Czytasz: Durczok: Oto partyjne pacynki. Taniec na grobach to dla nich za mało

Durczok: Oto partyjne pacynki. Taniec na grobach to dla nich za mało

Trwa podła licytacja. Cierpi pamięć tych, którym hołd miał być złożony. I nie obchodzi mnie już, kto zaczął. Jesteście siebie warci.

Tak się kończy gra pamięcią. Katowiczanie, a za nimi reszta mieszkańców Śląska, za sprawą idiotycznie napisanej ustawy i ślepego posłuszeństwa, zostali wtłoczeni w środek partyjnego sporu. Chocholi taniec na grobach trwa. Tłuką się partyjne hufce. Rodzi nienawiść. Dzielenie ludzi trwa. I tylko bliskich żal. 

Przestaję mieć złudzenia. Zdawało mi się, że może i nie ma w tym złych intencji. Ale poza ludzką głupotą i bezmyślnością, jest tylko jedno wytłumaczenie tej wojny o nazwiska i nazwy, place i ulice. To chęć skłócenia. I podzielenia. Bo od stuleci wiadomo, że podzielonymi rządzić łatwiej. Więc się gra w tę grę o złość, bo stamtąd do podziału bliżej. A to już pierwszy krok do okopania, otoczenia i ogłoszenia, że nasze plemię jest w stanie wojny. 

Prezes każe. Poseł musi. Wojewoda wykona. Nieważne jakie koszty. Nieważna cena. Skoro Pierwsza Para musi być doceniona, ofiary nieważne. Nikt nie chce widzieć, że najbardziej cierpi pamięć tych, którym hołd miał być złożony. Trwa podła licytacja - czy Maria i Lech Kaczyńscy są, czy nie są godni placu. A może wystarczy ulica? Albo rondo? Ale czy byli z Katowicami związani dość silnie? No i którą przesunąć, pardon, trumnę, żeby się miejsce dla nich znalazło? Inni wściekli, bo to przecież ich bohater musi ustąpić pola, a niby dlaczego, skoro taki zasłużony? Pamięć o Wilusiu gorsza niż o Pierwszej Parze?

Kiedy kłótnia sięga szczytu, do gry wchodzi kolejna zawodniczka, posłanka z drugiej strony barykady. Licytacja zostaje podbita, bo padają następne nazwiska. Brygida, Remik i Darek Kmiecikowie. A co, gorsi niż Kaczyńscy? I zawsze z Katowicami, i zawsze z regionem. I Ślązacy, i taki dramat i taka tragedia. No to lepsi niż Kaczyńscy, chyba jasne, co nie?

Szlag trafia. Krew się burzy. Cholera bierze, kiedy się na taką nikczemność, cynizm i durnotę patrzy. Nawet powściągliwa dotąd, milcząca i nie narzucająca się ze swoim bólem nikomu rodzina Darka, nie wytrzymuje. Powstaje list. Spokojny. Wyważony. Ale stanowczy. Posłance, niesionej falą wojennego szturmu, list jednak nie wystarczy. Tkwi w tej swojej ciaśniutkiej wieży, i ani myśli ustąpić. Mało. Próbuje przekonywać. Nie wiem już jak to nazwać… Bo i słów zwyczajnie brak. Potępienia ze strony partyjnych towarzyszy też jakoś nie ma. Cicho jest. Bo a nuż fala posłankę poniesie, to się skorzysta. 

Jesteście siebie warci. I wy z tej, i wy z tamtej strony. 

W moim tekście, poza tymi, którzy od nas odeszli, nie ma ani jednego nazwiska. Nieprzypadkowo. 

Czytaj więcej