Czytasz: Dziki spacerują po centrum Jaworzna. „Będziemy strzelać”

Dziki spacerują po centrum Jaworzna. „Będziemy strzelać”

Urywają się telefony w jaworznickim wydziale zarządzania kryzysowego. - Stado dzików wędruje od Podwala do centrum – alarmują mieszkańcy. Problem w tym, że łowczy wstępu do miasta nie mają. - Wynajmiemy zatem prywatną firmę, która odstrzeli zwierzęta.

Osiedle Stałe, Podwale, Góra Piasku, a nawet centrum - to tu zdaniem mieszkańców najczęściej pojawiają się dziki. Nie tylko pojedyncze sztuki. Jaworznianie alarmują, że ścieżkę od Osiedla Podwale do centrum, regularnie od połowy września, wydeptuje sobie całe stado. - Watahę spotkać można w różnych porach dnia – relacjonują.

Rosnącą liczbę zgłoszeń telefonicznych na ten temat odnotowuje Bartosz Nowak z Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności magistratu w Jaworznie. - Zwierzęta podchodzą pod zabudowania miejskie i robi się problem. W mieście działają koła łowieckie, ale nie wywiązują się ze swoich zobowiązań – wzrusza ramionami Nowak. Dodaje, że to niezależne stowarzyszenia, dlatego władze miasta nie mogą od łowczych niczego wymagać.

Dziki poturbowały psy

Skąd dziki w centrum miasta? Nowak wyjaśnia, że mieszkańcy sami są sobie winni. - Dokarmiają zwierzęta, a te przyzwyczajając się do takiego stanu rzeczy, przyzwyczajają się jednocześnie do ludzi. Nie boją się już spacerować po osiedlach – mówi urzędnik z wydziału kryzysowego. Zapewnia, że dziki nieprowokowane nie stanowią zagrożenia dla człowieka. - W tym roku poturbowały jednak kilka psów. Ludzie spuszczają je ze smyczy na terenach leśnych, a te głośnym szczekaniem płoszą dziki i doprowadzają do niebezpiecznych sytuacji – tłumaczy Nowak. Zaznacza, że w Jaworznie działają trzy koła łowieckie, ale żadne problemem nie chce się zająć.

Janusz Kaczkowski, prezes koła łowieckiego „Słonka” w Jaworznie-Byczynie: - Sprawa nie jest taka prosta. Chętnie współpracujemy z okolicznymi rolnikami, którzy zgłaszają nam szkody spowodowane przez watahy, ale wstępu ze strzelbami do miasta nie mamy - rozkłada ręce myśliwy i dodaje, że zgodnie z prawem koła łowieckie odstrzały mogą wykonywać w odległości ok. 150 metrów od zabudowań miejskich.


Do odstrzału albo do uśpienia

Sprawą ostatecznie zajmie się urząd miasta w Jaworznie. Jak informuje Bartosz Nowak, prezydent Paweł Silbert wydał już specjalne rozporządzanie w te kwestii. - Zdecydowaliśmy o wynajmie zewnętrznej firmy, która odstrzeli dziki wałęsające się po mieście – mówi i dodaje, że miasto wygospodarowało na ten cel 40 tys zł. Około 25 tys. zł tej kwoty pójdzie na odstrzał redukcyjny zwierząt, a reszta na usypianie i wywożenie ich do lasów poza granice Jaworzna.

Sprawie z niepokojem przygląda się Jacek Bożek z klubu Gaja. Zaznacza, że odstrzał zwierząt w mieście, choć obstawiany przez służby mundurowe, może być niebezpieczny. - Kula może odbić się rykoszetem i trafić nie tam gdzie trzeba. Nie mówiąc już o tym, że drastyczne sceny strzelania w łeb zwierzęcia mogą oglądać osoby postronne – zaznacza Bożek. Przyznaje, że jest całkowicie przeciwny takiemu rozwiązaniu. - Człowiek z całą swoją inteligencją najpierw sam prowokuje zwierzęta, a potem chwyta za strzelbę. To ingerowanie w naturę, a takie rzeczy nigdy nie kończą się dobrze – uprzedza ekolog. 

 

Locha zabiła kobietę, stado zaatakowało grzybiarza

Z dzikami nie ma żartów. Świadczą o tym wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy. W maju ważąca ponad 170 kilogramów locha dzika zabiła 85-letnią kobietę. Do tragedii doszło w rejonie Kurozwęk, w województwie świętokrzyskim. Ciało poranionej kobiety - na łące kilkaset metrów od domu - znalazł zaniepokojony jej długą nieobecnością syn. Obok widać było ślady racic dzika, jak się okazało później – potężnej lochy. Na miejsce wezwano myśliwego z lokalnego koła łowieckiego, który odstrzelił zwierzę.

O krok od nieszczęścia było także w Rybniku, gdzie w połowie sierpnia stado dzików zaatakowało 37-letniego grzybiarza. Mężczyzna zdążył uciec na drzewo. Spędził na nim prawie dwie godziny, zanim znalazła go grupa policjantów i myśliwych. Mundurowi pałkami uderzali w drzewa, by odstraszyć wciąż czekającą na grzybiarza watahę. Wreszcie udało im przepłoszyć zwierzęta i ściągnąć pechowego grzybiarza na ziemię.