Komentarz

Durczok: Śląsk popsuł szyki Warszawce?

Przypomnijmy: tę informację podaliśmy wczoraj jako pierwsi. Według nieoficjalnych, ale dobrych źródeł, dziś prezydenci miast tworzących metropolię powołają wreszcie jej władze.

Przegrany dwa tygodnie temu Marcin Krupa będzie szefem Zgromadzenia. Niepewny swoich losów Kazimierz Karolczak - szefem GZM. Tak się ma skończyć dwutygodniowy pat, zafundowany nam przez chore ambicje, strach przed rządem, ostry kurs PiS, forsowanie swoich ludzi, podwójna gra niektórych samorządowców, wreszcie to, że część prezydentów dała się ograć jak dzieci sprytnemu wójtowi Gierałtowic. To za nami. Czy to koniec kompromitującej gry o metropolitalny tron?

Wiele wskazuje, że tak. Jeśli prezydent Katowic zostanie doceniony za wkład w budowanie nowego tworu, a Karolczak wreszcie powołany, zgodnie z budowanym od tygodni konsensusem, w Polskę pójdzie bardzo wyraźny sygnał: nie pozwolimy sobie mieszać w planach. Jeśli daliście Śląskowi takie narzędzie jak metropolia, to pozwólcie nam tu samym rządzić. I nie straszcie, że jak nie powołamy waszych ludzi, to nam kandydata w teczce przywieziecie. 

DURCZOK: METROPOLIA DWÓCH PRĘDKOŚCI?

Wybór nowych władz oznaczałby także, że w starych wyjadaczach siedzących na stołkach od kilku kadencji, jest więcej rozsądku, niż się niektórym wydawało. GZM to szansa. Ogromna. I dziesiątki zagrożeń. Nie trzeba do nich dokładać paraliżu decyzyjnego. Jak się grupka ludzi będzie upierać jak głupie kozy przy korycie, to zamiast transportem, Związek będzie się zajmował chorymi jazdami  i wojenkami rozmaitych frakcji. Szajs zamiast solidnej roboty to ostatnie, czego nam trzeba. 

Nie do przecenienia jest prztyczek w nos dany Warszawie. Jeszcze wczoraj rano słychać było grożenie interwencją stolicy, zapowiedź wkroczenia do akcji Pani Premier, zdecydowanie za nas, kto tu będzie rządził. Jeśli przepowiadany scenariusz się ziści, swoje groźby PiS może sobie do szafy schować. Przynajmniej do następnej okazji. Oby nie podarowanej przez prezydentów na tacy. 

Cała awantura pokazała, jak fobie i ambicje kilku osób, w połączeniu ze słabościami charakteru i brakiem doświadczenia, mogą zniweczyć dzieło budowane latami. Jeśli to wczorajsze otrzeźwienie się potwierdzi, oznaczać będzie, że wybujałe ambicje są do pokonania. To także sygnał, że mamy ludzi, skłonnych odłożyć własne wizje i pragnienia dla większej sprawy. Dwa nazwiska w tym kontekście warto chyba wspomnieć. Jeśli moje sowy się nie mylą, apetyt na kolejny krok w samorządowej karierze powstrzymał Andrzej Dziuba, prezydent Tychów. Także Marek Kopel, wyraźnie wypuszczony przez grupkę graczy, potrafił pokazać, że nie interesuje go destrukcja. W dłuższej perspektywie to się zawsze opłaci. 

CZYTAJ TAKŻE: RYZYKOWNA GRA PREZYDENTA KRUPY

Dobrym pomysłem jest też ponowne głosowanie Marcina Krupy na szefa nowego, śląskiego „sejmiku”. Prezydent Katowic włożył dużo pracy w start metropolii. Choć na ostatniej prostej wyraźnie się pogubił, nie przekreśla to jego zasług w budowaniu GZM. W racje, które przedstawiał, też trzeba się wsłuchać. Wreszcie, należy docenić niełatwą rolę, jaką przyszło mu odgrywać między walczącym o swoje prawa samorządem a PiS, grającym w tym wszystkim swoje. Krupa był miedzy młotem a kowadłem. A rola jaką odegrał, była mieszaniną łącznika i mediatora. Ale nie tylko za to powinien mieć coś do powiedzenia w nowych władzach. Nie da się bowiem budować i zarządzać dwumilionowym tworem, mając szefa stolicy województwa w opozycji. Bez takiego gracza jak prezydent Katowic, sukces metropolii byłby trudniejszy do osiągnięcia. I niech nikogo nie zwiedzie teatralno-notarialny charakter obejmowanej przez Krupę funkcji. Że siedząc na tym stołku można coś koncertowo wysadzić w luft, niech świadczy casus wójta Gierałtowic. Mało brakowało, a „senior przewodniczący” posłałby całą tę personalną układankę w diabły. I utorował drogę komisarzowi ze stolicy. 

Ale nawet jeśli powoływanie nowych władz pójdzie gładko, nie oznacza to końca problemów. Nowe władze muszą bowiem - tak, tak, muszą - ułożyć się jakoś z rządem. To rząd bowiem położy na stole całkiem spora kasę. To rząd będzie ułatwiał, albo utrudniał prace metropolii. To ministrowie Beaty Szydło mogą blokować rozmaite decyzje, jakie w metropolitalnej układance trzeba będzie uzyskać z Warszawy. Karolczak będzie musiał wyrąbać sobie ścieżkę dostępu do kancelarii premiera. I do urzędniczych uszu. Nie wiem jak to zrobi, ale bez dobrych relacji ze śląskimi posłami PiS, nic z tego nie będzie. To jest wyzwanie na miarę negocjacji pokojowych na Bliskim Wschodzie. Każdy ma tu bowiem swój biznes. A ten samorządowy jest w oczywistej sprzeczności z, niekryjącą centralistycznych ciągot, ekipą Kaczyńskiego.  

Na razie jednak obserwujmy. Bo jak pokazuje przykład sprzed dwóch tygodni, wszystko się może zdarzyć. Tym razem wolałbym się w moich prognozach nie mylić. Nie z powodu ambicji. Raczej skuli tego, że sukcesu winszuja nom wszyskim.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Narodowe Czytanie