Czytasz: Durczok: Komu jest dobrze w domu wariatów?

Durczok: Komu jest dobrze w domu wariatów?

Jest coś takiego, jak teoria zarządzania przez konflikt i chaos. Ale w przypadku PiS mamy raczej do czynienia z teorią nunczako. Co ona głosi?

To jest regularny dom wariatów. Mamy konflikt ze wszystkimi i o wszystko. Jak ktoś potrafi wytłumaczyć, dokąd ta idiotyczna polityka prowadzi, ma pewnego Nobla z filozofii. PiS rozpętał wojnę z każdym, kto się pojawił w polu widzenia. I jest jak strażak, który podpalił stodołę, a teraz bije na alarm i krzyczy, że trzeba gasić. 

Polityka wstawania z kolan skończyła się tak, jak musiała się skończyć. Obrazowo rzecz ujmując, walnęliśmy łbem w ścianę i leżymy na glebie. Nie wstawaliśmy bowiem z żadnych kolan, tylko zaczęliśmy ślepą szarżę. Rząd PiS ruszył do ataku nie wiedząc, kogo i dlaczego atakuje. Tak po prostu, dla zasady. Więc przy pierwszej okazji wyrżnął o mur, a potem, ilekroć się ocknął, walił weń głową, kiedy tylko się dało. 

Po wojence z Niemcami, Izraelem, z całą Unia i połową państw z osobna, po tym jak nie bardzo wiemy, czy jest w ogóle jakaś polityka wschodnia, mamy starcie z jedynym sojusznikiem, który nas dotąd, jako tako, popierał. A na którym wisi całe nasze bezpieczeństwo. Rzuciliśmy rękawicę USA.

Rozkaz ataku wydał pan Prezes. Dotyczy konkretnie uderzenia nie na całe Stany Zjednoczone, chwilowo zdające się być poza zasięgiem miażdżących sił naszej dyplomacji, tylko na panią ambasador Mosbacher. Nienawiść jaką Jarosław Kaczyński żywi do TVN, jedynej dużej stacji tv, która mu jeszcze nie czapkuje, jest tak silna, że przysłania zdolność logicznego myślenia. W głowie Kaczyńskiego raczej nie mieści się, że amerykański właściciel TVN, w imieniu którego zabiera głos ambasador USA, może się w Polsce, rządzonej przez PiS, o cokolwiek upominać. A o dziennikarską niezależność zwłaszcza. 

Gdyby jeszcze TVN dał pretekst do tej dzikiej reakcji, można by w tym widzieć jakąś logikę. Ale stacja wykonała kawał solidnej, dziennikarskiej roboty, odwalonej za kilka służb, nie mających wyraźnie pojęcia (choć to ich ustawowy obowiązek), jak pod ich okiem kwitnie naziolstwo, a po śląskich lasach biegają goście przebrani za Hitlera. 

TVN po prostu zrobił swoje, a potem zaczął się cyrk. 

Jest czymś niebywałym, że naprzeciw wolnych mediów, dziennikarskiej staranności i ujawnienia regularnych faszystów, polskie państwo postawiło prokuraturę. Zamiast wsadzić miłośników III Rzeszy z Radlina, Wodzisławia i okolic, prokuratura szuka haków na dziennikarzy. To się oczywiście zdarza. Tyle, że dotąd w Rosji i na Białorusi, a nie w demokratycznym kraju europejskim. 

Reakcja Ambasady USA, kraju w którym znajduje się centralna siedziba właściciela TVN, była więc całkowicie normalna. Jeśli do tego dołożyć oczywistą dla wszystkich (prócz osób o skłonnościach dyktatorskich) troskę o wolność słowa, nie trzeba geniusza, żeby zrozumieć, skąd protest amerykanów.

Prezesowi się to jednak wydało skandaliczne, więc puścił do walki najlepsze siły. Przeciw pani Mosbacher wyciągnięto wszystko, łącznie z 3 mężami. No i mamy kolejną wojenkę. Niczego w niej oczywiście nie ugramy. Znowu ze wstydem trzeba będzie robić woltę i się wycofywać. No, ale humor Prezesa najważniejszy, więc chwilowo nikt nie myśli, że ten cyrk będzie nas dramatycznie drogo kosztował. 

Po co to wszystko? Nie mam pojęcia. Można się tylko domyślać. 

PiS twardo obstawia, że te 30 procent popracia w sondażach, to elektorat skłonny na nich głosować, nawet jeśli Kaczyński ogłosi, że ziemia jest płaska. Na dodatek uważa, że jak na chwilę zluzuje, nada łagodniejszy kurs i ludzką twarz, to znowu sięgnie po zwycięstwo. I tu się, na szczęście, myli. 

Oczywiście jest coś takiego, jak teoria zarządzania przez konflikt, kryzys i chaos. Opisana w podręcznikach, stosowana w praktyce. 

Ale w przypadku PiS mamy raczej do czynienia z teorią nunczako. Głosi ona, że w początkowej fazie posługiwania się tym azjatyckim narzędziem walki, prawdopodobieństwo skutecznego trafienia przeciwnika jest niewielkie. Znacznie bardziej prawdopodobne jest że sami trafimy się we własny łeb.  Co chyba właśnie dokonuje się na naszych oczach. 

Czytaj więcej