Czytasz: Dynia połączy sąsiadów

Dynia połączy sąsiadów

15 maja od teraz będzie Światowym Dniem Siania Dyni w Miejscach Publicznych. Co Wy na to?

Witold Szwedkowski, animator Miejskiej Partyzantki Ogrodniczej i założyciel Schroniska dla Niechcianych Roślin, wziął na warsztat dynie. 15 maja ogłosił Światowym Dniem Siania Dyni w Miejscach Publicznych.

Ma okazałe kwiaty i daje owoce

- Jest mnóstwo miejsc, w których mamy tylko nudny trawnik i nic więcej. A dynia jest ładną rośliną z okazałymi kwiatami. Mamy więc estetykę i ekologię w jednym – mówi Szwedkowski.

- Ta roślina nie jest specjalnie doceniana, trudno powiedzieć dlaczego. Bo przecież idealnie pasuje do miasta przez to, że nie wchłania metali ciężkich z gleby – dodaje. Bywają tereny, na których nie powinno się siać roślin, za wyjątkiem właśnie dyni.

15 maja zwany jest „zimną Zośką”. Możemy być pewni, że to ostatni dzień zimna i gruntowe przymrozki nie będą już zagrażały sadzonkom. Tak więc przedłużamy weekend, sadzimy 15 maja i dzień później nasza dynia zaczynie kiełkować. Po miesiącu będzie już ukształtowana. A w październiku, czyli „dyniowym” miesiącu, będziemy mogli zebrać owoce. To roślina bezobsługowa, która sama sobie walczy o przestrzeń, a chwasty się jej nie imają.

Co sadzimy i gdzie?

Można się posłużyć sadzonkami. Ale można też zasadzić pestki dyni, takie do skubania. Są też nasiona, które kupimy w sklepie. Szukamy odpowiedniego miejsca. Może być nim np. ogródek pod blokiem, w którym często sąsiedzi sadzą byle co.

- Chciałbym, żeby każdy sobie znalazł miejsce na sadzenie i żeby to była taka oddolna inicjatywa. Najlepiej wiemy, jak w naszej okolicy wygląda zieleń i gdzie nie zaglądają kosiarze. Miejsce powinno być zaciszne i słoneczne – mówi Witold.

Robimy otworek w ziemi i chowamy w nim trzy nasionka. Po paru tygodniach sprawdzamy, ile z nich wykiełkowało. Usuwamy te słabsze, najsilniejsze zatrzymujemy. Dynia lubi wilgoć, ale nie ma specjalnych wymagań.

Ma budować relacje sąsiedzkie

Chodzi o to, żeby przy pomocy roślin oswajać sąsiadów. Pokazać im, że grunty miejskie mogą być obsadzane. Na świecie często tak się dzieje. Miasta wykorzystuje się do tego, by sadzić w nim rośliny jadalne. Jeśli w październiku z pestek uda się uzyskać owoc to jest to dobra droga, by zrobić coś dla naszej planety.

Może się też zdarzyć, że ktoś nam roślinę ukradnie.

- To dobrze. Znaczyłoby, że jej potrzebował. Bawmy się przestrzenią i nieużytki zamieniajmy w ogrody. To też dobry pretekst, by pogadać z sąsiadem, wyjść z domu czy nawet zrobić imprezę w ogrodzie – tłumaczy Szwedkowski.

Powstało już wydarzenie na Facebooku. Dużo ludzi się odezwało, zainteresowało. Chyba była taka potrzeba. Witold podkreśla, że chodzi o to, by mieć kontrolę nad naszym otoczeniem. Zwłaszcza, jeśli można posadzić roślinę tak nieinwazyjną jak jednoroczną dynię. Niech dynia łączy.

Czytaj więcej