Czytasz: Durczok po orędziach: To już wojna!

Durczok po orędziach: To już wojna!

Ruch Prezydenta to jawne wypowiedzenie posłuszeństwa. I śmiertelne zagrożenie dla wojska Kaczyńskiego. To bunt. I musi być zdławiony.

To jest jatka. Prezydent zburzył Kaczyńskiemu misterny plan. Do wakacji sądy miały być ich. Potem komisja wyborcza, media i wreszcie życie publiczne leży pod partyjnym butem. Plan się sypnął. I to w najmniej spodziewanym miejscu. Prezes tego Dudzie nie wybaczy. Armaty wytoczono przed chwilą. 

Durczok: Duda kontra Ziobro - poznaj prawdę o wojnie na górze!

Najpierw orędzie Szydło, po nim orędzie Dudy

Państwowa telewizja emituje najpierw orędzie Beaty Szydło, a dopiero potem wystąpienie Głowy Państwa. Premier Szydło mówi: nie ustąpimy. Nie ulegniemy naciskom ulicy i zagranicy. Nie traćcie wiary, wyborcy PiS. Z raz obranej drogi nie zejdziemy nigdy. W wolnym tłumaczeniu: Andrzej, nie wiesz z kim zadarłeś. Prezydent Duda: nie ma zgody na podporządkowanie sądów Ziobrze. Nie ten kraj, nie ta kultura. Wracam do pracy. 

Niepisany traktat pokojowy właśnie przestaje obowiązywać. Nadchodzą wichry wojny. W przenośni i dosłownie. Obozy szykują się do starcia. TVP nadaje film o takim właśnie tytule. W tej sytuacji kolejność wystąpień też nabiera jasnego znaczenia. Telewizja Kurskiego opowiada się po stronie Jarosława Kaczyńskiego. Pierwszy Obywatel schodzi na drugi plan.  

Adrian w końcu stał się Andrzejem (MEMY)

Weto prezydenta Dudy to bunt

Wcześniej jest wielogodzinna narada na Nowogrodzkiej. W siedzibie PiS, u szeregowego posła, meldują się: premier Szydło, marszałkowie sejmu i senatu, za nimi cała partyjna śmietanka. W tym minister sprawiedliwości i szef służb. Siedzą tam niemal cały dzień. Niech nikt nie myśli, że weto to ustawka. Ruch Prezydenta Dudy to jawne wypowiedzenie posłuszeństwa. I śmiertelne zagrożenie dla karnego dotąd wojska Kaczyńskiego. To rysa na monolicie. To bunt. I musi być zdławiony. O tym rozmawiali najważniejsi ludzie w państwie. A nie o reformie wymiaru sprawiedliwości. 

Jeśli prawdą jest krążąca od wczoraj informacja, że za decyzją Prezydenta Dudy stoi grupa posłów PiS, odsunięta na boczny tor zaraz po wyborach, to Jarosław Kaczyński wie, o co gra. To jest gra o tron. Gra o władzę. I w partii, i w kraju. Pęknięcie w betonowym dotąd obozie, może być początkiem końca. Na razie Naczelnik Kaczyński rozmaitych delfinów albo szachuje, albo niszczy. Ale sejmowa większość - dziś najsilniejsza broń Prezesa - w każdej chwili może się zamienić w grupkę pełnych roszczeń baroniątek. Kaczyński pamięta te koszmarne układanki z lat 91-93, potem z mniejszościowych już rządów AWS. Pamięta jak zły sen. I zrobi wszystko, żeby koszmar nie wrócił. Zbyt długo czekał na swoją życiową szansę. I wie, że kolejnej już nie będzie. 

Dlatego sięgnie po wszystko. I zagra wszystkim. Wcale nie jestem pewien, czy szybsze wybory są (jak napisał Wojtek Szacki, cytując uczestnika wczorajszej narady) off the table. 

 

Prezydent Duda - wróg nr 1

Szef PiS zna sondaże. Wie, że ma ogromną szansę, by zgarnąć samodzielną większość. Skalkuluje to rozwiązanie bardzo dokładnie. I mimo że pamięta, jak fatalnie wyszedł na szybszych wyborach 10 lat temu, może uznać, że ucieczka do przodu jednak mu się opłaci. 

Ale na razie wróg nr 1 nazywa się Andrzej Duda. I to jego trzeba zdyscyplinować. To będzie ciężki czas dla głowy państwa. Ale też niepowtarzalna szansa, by przeciąć pępowinę. I przejść do historii jako prezydent, co się prezesowi nie kłaniał. Po jednej stronie pewność, że o drugą turę będzie musiał walczyć bez wsparcia partii-matki. Z drugiej perspektywa szacunku i dobrego zapisania na kartach historii. Okropny wybór. Ale warto. Prezydenci i premierzy mijają. Pamięć zostaje. 

Wśród protestujących w Katowicach pojawił się...Kaczyński

Czytaj więcej