisko szczytu Nanga Parbat znaleźli się o godz. 17.15, a po ok. 45 minutach byli już na nim.

Nie zostali tu ani sekundy


Wówczas zaczęły się problemy.

- Tomek powiedział mi: 'nic nie widzę'. Nie zostaliśmy na szczycie nawet sekundy. To była ucieczka w dół - mówiła agencji AFP.

Polak schodził w nocy z Francuzką trzymając się jej ramienia.

- W pewnym momencie nie mógł już oddychać, zdjął osłonę, którą miał na ustach i prawie natychmiast zaczął zamarzać. Jego nos stał się niemal natychmiast biały, podobnie ręce i stopy – mówiła. Para zatrzymała się się na dnie zagłębienia, w którym próbowała znaleźć osłonę przed wiatrem. Polak nie miał już siły się z niej wydostać i zejść do obozu, a nazajutrz było jeszcze gorzej.

- Krew nie przestawała wyciekać z jego ust. Symptomy ogólnej opuchlizny, będącej ostatnią fazą choroby wysokościowej, hipoksji hipobarycznej, która jest konsekwencją przebywania na dużej wysokości i niedotlenienia, wskazywały, że szanse na przeżycie Tomasza są niewielkie – wspomniała Francuzka.

- Zawiadomiłam kogo tylko mogłam, że Tomek nie ma sił zejść samodzielnie niżej – dodała.

Eli zaczęła wysyłać wiadomości, które miały pomóc sprowadzić pomoc dla Mackiewicza. Jak zaznacza Francuzka, niektóre z nich nigdy nawet nie dotarły do odbiorców.


- Powiedziano mi: "jeśli zejdziesz do 6000 m, będzie można zgarnąć ciebie, a Tomka z wysokości 7200 m przy użyciu śmigłowca". Tak to było. To nie była moja decyzja – tłumaczyła Eli, która Mackiewiczowi miała powiedzieć: - Słuchaj, helikoptery przybędą tu późnym popołudniem, a ja muszę zejść. One tu dotrą, by Ciebie zebrać.

Kobieta wysłała dokładną lokalizację Tomka z użyciem GPS, a następnie "opatuliła go jak tylko mogła". - Schodziłam z myślą, że wszystko się dobrze skończy. Niczego nie zabrałam - ani śpiwora, ani namiotu. Niczego. Śmigłowce miały dotrzeć po południu - wyznała. Ale śmigłowce nie przybyły - napisała w komentarzu AFP.

Następną noc Revol spędziła w skalnej szczelinie. Nie miała nic przy sobie. - Kryłam się w tej jamie i cała się trzęsłam z zimna, ale moja sytuacja nie była beznadziejna. Bardziej obawiałam się o Tomka, który był o wiele bardziej osłabiony niż ja – opowiadała.

Kobieta przyznała również, że po raz pierwszy w życiu miała halucynacje. Wydawało się jej, że ktoś jej przyniósł ciepłą herbatę, a w ramach podziękowania będzie musiała zdjąć i oddać swoje buty.

- Słyszałam z daleka lot śmigłowca poniżej lodowca, ale był zbyt daleko, a poza tym zaczął wiać silny wiatr - dodaje.

Gdy Francuzka otrzymała wiadomość, że helikopter nie przybędzie wcześniej niż nazajutrz, rozpoczęła schodzenie. - To stało się kwestią przeżycia – mówiła.

Chce wrócić w góry

Francuzka nie widziała, że ratownicy idą jej z pomocą, około godz. 3 nad ranem zobaczyła światło i zaczęła krzyczeć. - To było niesamowite uczucie - przyznała. Bielecki i Urubko dotarli do niej w nocy z soboty na niedzielę czasu miejscowego. Kobieta była na wysokości 6000-6100 m.

Przypomnijmy, że w akcji ratunkowej brali też udział dwaj inni uczestnicy wyprawy na K2 - Jarosław Botor i Piotr Tomala. Mackiewicz pozostał na wysokości o 7200 m. Nie można było podjąć próby jego ratunku, ze względu na trudne warunki atmosferyczne, które zagrażały życiu ratowników.

Eli mówi, że powróci w góry, jak twierdzi, jest jej to potrzebne do życia. Obecnie przebywa w klinice w Sallanches w Alpach francuskich, gdzie przechodzi leczenie. Kobieta ma odmrożone obie ręce i lewą stopę.

Czytaj więcej