Czytasz: No to pogadali…
Świetnie, że Prezydent zmienił plany i znalazł czas na spotkanie z górnikami. Pycha kazałaby nawet pomyśleć, że posłuchał apelu o spotkanie z „rylami”.

Pragmatyzm jednak podpowiada, że dobrze wiedział, iż kilka niezobowiązujących zdań i lekka korekta programu wizyty nic nie kosztują. A jednak to, co się wydarzyło, wiele - jeśli nie wszystko - mówi o obydwu stronach tego spotkania.

Więc po kolei.

To jakiś żart, że główny komunikat z tego spotkania to „zaniepokojenie” Pana Prezydenta sytuacją w górnictwie. Z cały szacunkiem dla głowy państwa - że co??? Że Andrzej Duda jest zaniepokojony? A kiedy to naszło Pana Prezydenta to „zaniepokojenie”? Zaniepokojenie to mogą budzić kolejne manewry Floty Czarnomorskiej, a nie sytuacja w branży, która jest chora od 25 lat! W kampanii kandydat Duda sypał liczbami, opowiadał o podatkach, nowych miejscach pracy i węglu jako „filarze naszego bezpieczeństwa energetycznego”.
W Zabrzu już jako Prezydent RP, zapewnił o „współpracy z rządem” we wspieraniu przemysłu wydobywczego. No jasne, tak jakby mógł nie współpracować…

Raport z 40-minutowego spotkania okrasiła dyskretna sugestia o wieloletnich zaniedbaniach i o tym, co zawalili poprzednicy. Zdarta płyta zatrzeszczała ponownie, ale jeśli ktoś udaje, że tego nie słyszy to mogę powiedzieć głośno po raz setny — tak, rządy PO i PSL w górnictwie to 8 lat nieróbstwa, lenistwa i strachu przed związkowcami!
Tylko że dziś, Panie Prezydencie, nikogo to już nie interesuje. Dziś jest czas na konkrety. I Pan nie podał ani jednego. Dziś jest czas na informacje czy „przyciśnie" Pan rząd o odpowiedź na żądania Brukseli bezwzględnego zamknięcia 8 kopalń, Są takie, co wiadomo z wiarygodnych źródeł. Czy też może rząd idzie z Unią na zwarcie. Dziś jest wreszcie czas, by Pan Prezydent powiedział: tak, wyduszę z ministerstw konkretne terminy i konkretne deklaracje, bo przecież nie przyszliście tu do mnie — drodzy górnicy - by opowiedzieć jak się Wam fajnie fedruje w likwidowanej kopalni.

Nic więc dziwnego, że kompletnym kabaretem była zaserwowana na koniec informacja o „zdziwieniu Prezydenta” faktem, że w Makoszowach węgiel rąbią nie 1200 m pod ziemią nieco wyżej. I że to nie jest najgłębsza kopalnia w Polsce. O kurde… Taka sytuacja. I co teraz?

Spotkanie dużo też mówi o związkowcach. Łatwo jest najechać Ministerstwo i „zadymić” w Warszawie. Dużo trudniej stanąć twarzą w twarz z Prezydentem i wykrzyczeć co leży na wątrobie. Trochę konsekwencji i odwagi Panowie! Wiem, że z władzą dialog nie jest łatwy, majestat onieśmiela, Prezydent sympatycznie uśmiecha się, i jak tu teraz powiedzieć: ciulają nas. No jakoś tak… Nie uchodzi. No to lepiej posłuchać jak Prezydent mówi, że „sytuacja jest odwrotna niż przypuszczał” i że się zorientuje, dlaczego to „nie było dialogu z ministerstwem energii”. Akurat ministra Tobiszowskiego widuje się na Śląsku co chwilę i jakoś w ten „brak dialogu” nie bardzo wierzę. Ciekawe Panowie, co dziś powiedzieliście w swojej kopalni, bo jeśli to o czym donoszą media, to koledzy mogą się tylko wkurzyć.

Panowie związkowcy wyraźnie dali się uwieść uroczemu uśmiechowi Andrzeja Dudy. A on, po wygłoszeniu kilku pustych, nic niewnoszących zdań, zapewnieniu wszystkich o szacunku dla ciężkiej śląskiej roboty, zadowolony wrócił do stolicy, by dziś polecieć do Szwajcarii. Wy wracacie na kopalnię. I wszystkie Wasze problemy też.

Żeby była jasność. Nie oczekuję, że Prezydent RP nagle ogłosi w Zabrzu, że plan naprawy górnictwa jest beznadziejny i trzeba wywrócić wszystko do góry nogami, ale można się spodziewać, że jadąc tutaj, będzie elementarnie przygotowany i wyposażony w konkrety. Tak jak był przygotowany w kampanii, mówiąc o daninach płaconych przez kopalnie do budżetu. Że pojawi się jedna dodatkowa informacja, świadcząca, że Andrzej Duda ciągle ma kontakt z rzeczywistością, w każdym razie z tą śląską.

Jakie to ma w końcu znaczenie, skoro cały idący w Polskę przekaz z tej wizyty, sprowadził się i tak do domniemanej próby zamachu na głowę państwa…

Czytaj więcej