Czytasz: Durczok: Oto najbliższe dni nowej władzy. Będzie ciężko.

Durczok: Oto najbliższe dni nowej władzy. Będzie ciężko.

Saługa to nie Adenauer. Jeśli jeden głos zdecyduje o tym, że pozostanie marszałkiem, zacznie się droga przez mękę. I postarają się o to wszyscy, jego partyjni koledzy także.

Rządzić jednym głosem przewagi? Da się, choć to trudna sztuka. Ostatnie doniesienia z gmachu przy Ligonia wskazują jednak, że marszałek Saługa będzie się jej musiał nauczyć. Jeśli głosowanie na pierwszym posiedzeniu nowego sejmiku śląskiego potwierdzi nasze informacje, Śląskiem, przez 5 lat, będzie rządzić Koalicja PO, Nowoczesnej, SLD i PSL. Pytanie, czy na pewno przez 5 lat.

Konrad Adenauer, pierwszy powojenny kanclerz Niemiec został wybrany jednym głosem. Rządził skutecznie, marzył o zjednoczeniu Niemiec, był zwolennikiem wspólnej Europy a kiedy jechał pociągiem przez tereny byłej NRD, zasłaniał ponoć okna, bo nie miał ochoty oglądać tego „barbarzyńskiego kraju”. Saługa jednak kanclerzem nie jest, do pracy jeździ służbową skodą i nie słyszałem, aby jadąc przez jakiekolwiek miasto, w tym przez Sosnowiec, zasłaniał w niej okna. Jeśli jeden głos zdecyduje o tym, że pozostanie marszałkiem, zacznie się dla niego droga przez mękę. I postarają się o to - mniej lub bardziej - wszyscy. Jego partyjni koledzy także. Oto dlaczego.

Koalicja rodzi się w bólach. Ostateczne potwierdzenie dostaniemy dopiero po głosowaniu, ale jeśli SLD wejdzie w sojusz antypisowski, Platforma zapłaci za to wysoką cenę. Przez chwilę mówiło się nawet o fotelu marszałka województwa. Mogę się domyślać, skąd ten pomysł. W 1993 roku Polską zaczęła rządzić koalicja SLD-PSL. I choć to Sojusz wygrał wybory, premierem został ludowiec, Waldemar Pawlak. Wtedy jednak zdecydowała o tym nie potęga PSL-u ale Aleksander Kwaśniewski, który marzył już o prezydenturze. I na 2 lata przed wyborami głowy państwa, wolał unikać tak trudnego stanowiska, jak szef rządu. Tu znowu kończą się analogie historyczne a zaczyna rzeczywistość 2018. Oddanie marszałkowania lewicy byłoby oznaką słabości a nie sprytu, więc jeśli koalicja ma być normalna, rządzić musi lider zwycięskiego ugrupowania. Czyli Saługa. Będzie jednak musiał za to zapłacić. Na stanowisku wicemarszałka dla SLD się nie skończy, będą pewnie komisje i miejsca w spółkach zależnych od „marszałkowa”. Podobnie będzie ze „złotym głosem” PSL-u. Tu też trzeba będzie się posunąć i ustąpić pola. Ile było ono warte, przekonamy się ostatecznie pod koniec listopada. 

Na tym jednak nie koniec. Praktyka pokazuje, że przed każdym poważniejszym głosowaniem, do głównego gracza (w tym przypadku PO) przychodzi koalicjant z propozycją nie do odrzucenia. Zwykle zaczyna tak: słuchaj stary, co prawda rządzimy wspólnie, ale właśnie był u mnie (tu pada nazwisko głównego rozgrywającego opozycji, u nas pewnie kogoś z czołówki posłów PiS) i znowu namawiał, żeby obalić nasz układ i rządzić z nimi. Oczywiście go pogoniłem, ale sam wiesz, mają czym handlować, ja oczywiście jestem lojalny, ale nie ręczę, że moi ludzie się nie skuszą. Byłoby mi łatwiej, gdybyś spełnił taką moją drobną prośbę… Tu pada oferta, której odrzucić nie sposób, jeśli chce się dalej rządzić. Historia oczywiście się powtarza, kolejne „prośby” są spełniane, aż do chwili, kiedy nie ma już czym handlować. Stawiam dolary przeciw orzechom, że tak będzie i u nas, choć najpewniej wszyscy będą się starali, by było o tym jak najciszej.

PiS zrobi wszystko, żeby pokazać wyborcom, że choć wygrał, „układ” wściekle broni swoich wpływów. Będzie powtórka z gier i harców sejmowych, blokowanie, obstrukcja i wszystko, co mniejszość może zrobić, aby uprzykrzyć życie większości. Nie ma w tym niczego nienormalnego, po takie środki sięga się wszędzie i stąd właśnie powstało określenie „zbójeckie prawo opozycji”. Pytanie oczywiście, czy będzie to zbójowanie a’la Janosik, czy raczej w sejmiku będzie grasował ktoś w stylu zbója Madeja. 
Rządzenie jednym głosem, jak pisałem zaraz po wyborach, to także wieczny strach. Lęki rodzą się nie tylko z powodów opisanych powyżej. W tej układance nie wolno bowiem zapominać, że PiS rządzi w kraju. I ma mnóstwo, naprawdę MNÓSTWO, do zaoferowania. Tak centralistycznej władzy nie mieliśmy w Polsce od 1989 roku. Nie po to więc Kaczyński zagarniał, żeby nie miał teraz czym handlować. I tu się zaczyna czarny sen marszałka Saługi. Bo jego ludzie, dziś tak zjednoczeni i lojalni, będą przez całą kadencję wystawiani na ciężką próbę. Kuszenie PO i Nowoczesnej nie skończy się po zawiązaniu koalicji. Będzie trwać. Do skutku. Tym skutkiem może się okazać albo skuteczne uwiedzenie kogoś (czarna skoda, taka sama jak ma marszałek ;-), posada w spółce skarbu państwa i prośba, żeby się nie przepracowywać do końca kontraktu) albo (nie)oczekiwana zamian miejsc. 

Tu dochodzimy do sedna tych scenariuszy, czyli pytania, jak długo ten „śląski stan niepewności” może trwać. Bo jest i taki scenariusz, w którym PiS za rok traci władzę. I jest to scenariusz bardzo prawdopodobny. Prezes Kaczyński może sobie zaklinać rzeczywistość, ale PiS zebrał w tych wyborach solidny łomot. Zgoda, zyskał w sejmikach. Ale stracił prawie wszystko w miastach, niemal nigdzie nie wygrał pisowski pretendent, w nielicznych miejscach, takich jak Katowice, to raczej Kaczyński „przyklejał” się do popularnego kandydata, niż ten zabiegał o względy Prezesa. Swoją siłę pokazały też wielkie miasta, te same, które zmiotły PiS na 8 długich lat, podczas których Polki i Polacy uznawali, że lepszy Tusk z ciepłą wodą niż Kaczyński z rewolucją. To od nich wieje wiatr zmian. A w wyborach samorządowych zawiał całkiem mocno.

Jeśli PiS za rok straci władzę, straci też powab i srebrniki, dzięki którym może kogokolwiek skusić. Prezes ma wojsko wierne do bólu, więc nie spodziewam się, by ktokolwiek uciekał od niego z powodu przegranej. Ale Polską rządzi nie tylko PiS. Są też ludzie Ziobry i Gowina. A skoro ten ostatni wylądował w jednej ławce z Kaczyńskim (choć wcześniej był ministrem u Tuska), to znaczy, że kolejna wolta też jest możliwa. I do drzwi Saługi może zapukać ktoś z drużyny dzisiejszego wicepremiera. 

Taki pewnie jest słodki sen marszałka. Na razie jednak to scenariusz czysto teoretyczny, więc Sałudze zostają koszmary o utracie większości. 

Pozostaje mi zatem życzyć (wszystkim) dobrej nocy i udać się na kilka dni zasłużonego odpoczynku. Powrót w przyszłym tygodniu. Do zobaczenia i przeczytania.