Czytasz: Jo sie pytom, kaj jest tyn Bytom

Jo sie pytom, kaj jest tyn Bytom

Damian Bartyla, stracił w niedzielę niepowtarzalną okazję, by osobiście przyładować w komunały Morawieckiego z ciężkiej artylerii.

Z gospodarczą wizytą wpadł na Śląsk premier Morawiecki. Plotka głosi, że trzeba było pretekstu, by uzasadnić  prawdziwy cel - wyprawę na Jasną Górę i złożenie hołdu lennego dyrektorowi medialnego kombinatu z Torunia, Tadeuszowi Rydzykowi, (zakonnikowi, tak dla przypomnienia). A żeby nie wyszło, że władza wykonawcza kłania się w pas tej kościelnej, potrzebna była zasłona dymna. Padło na Bytom i Katowice. 

Premier przyjechał, podarował Ślązakom kolejną paczkę frazesów w dobrym, gierkowskim stylu (o języku Morawieckiego dziś wieczorem na Silesion.pl, już teraz zapraszam). A potem wyjechał. Ciekawsza od propagandowej sieczki wydaje się jednak reakcja prezydentów obydwu miast. 

Marcin Krupa jak ognia unika wszystkiego, co dałoby pretekst do kojarzenia go z PiS. Trudno się dziwić i mieć pretensje, choć jest oczywiste, że wsparcie Kaczyńskiego będzie się Krupie odbijało czkawką przez całą kampanię. Mam zresztą niejasne przeczucie, że najgorsze dopiero przed nim. Ale politycznie ruch jest zrozumiały.

Przeczytaj równieżPremier Morawiecki w Bytomiu

Dużo ciekawsza wydaje się reakcja prezydenta Bytomia. A konkretnie - jej brak. 

Damian Bartyla dał się poznać jako prezydent niebanalny. I faktycznie, trudno odmówić mu kilku sukcesów, wśród których na czoło wybija się coś, co wcześniej było niewyobrażalne. Otóż pod wnioskiem o jego odwołanie, podpisali się wspólnie działacze… tak! PO i PiS! To się nawet Kaczyńskiemu i Tuskowi nie udało, a tu taka niespodzianka. Serio mówiąc, prezydent Bytomia jest w swoim mieście skłócony ze wszystkimi, a kampania samorządowa, jeśli ostatecznie w niej wystartuje, będzie dla niego skrzyżowaniem poligonu z „falą” w koszarach.

Damian Bartyla, stracił w niedzielę niepowtarzalną okazję, by osobiście przyładować w komunały Morawieckiego z ciężkiej artylerii. 

Bytom tonie. To przepiękne, wzorcowe urbanistycznie miasto, ze wspaniałymi tradycjami i historią, dziś się sypie. Nieliczne wyspy piękna, giną w morzu sypiących się budynków. Całe dzielnice nadają się raczej do kręcenia filmów o porachunkach gangów, niż do przypominania minionej dawno świetności. Jeśli to miasto czymś jeszcze słynie, to z pewnością dumą mieszkańców, Operą Śląską i tańcem. Reszta przepadła. 

Prezydent Bartyla nie wykorzystał doskonałej okazji, by zapytać rzucającego na prawo i lewo obietnicami, sypiącego wokół naszymi pieniędzmi Morawieckiego, dlaczego ma gdzieś to zapomniane miasto. Dlaczego jedzie tylko do ratowników (ponoć ściąganych na to spotkanie nawet z urlopów), a nie składa gospodarskiej wizyty w miejscach, które tego naprawdę potrzebują. 

Są pytania, które muszą paść. Nawet, jeśli nikt nie spodziewa się odpowiedzi. Padają, bo muszą wybrzmieć, muszą zostać zaadresowane i usłyszane. Tę okazję Damian Bartyla stracił. I pewnie zostanie mu to wypomniane wielokroć. O skali bałaganu w miejskim magistracie niech świadczy fakt, że pytany o brak reakcji na wizytę premiera rzecznik, odpowiada z całą powagą, że - uwaga - Urząd Marszałkowski ich o Morawieckim nie informował. Serio! Panie rzeczniku, może pora wreszcie się dowiedzieć, że za wizyty rządowe odpowiada Urząd Wojewódzki.

Byłoby to może i śmieszne, gdyby nie było takie smutne. I dziwne. Bo jak popatrzeć na sondaż wyborczy w Bytomiu, to Bartyla ma się czego obawiać. W pierwszej trójce ma (właściwie z identycznym wynikiem) Andrzeja Panka, szykującego się od ostrej rozprawy z konkurentem. A wkrótce, z pewnością zainkasuje kilka ciosów od kandydata PiS, Mariusza Janasa. A to pewnie nie koniec listy chętnych zarówno do fotela prezydenta, jak i do przyłożenia aktualnie urzędującemu. 

Czytaj więcej