Czytasz: Durczok o Biedroniu: Piękna robota. Szkoda, że dla Kaczyńskiego

Durczok o Biedroniu: Piękna robota. Szkoda, że dla Kaczyńskiego

Na końcu może się okazać, że to Biedroń dał Kaczyńskiemu władzę na kolejne 4 lata. A Prezes zrobił z polskiej demokracji pulpet siekany.

Biedroń nie błysnął niczym nowym. Nie pokazał w Katowicach żadnego rewolucyjnego pomysłu. A jednak tłumy na spotkaniach, entuzjazm ludzi i pierwsze sondaże pokazują, że skala zmęczenia totalną wojną PiS z anty-pisem, jest większa, niż się komukolwiek zdawało. To fala, na której szef Wiosny płynie sprytnie i umiejętnie. Na razie.

Kłopot w tym, że Biedroń jest politykiem narcystycznym. Nie on pierwszy, nie ostatni. Leszek Miller bywał z siebie tak dumny, że radość malowała mu się na twarzy całymi godzinami. Ale dziś jesteśmy w takiej sytuacji, że jeśli Robert Biedroń nie powściągnie swoich ambicji, nie pójdzie w koalicji z którymś z dużych bloków, osobiście wręczy Kaczyńskiemu, na srebrnej tacy, kolejne 4 kolejne lata rządów. A ten, zrobi z polskiej demokracji pulpet siekany. Prezes PiS już dziś jest kimś między królem a kierownikiem państwa. Meldują się u niego ministrowie, nawet ci, którzy być może będą nadzorować śledztwo przeciw niemu. To chore. Łączy politykę z biznesem i uważa, że wszystko jest ok. Jeśli dostanie władzę na kolejne 4 lata, dokończy dzieła zniszczenia. Przy aplauzie części, zachwyconych świadczeniami socjalnym (czyli kupionych za ich własne pieniądze) Polaków. Oraz milczącej ponuro i udającej obojętność reszcie.

Tłumy na spotkaniach Biedronie to oczywiście efekt świeżości. Premia za powrót do gry (Biedroń nie jest nikim nowym, był już przecież posłem u Palikota), nowy język i entuzjazm. Z czasem to poparcie oczywiście spadnie. Ale dziś powinno dać do myślenia przede wszystkim Platformie. Zdawało się, że tak duży nacisk na sprawy socjalne (choć z księżycowymi wyliczeniami), i ostry atak na PiS, powinny w pierwszej kolejności zabrać głosy partii Kaczyńskiego. A tu bum, niespodzianka. Większość badań pokazuje, że Wiosna odbiera wyborców Platformie. Biedroń może opanuje samozachwyt i przed wyborami dołączy do koalicji anty-pisowskiej. A może nie ograniczy. Czasem, obserwując go, mam wrażenie, że ta decyzja będzie efektem kaprysu. Więc styl i pierwsze notowania, powinny dać do myślenia głównie Platformie. To ona musi znaleźć język i argumenty, by przekonać ludzi, że głos na nich to szansa na koniec wojny polsko - polskiej. Głos na Biedronia - to zwycięstwo Kaczyńskiego i koniec demokracji.

I nie wydaje mi się, by straszenie PiS-em było sposobem na wygraną. Kto miał widzieć jak Prezes ma państwo w kieszeni, ten już widzi. To stała grupa. Platforma musi znaleźć nowych ludzi, zdolnych stanąć oko w oko z liderem Wiosny, i wykazać, że ma w ręku lepszą propozycję. Większością znanych już twarzy tego nie zrobi. Bezcennym dla wspólnego frontu PO i pozostałych partii (albo tych, co z nich pozostało) wsparciem jest Barbara Nowacka, liderka Inicjatywy Polskiej. To ona w ostatnich dniach wzięła na siebie ciężar starcia z Robertem Biedroniem. Sądząc po entuzjastycznych reakcjach, choćby w internecie, radzi sobie z tym znakomicie.

Wyborcom Kaczyńskiego jest obojętne, czy prezes państwowego banku przyjeżdża na jeden telefon Prezesa. Mają gdzieś, czy chce budować jedną czy dwa wieżowce, nie obchodzi ich, że Minister Sprawiedliwości najpierw stawia się u Kaczyńskiego a potem przyjmuje go u siebie, mimo, że ten może być wkrótce przesłuchany przez podległych Ziobrze prokuratorów. Coś, co w normalnym kraju oznaczałoby natychmiastowy koniec polityka, u nas na 6 milionach wyborców PiS najwyraźniej (na razie) nie robi wrażenia. To przerażające.  Tusk wywalił pół swojego otoczenia, ze Schetyną na czele, kiedy tylko pojawiły się doniesienia o rzekomej aferze hazardowej, z której nic dziś nie zostało. Myślę, że gdyby Kaczyński ogłosił, że ziemia jest płaska, nie zachwiałoby to w istotny sposób notowaniami PiS. Ale to ciągle ta sama grupa, nie rośnie i w znaczący sposób nie maleje. Tylko mobilizacja i wspólny front tych, którzy widzą, że Rzeczpospolita Polska zaczyna być państwem jednej partii, może pokonać PiS w wyborach. Biedroń, jak dotąd,  robi coś całkiem odwrotnego. Ma prawo. Tyle, że jak dotąd gasi pożar benzyną. Nie ma ochoty powiedzieć, czy dołączy do koalicji anty-pis, czy nie. Oby się nie obudził dopiero, kiedy jego postulaty będą płonąć w ogniu totalnej wojny wszystkich ze wszystkimi.