News

Durczok: kogo ma zabić plotka o aresztowaniu władz Katowic?

W sobotę gruchnęła wieść o aresztowaniu byłych władz Katowic. Runęła na miasto z siłą wodospadu, obrastała w szczegóły. Byłych włodarzy ABW miała "zawinąć" z ulicy. Kto za tym stoi?

Grzegorz Schetyna pogratulował nam Stadionu Śląskiego. Dziękujemy. W ustach wrocławianina, jednego z „ojców chrzestnych” tamtejszego stadionu, komplement smakuje bardziej. Ale po prawdzie, nie komplementów się spodziewaliśmy. Przed przyjazdem Schetyny gruchnęła wieść, że szef PO przywozi nazwisko kandydata na prezydenta Katowic. Sensacja wisiała w powietrzu, gorące łby studziło tylko zdziwienie potencjalnego nominata, zarzekającego się, że za cholerę nic o tym nie wie. Konferencja na stadionie była więc tak samo wyczekiwana, jak i szybko zapomniana. Być może miała być przygrywką przed sobotą. Tam mają paść szczegóły „otwarcia” partii przed wojną o samorządy. Oby padły, bo Jarosław Kaczyński ostrzy zęby i noże przed tą bitwą. Ma być ostatecznym przypieczętowaniem, będącej przed nami, wieloletniej hegemonii PiS na wszystkich polach. Naczelnik nie cofnie się przed niczym, by rządzić  także w miastach i sejmikach. Dobrze by było, żeby opozycja przestała pitolić o pisowskim zagrożeniu i wzięła się do solidnej roboty.

A w Katowicach ma tej roboty furę. Nie robię zarzutu Schetynie, że nie powiedział, kto powalczy o fotel prezydenta. Jest zwyczajnie za wcześnie. Prezes może tak namieszać w ordynacji, że przez 3 miesiące  będziemy się głowić o co w niej chodzi. Już to trochę zapowiedział, ustami szefa klubu oznajmił bowiem, że na konkretne zmiany trzeba poczekać aż się okaże, kto wygrał batalię o sądy. Mogę się tylko domyślać, że jak szturm na Sąd Najwyższy (orzekający, czy wybory były ważne czy nie) się uda, łatwiej będzie pomieszać w nowych przepisach i umieścić w nich wątpliwe konstytucyjnie rozwiązania. Ogłaszanie w tej sytuacji jakiegokolwiek nazwiska to prośba, żeby nominowanego nieszczęśnika zaczęły rozjeżdżać wszystkie służby pozostające pod palcem Kaczyńskiego. W tym wszystkie trzyliterowe, z TVP włącznie. 

Swoją drogą, plotka, choć ma 6 liter, też jest potężną bronią. W sobotę gruchnęła wieść o aresztowaniu byłych władz Katowic. Runęła na miasto z siłą wodospadu, zaczęła żyć własnym życiem, obrastała w szczegóły. Jednego z byłych prezydentów ABW miała wyprowadzić z biura, drugiego „zawinąć” z ulicy. Pikantne szczegóły dochodziły z każdą godziną. Kiedy po prostu zadzwoniłem do „bohatera” tych rewelacji, odebrał spokojnie telefon, akurat podróżował z dzieckiem autem, nic nie wiedział o swoim zatrzymaniu, choć między wierszami przyznał, że szukanie haków idzie na całego. A w tle kontroli są inne 3 litery, związane z jedną z największych katowickich inwestycji. Czy sprawdzanie skończy się zarzutami czy błogosławieństwem, jeszcze nie wiadomo. Ważne, że plotka ma się doskonale. I kogo miała wystraszyć albo skłonić do zastanowienia się nad własną polityką, tego już pewnie skłoniła. 

Kandydat, który miałby więc powalczyć o rządy w stolicy metropolii, pozostaje zatem na razie nieznany. To znaczy niby wszyscy wiedzą kogo PO wystawi, ale pierwszy kto to powie, będzie ojcobójcą. Wiadomo bowiem od dawna, że pierwsze kandydatury zawsze są na spalenie. 

Tymczasem do bitwy o Katowice Platforma musi się przygotować szczególnie starannie. Nie tylko dlatego, że Marcin Krupa, jeśli wystartuje, jest bardzo poważnym graczem. Niech nikogo nie zwiedzie porażka w batalii o metropolię. To była całkiem inna układanka, Krupa był testowany raczej w roli lidera regionu a nie miasta. W Katowicach pozostaje znany, w wielu miejscach bardzo lubiany, akceptowany i gwarantujący kontynuację polityki zrównoważonego rozwoju. Kiedy 7 lat temu walkę o fotel wygrywał (po raz ostatni, jak się później okazało) Piotr Uszok, napisałem w Gazecie Wyborczej, że Katowice najwyraźniej nie chcą rewolucji. Być może teza jest aktualna, i nowy, świeży kandydat, w starciu z Krupą jest bez szans. Ale widać wyraźnie, że są u nas w mieście ludzie, którzy do przyszłorocznych wyborów szykują się bardzo solidnie już teraz. I jeśli będą tak metodycznie pracować, ich szanse, na tle zarzuconego urzędową robotą Krupy, rosną błyskawicznie. Rozmowy z mieszkańcami, słuchanie o ich bolączkach i marzeniach, są dużo prostsze, kiedy nie siedzi się za biurkiem ze stertą papierów nie cierpiących zwłoki. 

Bój o Katowice jest dla wszystkich śmiertelnie poważny z jeszcze jednego powodu. Stolica regionu nigdy nie była łatwa dla PiS. Wydaje się zatem, że partia Kaczyńskiego ma tu 2 wyjścia. Albo podłączy się pod Krupę, da mu wsparcie, zaoferuje struktury i całe partyjno-finansowe zaplecze, albo wpuści do gry swojego kandydata. Powie ktoś: samorząd zawsze opierał się partyjnym gierkom. Słusznie. Ale co, jeśli PiS tak zmieni ordynację, że kandydatów będą mogły zgłaszać tylko komitety partyjne? Hę? Czy Krupa „pobłogosławiony” przez Prezesa będzie bardziej strawny niż kandydat przywieziony w partyjnej teczce? Nawet z pobliskich Piekar?

Układanki przedwyborcze są pasjonujące. Ale dla partii to śmiertelnie poważny bój. Nikt nie może odpuścić Katowic, Tychów, Sosnowca, Chorzowa, Świętochłowic, Rybnika(!), Zabrza czy Gliwic. Tam będzie ostra walka z użyciem wszystkich narzędzi. Brudnych i okrwawionych też. Przygrywka na plotki już jest. I wszyscy wyciągają z niej wnioski. Każdy inne. Na nazwiska szybko przyjdzie czas. 

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Legendarny Śląski