Czytasz: Durczok: tak nie wygracie, czyli wahania polskiego inteligenta

Durczok: tak nie wygracie, czyli wahania polskiego inteligenta

Sztuka na 2 głosy, 1 plac i głęboką ciemność. Opowiadanie refleksyjne, pełne typowych dla kraju nad Wisłą wulgaryzmów. Wersja artystyczna, niepoprawiona. Wydanie pierwsze.

Warszawski Plac Zbawiciela. Noc. Zatroskane, schrypnięte, smutne, przemęczone głosy.

Głos I

- A gdyby tak cała Polska pluła im pod nogi… Nie. To zbyt chamskie. To może: "niech Polacy honorowi gwiżdżą prosto w twarz Ziemcowi". Niby tak, ale trochę słabo się rymuje. No to wprost: "stop gangsterom z Wiadomości, wnet zapłacą za podłości!". Ależ Proszę Pana, toż to zasadniczo jest nawoływanie do przemocy!

Hamletyzowanie niesie się głuchym łoskotem po trotuarze. Ot, dylematy toczone po bruku, polewanym tu i ówdzie asfaltem. Głośne, żałosne zawodzenie. Lament nad upadkiem. Łzy nad straconym rzędem dusz. Żałosne. Żadnego rzędu ani rządu nigdy nie było. Zrzędzenie idioty. Płacz po utraconej poprawności. Pudrowanie syfa.

Głos wciąż wyrzuca z siebie osłupienie.

- Jaaaaak toooooo…? - dudni zdumiony. - To wolno tak brzydko się bawić? Wolno kłamać? Przecież nie o taki kraj walczyliśmy! Miały być wolne media a jest wolna amerykanka! Jak tak można, żeby tak szczuć, wyciągać zarobki, do talerza zaglądać, grzebać w życiorysach rodziców, tropić żydowskich przodków? Nie tak miało być!

Po placu niesie się bezradność polskiego inteligenta. Bezsilność wobec chama z kastetem. Niby można huknąć gazrurką. No, jednak nie bardzo. Etos w końcu zobowiązuje.

- Nie wypada tak wprost, trzeba ważyć słowa, przecież eskalacja przemocy nigdy nie przyniosła niczego dobrego. Poza tym, jak my zaczniemy tak przemawiać, tym ich pełnym brutalności językiem, to się nasz inteligencki elektorat zniesmaczy. Gotów do urn nie pójść, powalony jakością dyskursu publicznego. A jak nie pójdzie, to wiadomo, frekwencja gra na nich, Pan przecież wie…

Z mroku dobiega Głos II

- Nie, kurwa, nie wiem. Jak to nie pójdzie? To pies ich srał! Panie, przecież te buce wstydu nie mają, granic nie znają. Pan widział co oni z tymi rezydentami wyrabiają? Obsrali ich, panie, opluli, kobitkę, co na wojnie dzieci ratowała, opisali, że na wczasy zagraniczne jeździ, a nie na misje, a Pan się obcyndala i duma czy „chuj” to za mocno czy nie?!

Głos I

- No, dumam, proszę kolegi, dumam. Ojczyzna potrzebuje spokoju. Mowa nienawiści to ostatnie, czego nam dziś w kraju potrzeba. Upadek debaty publicznej jest faktem. Jeśli jeszcze my, inteligenci, zaczniemy się zniżać do ich poziomu, za 5 lat młodzież nie będzie już miała żadnych pozytywnych wzorców. Już i tak nieletni nie czytają, nie analizują, siedzą na tych fejsach i instach, Jakiemu kibicują, aż się internety grzeją, pojęcia nie mają, kim byli Bartoszewski, Turowicz albo Mazowiecki. Czeka nas upadek wszelki. Taka byłaby cena podjęcia dialogu na tym straszliwym poziomie. 

Głos II

- Panie, weź Pan młotek i dupnij się Pan w łeb. To teraz ta gówniażeria tego nie widzi? Teraz Miłosza z Heglem czytają i erystyczne spory wiodą? Pan żeś ochujał??? Co najwyżej na Kukiza głosowali, a i to dla jaj, bo go z tego Youtuba kojarzą, jak o proboszczu śpiewa, że łapówkarz i pijak. A ci, co Kukiza nie znają, na Korwina głosowali. Teraz bogu dzięki widzą jak z wywalonym brzuchem śpi w Brukseli, więc w krajowych wyborach już sobie gościa darowali. Pan się wahasz i hamletyzujesz, a te dzikusy w dupie to mają i jak walili pałą między ślepia, tak walą dalej. 

Głos I, nieprzekonany

- Wie Pan, Drogi Panie, w kwestiach pryncypialnych to Pan ma rację. Ale całokształt nakazywałby jednak wstrzemięźliwość wobec tego szaleństwa. Ojczyzna, proszę Pana, to wielki zbiorowy obowiązek. Ja, na ten przykład, go czuję na barkach. I to mi każe rozważyć, czy słowo „cham” nie zepchnie narodowego dialogu do rynsztoka. Ot, taka to moja wielka odpowiedzialność!

- Jebnij się Pan w łeb. Do widzenia! - Głos II kończy nocne wynurzenia.

Trzask zamykanych drzwi do Charlotty niósł ostatnie słowa jeszcze długo w noc. W tym samym czasie, spod palców sowicie wynagradzanych młodzieńców medialnej awangardy, w świat płynęły kolejne rekordy bandyterki. Bo kiedy polski inteligent się wahał, gówniarze z potężnymi kilofami rozłupywali mu kraj na dwie części. Dzieło było niemal skończone. Z przecięciem ostatniej nitki czekali na sygnał Najwyższego. Ale jemu się nie spieszyło.

Bo Najwyższy czekał. I się napawał. Widok skaczących sobie do oczu rodaków radował go jak nic innego. Skoro on był rozdarty, nie widział powodu, by nie rozdzierać innych. Do codziennego rozdzierania ci idioci z nadajnika byli jak znalazł. Na tle propagandowych siepaczy zawsze mógł się pokazać jak krynica umiarkowania. Jeśli chciał, podkręcał tych matołów tak bardzo, że przemawiając po ich seansach, jawił się bardziej wyważonym niż wicepremier od szkolnictwa wyższego. Ależ go to kręciło! Kiedy tylko zapragnął, siepacze ustawiali mu w tle taki obrazek, by prezentował się w stroju akurat pasującym najbardziej. Był już Wielkim Gniewem, Wycofanym Mężem, Rubasznym Dziaduniem i Opiekunem Najmniejszych. Był, kim chciał. I to wszystko na pstryk palca. A czasem bez. Przecież idioci i tak na wyścigi zgadywali jego myśli. Potem się ich poświęci. Skasuje przy pierwszej okazji. Ale teraz niech myślą, że są ważni...

Czytaj więcej