Komentarz

Durczok o wielkim turnieju. Czy wiesz kto Tobą porządzi?

Gdy gra się w szachy, nie wolno stosować zagrywek z warcabów. Bo wielki projekt zostanie pogrzebany w wieku niemowlęcym. A wtedy ludzie tych politykierów na taczkach wywiozą!

Za chwilę się okaże, że mieliśmy rację. Dziesiątki razy pytaliśmy, czy metropolia nie padnie trupem od zabójczych ambicyjek rozmaitych działaczy. Do uśmiercenia Silesii, i to w wieku niemowlęcym, jeszcze chyba daleko. Ale groźba wisi w powietrzu. I nic dziwnego, skoro najważniejsi gracze nie potrafią siąść do stołu i bez larma ustalić optymalnego składu zarządu.

Na stole leży kilka nazwisk, które powinny być pewniakami. I kilka, które nie powinny się tam znaleźć. Głównie z powodu braku kwalifikacji. Czasem też dlatego, że działają jak płachta na byka.

Metropolia miała być zarządzana przez bezpartyjnych fachowców. Ale postulat jednej z głównych architektek nowego, metropolitalnego ładu, Małgorzaty Mańki-Szulik, od początku pachniał idealizmem. Prezydent Zabrza miała słuszny postulat. Tyle, że nie ma takiej możliwości, by w przeżartej partyjniactwem rzeczywistości, uciec od polityki. Więc wiadomo było, że trzeba szukać kompromisu. Najpierw w mniejszych okręgach, potem na najwyższym szczeblu. Zadanie w subregionach najsprawniej odrobił prezydent Tychów. Andrzej Dziuba pogadał z sąsiadami, pokazał kandydata i na stół rzucił uzgodniona ofertę. W kontrze zadziałał prezydent Katowic. Z nikim nie uzgadniana kandydatura Danuty Kamińskiej, choć merytorycznie niezła, musiała wzbudzić wściekłość w Chorzowie czy Świętochłowicach. Rzucona bez konsultacji, wśród oskarżeń o centralizm katowicki, oczywiście rozgrzała emocje, zamiast je studzić. Gdy gra się w szachy, nie należy stosować zagrywek z poziomu warcabów. Stłuczka jest gwarantowana.

Na dużym boisku bałagan nie mniejszy. Ofiarami politycznej walki mogą stać się ci, którym da się przypisać partyjny szyld. I o ile w przypadku kandydata PiS płakać będzie trudno - bo zwyczajnie niewiele o nim wiadomo i jego wybór będzie jak randka w ciemno - o tyle w przypadku Zygmunta Łukaszczyka i Kazimierza Karolczaka, kandydatów o tak dobrych kwalifikacjach zwyczajnie żal. Zwłaszcza Łukaszczyk, najlepszy wojewoda śląski po 1989 roku, sprawny menadżer, sprawdzony w czasach wielkiej powodzi 2010, dobrze poukładany z różnymi ugrupowaniami, także z Kościołem, byłby naprawdę mocnym punktem nowego zarządu. No, ale już się mówi, że ma być "straszakiem" na kandydata PiS. Świetnie, bawcie się w te gierki dalej, to Was za chwilę ludzie na taczkach wywiozą, drodzy partyjni bonzowie.

Kadry są wszystkim, mawiał towarzysz Lenin. I tu miał rację. Dobry, wypracowany latami koncept metropolii, może trafić szlag, bo awantura wisi w powietrzu. I najbliższy poniedziałek, kiedy przyjdzie pogadać o tym, kto dostanie gigantyczną władzę i jeszcze większą odpowiedzialność, może stać się początkiem końca tej wielkiej idei. Jeśli zbyt ambitni albo podpuszczeni przez politykierów prezydenci się pokłócą, będzie po zawodach. Bo dobry skład to dopiero początek. Ten skład musi jeszcze umieć współdziałać, a nie wyrywać co lepsze kąski dla swoich mocodawców. Musi pamiętać o miastach, które do Silesii nie weszły, a których mieszkańcy pracują w metropolii, przyjeżdżają do niej na zakupy. Oni też muszą widzieć, że to ma sens. Zostawiają tu swoje pieniądze. O mieszkańcach Jaworzna czy Rybnika nie wolno zapominać. Trzeba więc ustalić priorytety. Umieć zrezygnować z części potrzeb, by ugrać inne. Słowem - grać w orkiestrze, a nie rzępolić solo na skrzypcach. Inaczej sprawdzi się prognoza pewnego malkontenta, który po kilka rozmowach i debatach metropolitalnych, rzucił smętnie: nic z tego nie będzie. Jak się okaże, że mioł recht, Silesion ujawni jego nazwisko.

 

Czytaj więcej

 

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Tour de Pologne