Czytasz: Durczok: następny będziesz Ty?

Durczok: następny będziesz Ty?

PiS sądzi, że ma półtora roku na zastraszenie opozycji, zdławienie niepokornych mediów i pokazanie ludziom, kto tu rządzi. Ale cholernie głęboko się myli.

To nie jest gra o Gawłowskiego. To jest gra o wszystkich kolejnych. Kaczyński nie zawaha się wsadzić za kraty każdego, kto mu stanie na drodze. I jeśli ktoś miał dotąd jakieś wątpliwości, jak PiS wykorzystuje władzę, niech się ich szybko pozbędzie. To nie jest czas pokoju. 

Zgoda na aresztowanie sekretarza generalnego PO jest chwilą próby. Prezes PiS uznał, że politycznie znów mu się opłaca dolać benzyny do polskiego kotła. Żar nienawiści wydał mu się za słaby, więc postanowił go podsycić. A że wobec przeciwników czuje wyłącznie pogardę pomieszaną z nienawiścią, uznał, że aresztowanie jest sposobem w sam raz. Myślę, że gdyby można w Polsce skazywać na łamanie kołem, Gawłowski leżał by właśnie w lochach Nowogrodzkiej, poddawany torturom. Nie środki są jednak w tym przypadku ważne. Ważne jest to, czy Kaczyński kieruje się jeszcze czymkolwiek, poza ślepą furią i żądzą zemsty. Odpowiedź jest o tyle ważna, że pozwala przewidzieć, do czego zmierzamy. I czy ostatnie bastiony wolności, jakimi są niezależne media i wolne wybory, też będą celem zamachu. 

Wydaje się, że Prezes wciąż uważa, że podział i konflikt to główne sposoby na utrzymanie władzy. To oczywiste, bo jest człowiekiem, który bez wroga, wojny i kłótni nie umie normalnie funkcjonować. Pamięta, jak poległ, kiedy Tusk rozmawiał z nim w czasie debaty o cenach żywności, benzyny, o zakupach, czyli zwykłym życiu Polaków. Poległ, bo normalnego życia nie zna. Bo zza muru ochroniarzy nie widać Polski, tylko przedstawiane Prezesowi jasełka. 

Normalny dyskurs by go pogrzebał,  więc stawia na wojnę. I sięga w niej po coraz cięższą amunicję, w końcu istotą konfliktu są emocje. 

Kaczyński się jednak myli. I to głęboko. Tak głęboko, jak myli się tylko ktoś, kto uważa że jest nieomylny. Powtarza ten sam błąd, jaki popełniał w latach 2005-07. Uważa, że rozpętywanie kolejnych awantur by przebić poprzednie, a także ujawnianie „porażającej afery”, by przykryć własną niekompetencję i wpadki, a wszystko w atmosferze jazgotu i nienawistnego wycia - że to wszystko trzyma go u władzy. 

Tymczasem cała ta teoria jest funta kłaków warta. Oczywiście, konflikt jako jeden ze sposobów rządzenia daje efekty. Tylko, jak w starym dowcipie o Niemcach i partyzantach - na końcu przychodzi leśniczy i wygania wszystkich z lasu. Leśniczy przyszedł w 2007 roku i pogonił PiS na 10 długich lat. Teraz też przyjdzie, bo ludzie zaczynają mieć serdecznie dość zamordyzmu, bezczelności, arogancji i buty całej tej grupy nieudaczników. Do jakiegoś czasu mogą to tolerować, bo Prezes rzuca im 500 plus albo opowiada o obniżeniu wieku emerytalnego. Ale za moment ktoś zaoferuje więcej. I wtedy pofukujący i straszący Kaczyński będzie już tylko groteskowy. Jak każdy satrapa u schyłku władzy. 

Kłopot dla demokracji - czyli dla nas wszystkich - w tym, że do czasu wyborów zostało półtora roku. Janczarzy Kaczyńskiego chwycą się wszystkiego, by władzę utrzymać. Pomoże im w tym paraliżujący strach przed konsekwencjami tego, co  zrobili dewastując Polskę. A ponieważ Prezes z raz obranego kursu nie schodzi nigdy, numer z aresztem Gawłowskiego będzie z chwilę powtórzony. PiS ma półtora roku na zastraszenie opozycji, zdławienie niepokornych mediów i pokazanie ludziom, kto tu rządzi.  

Nie wierzę w masowe demonstracje w obronie Gawłowskiego. Jak się uprą, poseł PO pójdzie za kraty. Kilku innych też. Ale moment w którym dyktatura wsadza swoich politycznych przeciwników, jest początkiem jej końca. Zawsze. W tym sensie PiS juz przegrał. Choć do czasu upadku, wesołości raczej nie będzie. 

Tymczasem, na poprawę nastroju, Stanisławowi Gawłowskiemu, podobnie jak reszcie Platformy i wszystkim chętnym, proponuję wysyłanie widokówek z życzeniami dla senatora Stanisława Koguta. Senator PiS, któremu immunitetu nie uchylono, z pewnością się ucieszy. Po pierwsze dlatego, że czytanie listów bez więziennej cenzury jest milsze niż lektura za kratkami. Po drugie, senator będzie miał dowód,  że jego wielkanocne pojednanie z rodakami na Facebooku przynosi owoce. Może nawet sam Pan Prezes uzna, że Kogut jest już innym człowiekiem i pozwoli mu nadal cieszyć się wolnością. Przynajmniej do czasu, kiedy nie uzna, że jednak, dla zachowania pozorów, trzeba posadzić także Koguta. Ot, takie zabawy ludźmi. Nie pierwsze przecież w historii.