Czytasz: Krótki esej o chamie
Kołtun rządzi i rozdaje. Cham nazwie kobietę szlampą.  O co ten wrzask? Przecież to nie kurwa, bo po niemiecku powiedział.  Na „Timmermannsa pulchne rączki”, ktoś spuszcza kubeł pomyj.  A to przecież tylko rozpoznanie bojem.

Chamstwo stało się cnotą. Wylazło z podziemia, przestało się kryć, wstyd pokryło bezczelnością. Spod budy z piwem przeniosło się na salony. Zalało śmierdzącym szambem pół Polski. I się rozlewa. 

Kołtun rządzi i rozdaje. Śmieje się, szeroko rozdziawiając gębę. Bo dziś w Polsce co spojrzysz, to albo gęby albo twarze. Gęba nie zna granic. Im głupiej i prymitywniej, tym większy poklask i uciecha. Na partyjnych spędach, na internetowych forach, w mętnych czeluściach twittera. Czasem kołtun wyższy w hierachii zmarszczy brwi, czytając Ziemkiewicza komentarze o „parchach”. Zmarszczy, a potem puści oko do swoich i z szelmowskim uśmiechem powie: tak… No właściwie to nie powinien tak redaktor mówić, niepotrzebne, wiecie, to było. Jedną ręką machnie, drugą da na swoje media kolejne miliony. Z Polaków oczywiście kieszeni. Czasem zamilknie, kiedy Gmyz nazwie kobietę szlampą. Przecież to nie kurwa, bo po niemiecku powiedział, więc o co to wrzaski?  A Najważniejszy Polak patrzy i czeka. Kupi to wyborca czy nie? Jak nie, to się tego Gmyza na korespondenta w Bukareszcie popchnie. A jak kupi, to uzysk wielki, bo kolejne terytorium oznaczone. Kolejna granica przesunięta. Posłanka od brukselskiej szmaty też idzie jak forpoczta i rozpoznanie bojem. Ot, takie  jednoosobowe komando do badania granic chamstwa. Zacznie od brukselskiej szmaty, a na „Timmermansa pulchne rączki” spuści kubeł pomyj. 

Czasem też, kołtun wyższy, da niespodziewane wsparcie. Kibole stają się patriotami, a zwykli naziole użytecznym elektoratem. Nikt nikogo nie zapyta: panie, a tak wieczorem, normalnie, jak już pan idzie spać, to nie rzyga pan na swój widok w lustrze?

No nie zapyta. Nie zapyta, bo kołtun ma na pstryknięcie palcem maleńkich kołtuniątek wiele. Zażyczy, to zdyszani pędem do kasy i sławy, zameldują się z kamerą i mikrofonem gdzie Najwyższy każe. Kołtuniątka migiem pojęły, że stawianie kłopotliwych pytań to śmierć z głodu i zapomnienia. Więc robią za klęcznik i podnóżek, za wycieraczkę, wysłuchują bez sprzeciwu kolejne kazanie jadem znaczone. A potem meldują się w kasie po frukta, pańskim gestem sypane przez Najwyższego.

Z ekranu leje się gnojówka. Szczucie. Niszczenie. Wdeptywanie w ziemię. Im przeciwnik groźniejszy, tym większe gnidy kieruje się na front przeciw niemu.  A ludzie patrzą i łykają. W końcu nie o nich chodzi, w końcu to ci starzy złodzieje, dawni, to dobrze, że siedzieć idą. Nie oni do tego sądu wyższego pójdą, gdzie im tam, z miasteczka albo wsi jakiś sąd wyższy potrzebny. Machną ręką, Koronę Królów obejrzą, i spać. Bo rano do roboty trzeba. A poza tym, kradli i będą kraść. Tylko ich trzeba przy tym korycie zmieniać co jakiś czas. 

Kołtun ma prawo do nawrócenia. Taki kołtun nawet przydatniejszy, bo przecież wdzięczność za wskrzeszenie z gadziego marginesu, każe mu wykonać każdy rozkaz. Nawet jeśli z kilometra śmierdzi cwaniakiem i hosztaplerem.

Może i był za tej wojny jaruzelskiej prokuratorem. Ale Panie - kto bez grzechu? A pan wiesz, nasz przewielebny mówił, że ten wiesz pan, ten od choroby filipińskiej, to on żyd z dziada pradziada? I polaków po wojnie mordował. On, albo i ojciec, kto ich tam wie. To co oni tego prokuratora tak się czepiajo? 

Elegancko uczesany kołtun zaciera rączki, bo przecież historia i Najwyższy misję mu powierzyli. Tych morderców z sądu wyższego pogonić, swoich wstawić, to od razu wszystko pójdzie jak z płatka. Że co? Że ja oskarżałem opozycję za Jaruzelskiego? A pan skąd? Aaaa…. Niemieckie radio. To wszystko jasne. Pan mnie tu, Polaka prawdziwego, uczył patriotyzmu nie będzie. A i wyraźnie powiem - nie oskarżałem, tylko pomagałem! Te oskarżenia to stawiałem żeby krzywdy nie zrobić. Gorsze mogłem postawić. Gdybym tylko chciał. 

Kołtun - odbiorca to łyka. Kłamstwo sto razy powtarzane staje się prawdą. 500 złotych na dziecko dała nam władza, z tych miliardów co je złodzieje wcześniejsi ukradli. Ale teraz, chwała bogu i kochanemu naszemu najwyższemu, wracają do ludzi. 

Kołtun nie ma granicy. Nie drgnie mu brew. Nie drgnie powieka. Kołtun z każdym miesiącem jest w swoim łgarstwie sprawniejszy. Kupują wszystko, to w końcu też uwierzą, że nareszcie my ich w tej zafajdanej Europie porządku uczyć będziemy. 

Kołtun nie myśli, kołtun kombinuje. Kołtun ma obok cwaniaka, nieocenioną pomoc w kombinowaniu. Dwóch kołtunów i dwie wsie omami. A kiedy przyjdzie szczególnie sprytny jaki, to i miastowych zaczaruje.

Co teraz robić pytasz? Nie wiem. Na pewno myśleć. To teraz pierwsze przykazanie. 

I potem jeszcze księdza Malińskiego można wspomnieć, i jego najkrótsze kazanie świata: 

Chamiejemy Bracia, chamiejemy…