Komentarz

Durczok o Kaczyńskim: władzą nie podzieli się z nikim

Kaczyński straszy myślących inaczej. Groźba jest jak przeładowana broń. Tylko chwila i wystrzeli.

Robi się coraz groźniej. Chcę wierzyć, że wściekła reakcja Jarosława Kaczyńskiego na oburzonych zmianami w Sądzie Najwyższym, to tylko zimna, skalkulowana jazda na zaostrzenie sporu. Chcę wierzyć, że dowodzący Polską człowiek nie jest opętany myślą o zemście. Że obsesja wszechobecnego wroga nie przekłada się na chęć wsadzenia opozycji i wolnych mediów za kratki. Ale to, co robi Prezes, każe poważnie myśleć o groźbie dyktatury. Pełnia władzy, posłuszny prezydent oraz brak jakichkolwiek zahamowań, prowadzi Kaczyńskiego do modelu, w którym władzą nie musi się dzielić z nikim. I przed nikim nie odpowiada.

Jeszcze 2 lata temu, nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzyłby, że Polską może rządzić szeregowy poseł. Że drużyna wiernych zuchów będzie spijała z jego ust każdą myśl. Że będzie zgadywała zachcianki, kaprysy i życzenia. Że twórczo rozwinie każde zdanie, zanim wódz je wypowie. Były w najnowszej historii postacie, o których mówiło się: kierujący z tylnego siedzenia. Żadna z nich nie posunęła się do działań tak skrajnych i groźnych, jak te, które wdraża Kaczyński. I żadna nie była tak pozbawiona hamulców w grze o tron, jak właśnie on. I nie warto się zastanawiać, czy ci ludzie mieli wtedy więcej skrupułów, czy ich otoczenie więcej asertywności. Tak czy owak, mamy dziś model, w którym lider demoluje demokrację, a otoczenie klaszcze. 

Bezczelność rodzi bunt. Bunt i potrzebę reakcji. Opozycja maszeruje na ulice, bo demokracja to wolność manifestacji. W odpowiedzi słychać groźby. Padają słowa o obalaniu legalnej władzy, zamachu stanu i nawoływaniu do przemocy. Na takim gruncie łatwo o pomysły na radykalną terapię. Pozamykać. Złamać. Nie pozwolić. Najpierw internetowy hejt, potem posłuszne media, wreszcie żądający reakcji zwolennicy. W takiej atmosferze, powiedzenie „nie pozwolimy”, to juz tylko kwestia czasu. W powietrzu czuć Gomułką - jeszcze nie ma warchołów, ale już są wichrzyciele. Kwestia czasu jest, kiedy padnie: raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy. Kaczyński rozmontowuje ustrój. Powoli, kawałek po kawałku, zabiera nam dorobek 30 lat. On albo jego ludzie, raz na jakiś czas powołają się a to na Węgry, a to na Niemcy, a to na Londyn, wyprowadzający właśnie swoich obywateli ze zjednoczonej Europy. To, co im pasuje za granicą jest cacy, to, co wadzi - be. Raz trzeba szukać wzorców na Zachodzie, raz - ta europejska zgnilizna, to dno. Zbigniew Ziobro powołujący się na niemiecki wymiar sprawiedliwości, nie widzi, jak silny jest tam samorząd. Że landy to autonomia. Z silną reprezentacją w Berlinie. Widzi tylko to, że sędziów Sadu Najwyższego mianują posłowie. Bo tylko to mu pasuje.

Gorsze jednak to, czym Kaczyński straszy myślących inaczej. Groźba jest jak przeładowana broń. Tylko chwila i wystrzeli. Setki policjantów i groteskowo zablokowane Krakowskie Przedmieście stają się symbolem. Wleczony przez policję Frasyniuk - straszakiem. Patrzcie smarkacze, wasz Władek, legenda Solidarności. Jak będziemy chcieli, to go wyniesiemy. I nikt nam nie przeszkodzi. 

Jarosław Kaczyński robi coś potwornego. Rozkręca spiralę nienawiści i odwetu do tego stopnia, w którym nikt nad nią nie zapanuje. Nawet on sam. Nigdy w najnowszej historii nie byliśmy tak podzieleni. Nigdy nie było takiej żądzy rewanżu. Obawiam się, że będzie to trudno zahamować. Także w chwili, kiedy władza się zmieni. Bo kiedyś się zmieni. Ale wtedy naprawdę będzie za późno.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: News