Czytasz: Durczok: Tak wygląda wojna domowa w PiS!

Durczok: Tak wygląda wojna domowa w PiS!

Zamiast nowego otwarcia, mamy międzynarodową awanturę, mordy antysemitów i cały świat przeciw sobie. I jakoś nietrudno zgadnąć, kogo cieszy krwawiący Morawiecki.

Żadna opozycja. Nie ma siły, pomysłu ani autorytetu. I żaden uliczny protest, coraz jawniej pacyfikowany, blokowany przez policje, z sądowy finałem jego organizatorów (jeśli oczywiście nie paradują z rykiem „Chwała wielkiej Polsce”). Żaden z przejawów bezczelności, przywiązania do koryta, dojenia państwa i pędu do dyktatury też nie, bo wyraźnie nie robi  już na ludziach wrażenia. Żaden z tych czynników nie pozbawi władzy PiS. Bo PiS  wykosi się sam.  

I jest ku temu na najlepszej drodze.

Od kilkunastu tygodni, raz ciszej, raz głośniej, słychać odgłosy wojny domowej w partii Kaczyńskiego. Trudno powiedzieć, czy to słabnąca władza prezesa, czy namaszczenie delfina Morawieckiego zasiały taki ferment w szeregach. Ale jak nigdy dotąd, frakcje partyjne ruszyły do boju. I po medialnych efektach tych starć widać, że używają całkiem grubej amunicji. Haki, zdjęcia, plotki i areszty. To wierzchołek, wystający ponad nieźle już wzburzoną toń. O ile starcia o szkolnictwo na linii Gowin - Terlecki można uznać za kłótnię starszych panów, o tyle to, co iskrzy na linii premier - minister sprawiedliwości, to już całkiem poważna awaria.  

Mateusz Morawiecki, sadzany na fotelu premiera, miał dać rządowi PiS świeżą, światową twarz. Tymczasem zamiast nowego otwarcia, mamy największą awanturę   międzynarodową ostatniego ćwierćwiecza, mordy antysemitów i cały świat przeciw sobie. To efekt kilku zdań jednej ustawy. Ustawy, która od początku do końca powstała w ministerstwie sprawiedliwości. Czyli pod okiem Ziobry. Nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, że szykujący się do schedy po Kaczyńskim Zbigniew Ziobro, zareagował na nominację Morawieckiego w jedyny możliwy sposób - wściekłością. A ta, w świecie polityki, rzadko objawia się krzykiem, zwykle  ostrym atakiem. Stara rzymska paremia głosi, że ten winien, kto ma korzyść. Jeśli spojrzeć na globalną kanonadę wycelowaną w premiera, nietrudno zgadnąć, kogo cieszy krwawiący Morawiecki. Miało być światowo, wyszło antysemicko i zaściankowo, nienawidząca żydów tłuszcza wyje z zachwytu, a Prezes kombinuje, gdzie popełnił błąd, skoro nowa nadzieja PiS właśnie leży pod własnym ogniem. Trzeba przyznać, że określeniu „friendly fire” nadano nowe znaczenie.  

Jakiś czas temu światło dzienne ujrzały zdjęcia czołowej postaci świata służb, Macieja Wąsika, sugerujące jego homoseksualizm. Obrzydliwa praktyka wywalania prywatnie robionych fotek dotarła do polityków PO, jeszcze niedawno straszliwie oburzonych zdjęciami senatora Piesiewicza, szantażowanego przez grupę bandytów. Posłowie PO pokazali je w sejmie, wprowadzając w ten sposób zwykłe świństwo na salony. W cieniu tych zdjęć znalazły się jednak inne, poważniejsze. Na nich kierujący służbami pan Wąsik w towarzystwie siedzącego obok przy stole, jednego z bohaterów afery reprywatyzacyjnej. Którego nie tak dawno wsadzono do pierdla, podobnie jak jego 80-cio letnią mamę. Całość wygląda na świetnie z historii znany areszt wydobywczy, a trzymanie za kratami schorowanej kobiety, za regularne okrucieństwo. Istotniejsze jednak w tej historii są oskarżenia szwarccharakteru reprywatyzacji, Jakuba R.,  Twierdzi on, że i Wąsik, i koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński, namawiali go do wspólnych interesów, potem chcieli zrobić z niego kapusia. A kiedy odmówił -  wsadzili za kratki. PiS krzyczy, że to tylko linia obrony kryminalisty, ale bliskie, rodzinne związki wszystkich panów są faktem. I nikt się ich nie wypiera, bo zdjęcia z imieninowych kolacyjek nie kłamią. 

W każdym normalnym kraju, udokumentowanie takiej historii skutkowałoby trzęsieniem ziemi w służbach. W naszym krajowym bajzlu, skutkuje to tylko jeszcze większym chaosem. A ten jest oczywiście rządzącym na rękę, bo pogłębia podziały, które stały się fundamentem władzy PiS. Im bardziej ludzie - także swoi - się nienawidzą, tym łatwiej wmówić im każdą ciemnotę, którą potem telewizja Kurskiego podleje obrzydliwym sosem pomówień, insynuacji i plotek.  

Trzeci konflikt tli się na linii PiS - Macierewicz. Były minister obrony, oderwany od rządowej posady, brzmi coraz bardziej kosmicznie, tłumacząc, że Polska i jej bezpieczeństwo, wymagały 15 milionów złotych zapłaconych służbowymi kartami kredytowymi, czyli z naszych podatków. Co więcej, jakiś idiota z rządowej telewizji usiłuje to uzasadnić, pisząc na pasku, że te wydatki wzmacniały polski system bankowy, bo ten żyje między innymi z prowizji od płatności kartami. Jezusku… Wiedziałem, że wśród nas żyją kretyni, to wynika ze statystki, ale że jest ich aż tylu? Na chłodno jednak kalkulując, widać, że skoro obrona Macierewicza toczy się także w TVP, to znaczy, że Pan Antoni wpływów w partii całkiem jeszcze nie stracił. A jak dodać do tego wieczorny występ Misiewicza w tym rządowym medium, wychodzi, że te wpływy mogą być jeszcze całkiem spore.   

Dla większości z nas to są oczywiście gry i gierki na szczytach władzy. Ale za długo śledzę politykę, by nie wiedzieć, że takie wojny mają poważne skutki. Nie tylko dla nas, obywateli. Także dla samej władzy. Miller zakiwał się, kiedy w partii w SLD wybuchła wojna baronów, Kaczyński stracił władzę, kiedy powaliły go intrygi służb i żądza krwi. PiS AD 2018, jest na dobrej drodze, by historia zatoczyła koło. Patrzcie i słuchajcie. Jeśli prawdą są plotki, że premier dostał z Nowogrodzkiej zielone światło do osłabienia Ziobry, przed nami ciekawy czas. 

Show dopiero się rozkręca.

Czytaj więcej