Czytasz: Durczok: Kiedy o tym mówi, Prezes musi słuchać. Oto tajemnica nowego premiera

Durczok: Kiedy o tym mówi, Prezes musi słuchać. Oto tajemnica nowego premiera

Kiedy Mateusz Morawiecki o tym mówi, Jarosław Kaczyński musi słuchać. To sztuka, której Suski, Kuchciński, Błaszczak czy Szyszko nigdy nie posiądą.

Nazwać to można na dwa sposoby. Delikatniej i na ostro. Przy maksymalnie życzliwym podejściu, to, co słyszymy, to koncert na dwa fortepiany. Na jednym niemiłosiernie fałszuje Jarosław Kaczyński. Do drugiego właśnie siada Mateusz Morawiecki. W repertuarze Chopin, Ravel, Strawiński, Schumann. Nie bardzo wiadomo, czy pianista ma talent, nie sposób jeszcze przewidzieć jak zagra. Ale przywitał się elegancko, odziany jest szykownie i europejsko, więc przynajmniej punkt za PR gwarantowany.

Wedle drugiej, bezczelnej interpretacji, to schizofrenia. Nie można wdrapywać się co miesiąc na podwyższenie i stamtąd prowadzić wojny z częścią własnego narodu, a w tym samym czasie, ciepłym i łagodnym głosem, zapewniać, że Polki i Polacy zasługują na spokojne, godne życie. Bo nie ma godnego i spokojnego życia nikt, kto jest nazywany kanalią, zdrajcą, wrogiem i niszczycielem. 

Durczok: Pani Beato, pani już dziękujemy, czyli takiego cyrku jeszcze nie było

Dwa dni i dwa obrazy. 

Obraz pierwszy. Mateusz Morawiecki. Bankier, światowiec, młody konserwatysta, bywalec, poliglota, technokrata, miłośnik socjalu i rozdawnictwa. Oczywiście nie da się tego wszystkiego połączyć. A już w obraz wymarzonego lidera takiej partii jak PiS na pewno. Ale każde określenie z osobna brzmi dumnie. I każe wierzyć, że jeśli nawet jeszcze nie wstaliśmy z kolan, to teraz się wyprostujemy jak struna. Z daleko mniejszym niż kiedyś ryzykiem, że hukniemy łbem o futrynę, z dumą wkraczając na te europejskie salony. 

I obraz drugi. Niedziela. Jarosław Kaczyński na miesięcznicy. 92 raz prowadzący swoją krucjatę na Krakowskim Przedmieściu. Z coraz mniejszym ogniem w oczach, coraz słabszym głosem, ale wciąż na froncie. Ciągle na wojnie. Już nie wiadomo z kim i o co. Miesza się wszystko. Żądanie kar, Tuska za kratami, wraku w Polsce, pomników w każdym mieście. Niezmienny jest tylko atak. Nieustanna, wojenna retoryka. Bitwy, wrogowie, fronty i zwycięstwo. Zło jest wokół, dobro w nas, więc zwyciężymy. Straszne to, nawet jeśli tylko cynicznie obliczone na utrzymanie tego najtwardszego elektoratu. Tego, który trwał przy Kaczyńskim, kiedy otoczenie Tuska poniżało go kolejnymi dowcipami. Tego samego, który nie opuścił, kiedy Platforma miażdżyła PiS w kolejnych wyborach. Tego, który współczuł, gdy Prezes wpadał w sidła kolejnej prowokacji PO. I tego samego, który skandował „Jarosław! Jarosław!”, gdy partyjni towarzysze słabej wiary żądali zmiany przywództwa. To dla nich coraz słabszy Kaczyński, pojawia się pod Płacem Prezydenckim i wygłasza swoje wojenne oracje. 

Durczok o rezygnacji premier Szydło

Trochę uciekając od pokusy medycznego opisu otaczającego nas świata, a trochę wierząc, że nie rządzą nami ludzie opętani, szukam resztek racjonalności w tym dziwnym świecie.

I chcę wierzyć, że cały chory i absurdalny ruch z zamianą Szydło na Morawieckiego, ma jakieś racjonalne podstawy. I że nawet żyjący w oderwaniu od rzeczywistości Prezes dostrzegł, że wokół robi się groźnie. Że retoryka walki ze zgniłą, chorą Europą, może i sprawdza się na wewnętrznej arenie. Ale za granicą zaczyna przynosić katastrofalne skutki. Powtarzane w Brukseli, a wykute wcześniej w Warszawie na blachę formułki, czyniły Beatę Szydło postacią groteskową. Morawiecki, twardą ręką trzymający gospodarkę, dla większości europejskich liderów mogący być korepetytorem (nie z powodu sukcesów, ale wiedzy), to partner do Wielkiego Szlema, nie popołudniowej pogawędki. Daje Kaczyńskiemu całe mnóstwo korzyści. Pozwala zająć się tym, co Prezes uwielbia - partyjnymi gierkami, rozstawianiem ludzi po kątach, pokazywaniem władzy i chowaniem się przed prawdziwą odpowiedzialnością. A na samym końcu, bogaty, a więc niezależny Morawiecki, jest naprawdę atrakcyjnym partnerem intelektualnym dla Kaczyńskiego. Oczytany, obyty, błyskotliwy, potrafiący iść na zwarcie nawet z zachodnimi dziennikarzami. I przynajmniej w jednym bije całe otoczenie Naczelnika na głowę - kiedy mówi o ekonomii, Prezes musi słuchać. To sztuka, której Suski, Kuchciński, Błaszczak czy Szyszko nigdy nie posiądą. 

Wierząc, że nowy premier przynajmniej na jednym froncie da Polsce jakieś korzyści, strach pomyśleć, jak bardzo rozhula się wewnętrzne podwórko. Jeśli zapowiadana rekonstrukcja będzie farsą i skończy się na wymianie jakiegoś ministra, którego nazwisko 90 procentom Polaków nic nie mówi, do akcji wkroczą Macierewicz, Szyszko, Ziobro i inni. Pan Antoni, krasomówczym talentem z atomową dawką ironii, będzie objaśniał Morawieckiemu zawiłości żołnierskiej doli. A Ziobro opowie o porażających dowodach, szczegóły skrywając z bólem pod tajemnicą śledztwa. Szyszko przyniesie wiadro z kornikami, a TVP poczeka, kto teraz wydaje rozkazy. Taka będzie nasza rzeczywistość od stycznia. 

No, ale Polki i Polacy wybrali. Więc niech się dzieje wola Suwerena.

Czytaj więcej