News

Durczok: Uczmy się od kanclerz Merkel

Szefowa niemieckiego rządu musiała zabrać głos w sprawie, w której idzie o krajan. A na Opolszczyźnie mniejszość niemiecka to istotny gracz lokalnego rynku.

To się musieli zdziwić! Zwłaszcza minister Patryk Jaki, toczący swoją wojenkę o powiększenie Opola. A jednak dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że Angela Merkel poruszy temat wojny o Dobrzeń Wielki. Tylko pozornie może się to wydawać dziwne. Malutka gmina na południu Polski, choć wielka w nazwie, znaczenie gospodarcze czy geograficzne ma niewielkie. Skąd miałoby się brać zainteresowanie liderki wielkiego, europejskiego państwa, takim właśnie miejscem. Ale szefowa niemieckiego rządu musiała zabrać głos w sprawie, w której idzie o krajan. A na Opolszczyźnie mniejszość niemiecka to istotny gracz lokalnego rynku, więc kiedy chodzi o jej prawa, Niemcy głos zabierają zdecydowanie i gromko.

Najbardziej dziwi zdziwienie samej Mniejszości. Jeśli to nie ściema na użytek mediów (co możliwe, bo przecież trudno uwierzyć, że Niemcy z Opolszczyzny nie mają kontaktu z ambasadą) to byłaby to spora niespodzianka. Kanclerz wie ze swoich źródeł, że są kłopoty z tablicami w języku niemieckim, a mniejszość jest zaskoczona, że temat pojawia się tak mocno? To mogłoby potwierdzać tezę, jaka na Śląsku Opolskim jest dość często podnoszona. Że problemem Mniejszości nie jest traktowanie przez polski rząd, tylko brak zorganizowania i skuteczności. To jednak ich problem, i to oni muszą sobie z nim radzić, a nie kto inny.

Zaskoczeniem jest (o ile informacje są pewne) tak mocne postawienie sprawy przez Panią Kanclerz. Jeśli wierzyć doniesieniom, uznaje kłopoty Dobrzenia za skandaliczne, a brak tablic z niemieckimi nazwami miejscowości za coś, czego nie wolno zostawić bez reakcji. Swoją drogą, zawsze mi się zdawało, że te niemieckie nazwy podopolskich wsi to coś fajnego, coś czym tolerancyjna, otwarta Polska powinna się chwalić. To, że były zamalowywane przez „nieznanych sprawców” uważałem za skandal. Ale to, że komuś nie chce się przypilnować, by w przededniu wizyty Angeli Merkel wszystko było ok, to przykład niechlujstwa i zwykłego urzędniczego bajzlu.

Wracając do samej kwestii Dobrzenia i słów Pani Kanclerz, po prawdzie to powinniśmy się od nich uczyć. Polacy na Białorusi, Litwie czy w samych Niemczech, na tak skuteczne wsparcie, nawet w tak pozornie błahych sprawach, liczyć nie mogą. Po części dlatego, że nie jesteśmy tak skuteczni i wielcy jak Niemcy, po części z powodu dupereli, o które walczy nasza dyplomacja, tracąc z oczu to, co naprawdę ważne. Wpadki z opozycjonistami na Białorusi (za rządów PO) i śmieszne napinanie muskułów (za PiS) to symbole tego, co nas różni od Niemców.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Lifestyle