Czytasz: Durczok: Wojna z gejami czyli obsesje PiS

Durczok: Wojna z gejami czyli obsesje PiS

Kaczyński zaczyna okopywanie w swoim najtwardszym elektoracie. Tym, który nienawidzi żydów, nie cierpi homoseksualistów i boi się imigrantów.

To była długa przerwa. I wiecie, co jest najgorsze? Że nic z tego, o czym pisałem kilkanaście dni temu, nie straciło na aktualności. Czyli nadal żyjemy w państwie bezprawia. 

Ponad 40 dni temu do prokuratury zgłosił się Gerard Birgfellner. Austriak twierdzi, że został oszukany przez Jarosława Kaczyńskiego. Prokuratura postanowiła udowodnić, że wszyscy jesteśmy wobec prawa równi, ale są też osoby od nas równiejsze. Pierwszy obywatel RP, Prezes PiS, przejdzie do historii najnowszej jako obywatel, którego prokuratura się boi. Pani prokurator, przerażona perspektywą wezwania Wszechwładnego, siódmy raz wzywa biznesmena z Austrii, każe mu tłumaczyć na polski 20 tysięcy stron dokumentów i wyznacza kolejne przesłuchanie na kwiecień. Każdy normalny obywatel zameldował by się  w prokuraturze albo został tam doprowadzony o 6 w świetle jupiterów i  w obiektywach kamer. Wódz temu prawu nie podlega. Na dodatek KOK (Komitet Obrony Kaczyńskiego - określenie autorstwa mec. Jacka Dubois, pełnomocnika Birgfellnera), poszerza swoje szeregi. Prezesa, jak niepodległości, ochoczo bronią kolejni funkcjonariusze partyjno-rządowi, mlaszcząc i z obrzydzeniem oznajmiając, że przecież wyraźnie nie ma tu żadnej sprawy. 

Jeśli przyjąć, że opisywana niezmienność jest dziś synonimem polskiej rzeczywistości, to jesteśmy na dnie. 

Listy z pogróżkami i amunicja w kopercie. Wyroki śmierci na prezydentów miast. Naziole w wodzisławskich lasach i brunatne marsze na ulicach. Na deser dyscyplinarne postępowania wobec sędziów, którzy kierują się prawem a nie instrukcjami z centrali PiS. 

To jest Polska, rok 2019. Jeśli ktoś nie widzi, że zmierzamy ku przepaści, to znaczy, że jest ślepy.

Nigdy dotąd nie byliśmy tak poróżnieni i skłóceni. Wygrywająca miażdżącą przewagą nowa prezydent Gdańska, Aleksandra Dulkiewicz, zostaje nazwana przez jej rywala „zwyciężczynią z przypadku”. 

Służebne PiS-owi portale, rechocząc z zadowolenia, publikują zdjęcie Dulkiewicz, kupującej w Biedronce wódkę. Robią to bez żenady, choć miarę umiłowania trzeźwości przez „niepokornych” można zobaczyć codziennie wieczorem na twitterze. Po jakości i chamstwie wpisów, da się zmierzyć stopień upojenia alkoholowego całkiem sporej grupy „publicystów”. Ale co tam funkcjonariusze pisowskiej propagandy, skoro na heheszki w sprawie flaszki kupowanej z Biedrze pozwala sobie minister spraw wewnętrznych. I robi to wobec osoby, która ledwie chwilę wcześniej obejmuje stanowisko po Pawle Adamowiczu, człowieku zamordowanym z powodu politycznego szaleństwa i nienawiści do PO. 

Polityka PiS w ostatnich dniach wchodzi jednak na nowy poziom. Konferencja w Jasionce dała sygnał do bezprecedensowego ataku na mniejszości seksualne. Obsesje Jarosława Kaczyńskiego wydają się tu mniej istotnym powodem. Ważniejsze, że widmo realnej utraty władzy, pcha Prezesa na pozycje, które kiedyś już dały mu przetrwanie, a po wielu porażkach upragnione zwycięstwo. Kaczyński zaczyna okopywanie w swoim najtwardszym elektoracie. Tym, który nienawidzi Żydów, nie cierpi homoseksualistów i boi się imigrantów. I liczy, że resztą potrzebną do zwycięstwa, kupi za ich własne pieniądze. Czyli zadłużając się na potęgę, zabierając ludziom coraz więcej, a potem, wśród fanfar, oddając im tylko część tej kasy, nazywanej dla przez propagandę Piątką Kaczyńskiego. Czyli 13-tką emeryta albo 500 plus na pierwsze dziecko. 

Co ciekawe, ten socjal nie zadziałał już tak, jak pierwsze 500 plus z początku kadencji. I nic dziwnego, ludzie przejrzeli na oczy, zobaczyli szaleńczą propagandę TVPiS, zorientowali się, że symbolem nieodpowiedzialności tej ekipy, na zawsze pozostanie chocholi taniec smoleński w wykonaniu szarżującego z obłędem w oczach Macierewicza.

Tego się nie da „odzobaczyć”, jak mawiają w internetach.  

Kaczyński idzie po trupach. Nienawiść którą rozpętał, której nowym symbolem jest walka z lesbijkami i gejami, zostawi tylko zgliszcza po, budowanej z mozołem przez dziesięciolecia, zgodzie narodowej. 

Tego się nie da naprawić przez pokolenia. Ale Prezesa to nie obchodzi. Ma swoją krucjatę, na końcu jest której jest jego wizja Polski. A w niej nie ma miejsca na wolne media, biznesmenów z pretensjami, niezależne prokuratury i wolne sądy. Jest pełna zależność od kaprysu i widzimisię Władcy. Ta wizja nazywa się dyktaturą. I im większy jazgot i oburzenie towarzyszy takiemu nazwaniu sprawy, tym bardziej bądźcie pewni, że PiS-owi dokładnie o taką wizję chodzi. 

Czytaj więcej