Czytasz: Durczok: Upał męczy śląskiego ministra

Durczok: Upał męczy śląskiego ministra

Minister Wójcik był wkurzony. Krzyczał i łajał. Wygłaszał też tyrady, które miały dowieść, że jego prawnicza wiedza przerasta wszystko, co dotąd wniesiono we współczesną szkołę konstytucjonalizmu.

Upały męczą. Ale niektórych męczą bardziej. Każdy lekarz wie, że w wysokiej temperaturze człowiek nie tylko się poci, ale też wyraźnie gorzej myśli. Za sprawą telewizyjnych występów naszych politycznych zuchów wiedzą już o tym nie tylko lekarze, ale również my wszyscy. O ile jednak pocenie się jest zwykle czymś dobrym dla organizmu, o tyle upadek intelektualny bywa szkodliwy dla wszystkich.

Szczególnie bolesny był pod tym względem weekend. Bądźmy szczerzy. Było źle. A nawet fatalnie.

Jowialny, uśmiechnięty, czasem nawet rubaszny wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik (onegdaj sympatyczny kierownik tak zacnej instytucji jak cech Rzemiosł Różnych w Katowicach) dostał w telewizji takiego ataku, że siedzący naprzeciw Bartosz Arłukowicz chciał wołać lekarza. To ostatnie zresztą też jest objawem dotkliwych upałów, albowiem tak się składa, że Arłukowicz sam jest lekarzem. A jeśli lekarz woła lekarza, to nie jest wcale wykluczone, że sam potrzebuje medycznego wsparcia, nie jest bowiem powszechnym wołanie o pomoc zamiast jej udzielania. 

Minister Wójcik naskoczył na wszystkich - a chwilami miałem wrażenie, że także na siebie - dysząc z oburzenia nad decyzją Sądu Najwyższego, krzyżującą szyki idącemu jak taran po niezależne sądy PiS-owi. To co zrobił SN musiało zaboleć, bo już, już się zdawało, że kompromitujący się na każdym kroku ludzie Kaczyńskiego i Ziobry założą masowo sędziowskie togi, a tu się okazuje, że to nie takie proste. I to, czego wyraźnie chce uniknąć PiS, czyli wariant siłowego przejęcia tej - walczącej heroicznie o niezależność - instytucji, może się okazać jedynym sposobem by Sąd Najwyższy wziąć za pysk. A potem mieć już w rękach całą władzę, obowiązkowo oczywiście jeszcze przed jesiennymi wyborami. 

Minister Wójcik był więc wkurzony. Krzyczał, łajał i wymachiwał rekami. Niesiony wzmożeniem, podniesionym głosem wygłaszał tyrady, które miały dowieść, że jego prawnicza wiedza przerasta cały dorobek kadry naukowej Wydziału Prawa UŚ (zdaje się jego Alma Mater) a także współczesną szkołę konstytucjonalizmu.

Tym samym, śląski minister dołączył do tak zacnego grona konstytucjonalistów jak: Rafał Ziemkiewicz, Stanisław Janecki, Marek Król, bracia Karnowscy i kolektywne grono prawników - amatorów, wypowiadające się ze „znawstwem” o Sądzie Najwyższym w licznych programach Kurwizji. 

Nie tylko krzyczący na kobietę (obiektem była siedząca obok Barbara Nowacka) minister Wójcik był w ostatnich dniach dowodem na niszczycielska siłę upałów. Żywioł zaatakował znienacka także „Obatela” Ryszarda Czarneckiego, który na twitterze dał pokaz niespotykanego chamstwa. Takiego, co to go cytować nawet nie sposób. I tak samo jak w przypadku (mniej chamskiej, zgoda) tyrady Wójcika, także i tu obiektem ataku była kobieta.

To co wyprawia Czarnecki od dawna wymyka się ocenom politycznym, stając się raczej polem dla analizy psychologów. Ale rosnąca nerwowość licznej grupy działaczy PiS, może też mieć drugie, niemniej gorące dno.

Otóż wieść gminna niesie, że pojawiły się przynajmniej dwa (zrealizowane na większej niż zwykle grupie) sondaże, które pokazują że PiS wcale nie może być pewny wygranej w następnych wyborach. A wręcz przeciwnie. Jeśli do tego dołożyć, coraz wyraźniej artykułowaną, zapowiedź sądowego rozliczenia rządów ekipy Kaczyńskiego, nerwowość dziwić przestaje. Co przy rosnącej nienawiści i agresji, podsycanej cynicznie przez PiS, może tylko martwić bardziej. Tak jak i upały, które przed nami.