Czytasz: Dzieci precz od kredy. Spółdzielnia zabrania!

Dzieci precz od kredy. Spółdzielnia zabrania!

Wydawałoby się, że to niewinna zabawa, którą szybko zmywa deszcz. W Gliwicach stała się jednak kością niezgody. Można czy nie można pisać kredą po chodniku?

Lawinę emocji wywołało jedno ogłoszenie. Nieduża karta papieru kilka dni temu zawisła na bloku przy ul. Łużyckiej 2. Gliwicka Spółdzielnia Mieszkaniowa „Pried”, jako zarządca tutejszej wspólnoty mieszkaniowej, wprowadziła tym samym „całkowity zakaz malowania i pisania jakimikolwiek przedmiotami”. I zaczęło się.

Wszystko rozumieją. Poza kwestią tzw. tarasu

Gdzie nie można malować? Spółdzielnia w ogłoszeniu dokładnie to precyzuje. Dzieci mają zakaz zbliżania się z kredą do ścian w klatkach schodowych, wind i elewacji. Ten fragment ogłoszenia „Pied-u” wszyscy lokatorzy zdają się rozumieć. Kością niezgody stał się jednak tzw. taras, czyli wyłożone płytkami z betonu dojście do budynku. Pisanie w tym miejscu, podobnie jak we wszystkich wymienionych w ogłoszeniu wcześniej, skutkować może nałożeniem na rodziców kar finansowych. Takie załatwienie sprawy, nie wszyscy już rozumieją.

To gdzie maluchy mają się bawić?

- Przecież deszcz zmyje dziecięce rysunki za pierwszym razem. Nie rozumiem, dlaczego zakaz obowiązuje na naszym tarasie – mówi jeden z lokatorów. - Spółdzielnie nie zatroszczyła się o wybudowanie choćby jednego placu zabaw, huśtawki czy zjeżdżalni. Nie kiwnęła nawet palcem, by zapewnić dzieciom miejsce do zabawy, a wypisuje teraz takie pseudo-mądrości – zaznacza gliwiczanin. - To granda – uważa.

Dziwne porządki

Niektórzy wytykają zarządcy budynków nie tylko brak zaangażowania w infrastrukturę dla dzieci. - Przez ostatnie piętnaście lat niewiele się tu zmieniło. Teraz nagle wprowadzają porządki. Nie mogą cierpieć na tym dzieci. Nie powinny oczywiście niszczyć ścian czy elewacji, ale kilka rysunków na betonie przed blokiem jeszcze nikomu nie wyrządziło żadnej krzywdy – uważa część mieszkańców.

Spółdzielnia nabiera wody w usta

Skąd takie restrykcje? Zapytaliśmy autorów zakazu. Agnieszka Grzybek, pracownica sekretariatu spółdzielni „Pried” nie chciała się jednak tłumaczyć. Skierowała nas do prezesa – Wiesława Biernata. Okazało się jednak, że i ten nie będzie z nami rozmawiał. - Ma urlop do 17 sierpnia. Każdemu się należy – skwitowała jego sekretarka. Zaznaczyła, że prezes nie ma zastępcy, nie wyznaczył też nikogo odpowiedzialnego za kontakty z mediami.

Kto tu naprawdę jest dzieckiem?

Udało nam się jednak skontaktować z członkiem zarządu wspólnoty mieszkaniowej. - Nie chcę żadnego rozgłosu – mówi jednak mężczyzna i zastrzega sobie anonimowość. - To bardzo dobrze, że jest taki zakaz. W końcu zanim pojawiło się ogłoszenie, musiało być walne zebranie i decyzja wspólnoty mieszkaniowej. Oznacza to, że większość zatwierdziła zakaz, prawda? - pyta nieprzyjemnym tonem. Zaznacza, że sam ma dzieci i one wiedzą, że nie mogą rysować po osiedlu. - Wie pani czyje dzieci robią szkody? Te puszczane samopas. No bo kto zagwarantuje, że od tarasu nie przejadą z tą kredą na elewację? Czy takie zniszczenia obejmuje ubezpieczenie wspólnoty? - pyta mężczyzna.

- To tylko kreda na betonie – podkreślają przeciwnicy zakazu. I dodają: - W całej sprawie pozostaje tylko pytanie; kto tu tak naprawdę jest dzieckiem?

Czytaj więcej