Czytasz: Durczok: Państwo gnije. Oto krótki test na to, czy jesteś idiotą

Durczok: Państwo gnije. Oto krótki test na to, czy jesteś idiotą

Afera KNF, przy wszystkich niejasnościach i brutalnej grze obydwu stron, jest dowodem, że państwo gnije.

 

Dziś krótki test na to, czy jesteś idiotą.

Przeczytaj poniższy tekst i powiedz, czy choć jedno z opisanych zdarzeń uznajesz za normalne. Uwaga, czas start.

Szef instytucji, która ma pilnować naszych pieniędzy, daje się nagrać w swoim gabinecie, podczas rzekomego żądania łapówki.

Szef prywatnego banku nagrywa tę rozmowę, ale z taśmą idzie do mediów dopiero pół roku później, kiedy naprawdę serio pali mu się pod nogami.

Premier chce rozmawiać z przewodniczącym KNF, ale po rozmowie z szefem służb specjalnych, ochota na pogawędki z Chrzanowskim mu przechodzi.

Sam Chrzanowski, facet, który miał żądać łapówki od bankiera Czarneckiego, najpierw nie widzi powodów do dymisji, ale po 3 godzinach składa papiery i odchodzi.

Politycy PiS o 7 rano zapewniają, że polecanie prywatnemu biznesmenowi do roboty prawnika, i to z pensją 40 milionów, to normalka. Podobnie rzecze rzecznik KNF. 

Po 3 godzinach minister Ziobro dochodzi jednak do wniosku, że sprawa śmierdzi, więc rusza ze śledztwem. 

Pan Chrzanowski, podejrzewany o żądanie 40 baniek, wraca z Singapuru, a na lotnisku, zamiast agentów CBA, czeka na niego wyjście przez salonik VIP.

Były już szef KNF jedzie spokojnie do swojego, byłego już, biura, robi w nim porządki, czyści szuflady i co tam jeszcze jest do wyczyszczenia, po czym wychodzi. Dzielni agenci CBA „bezzwłocznie po otrzymaniu polecenia prokuratury, wchodzą do Komisji Nadzoru Finansowego i zabezpieczają materiały dowodowe m. in. protokoły i nagrania posiedzeń KNF dotyczące postępowania naprawczego Getin Bank i sytuacji w Idea Bank” (cyt. z komunikatu na oficjalnej stronie CBA). 

I mała uwaga - wychodzi na to, że łatwiej i szybciej wraca się z Singapuru, niż jedzie do biura KNF z siedziby CBA przy Alejach Ujazdowskich. 

W czasie, kiedy burza z łapówką i trudną sytuacją banków Czarneckiego wisi w powietrzu, w sejmie pracują nad ustawą, która umożliwia przejęcie prywatnego banku za symboliczną złotówkę, jeśli tylko państwo (czytaj rząd, sejm, regulator), uzna to za konieczne.

Polska to jednak kraj wielkich jaj. Ale to się zemści, panowie. Taka afera jest typowa dla rządów w stanie rozkładu. Przypomina mafijno-gangsterskie historie rodem z filmów Sergio Leone, a nie nowoczesny kraj w środku Europy. Leszek Miller, premier w roku 2002, tez nie przewidywał, że łapówkarska propozycja Lwa Rywina obali jego rząd, a on sam będzie musiał walczyć o poselski mandat z biało-czerwonym krawatem Samoobrony na szyi. 

Teraz też tak będzie. PiS przegra i odejdzie w haniebnym stylu. Bo cała ta afera, przy wszystkich niejasnościach, wątpliwościach i brutalnej grze obydwu stron, jest koronnym dowodem, że państwo gnije. Szkoda, że takie wieści dochodzą do nas zaraz po tym, jak cieszyliśmy się ze 100-lecia niepodległości.