Komentarz

Durczok: Jak się zbłaźnić, czyli głupia sprawa z panem S.

Pewien reżyser postanowił błysnąć dowcipem o Śląsku. Zamiast tego błysnął własną głupotą. To dobry przykład, jak pęd do popularności prowadzi do zagrody z baranami.

CZYTAJ TAKŻE: Saramonowicz wyśmiewa śląską kulturę, Twardoch ostro ripostuje

Mało wiedzy to niebezpieczny stan. Cytat z legendarnej Krwawej Mary, nauczycielki angielskiego siejącej strach wsród mnie i moich przyjaciół, studentów prawa, mimo upływu 30 lat, kompletnie się nie zestarzał. Przypomniał mi się, kiedy dowcipem spróbował błysnąć Andrzej Saramonowicz, znany z tego, że używa tytułu reżysera i dziennikarza. Ktoś policzył, że wszystkie filmy pana Andrzeja obejrzało (łącznie) mniej niż 5 milionów widzów.

To z grubsza tyle, ile jeszcze całkiem niedawno siadało w każdy wieczór przed telewizorami, by włączyć Fakty, kiedy w nich pracowałem. Na polskim ryneczku filmowym 5 milionów to jednak wystarczająco, by zebrać wszystkie możliwe nagrody. No, ale jaki kraj, taki Spielberg. Saramonowicz robi kino komercyjne, wiec jeśli ktoś postanowił zakosztować takiej twórczości, zrobił to na własne ryzyko. Jego sprawa.

Gorzej, że reżyser Saramonowicz tytułuje się również dziennikarzem. Ten wątek jego aktywności pozostaje szerzej nieznany, ale najwyraźniej uprawnia pana Andrzeja do wypowiadania się na każdy temat. Wiedząc więc o Śląsku tyle, ile przeciętny Polak o PKB Kenii, błysnął dowcipem o różnicach miedzy Katalonią i Śląskiem. A ponieważ Katalonia mogła mu się pomylić z Katangą, więc poczuł się podwójnie uprawniony do sądów zasadniczych. 

Śląska można nie lubić. Śląska - co częste - można się bać. Głównie oczywiście Śląska można nie rozumieć. Ale to nie zwalnia, nawet przeciętnie zdolnego gimnazjalistę, do obowiązku posiadania minimum wiedzy na tematy, w których zabiera się głos. Śląsk ma swoją historię, kulturę i dorobek. Sprowadzanie go do „ślunskiej godki i gryfnych dowcipów” (jeżu, co za ignorant może wypisywać takie pierdoły… Pomijając już, że u nos sie godo wice a nie dowcipy), jest testem na poziom intelektualny autora takich wypocin. Może być również dowodem, że związki Saramonowicza ze Śląskiem sprowadzają się do regularnego oglądania Świętej wojny w TVP. No, to by wiele tłumaczyło. 

Nie ma oczywiście sensu wysyłać mu książek Janoscha czy Małgorzaty Szejnert. Gdyby chciał, dawno by po nie sięgnął. Nie ma sensu przedstawiać laureatów Lux ex Silesia, bo ich najpewniej nie zna. Nie ma co na siłę robić inteligenta z kogoś, kto bardzo nim nie chce być, a intelektualny powab testuje, sprawdzając, czy wyszukane zdania robią wrażenie na kobietach. Szkoda czasu.

Ale cała ta śmieszna „aferka” ma jednak drugie, dość istotne dno („dno” to zresztą bardzo trafne słowo w kontekście całej sprawy…). Otóż pokazuje, jak ważne jest, co idzie ze Śląska w świat. A jeszcze bardziej, czym my, Ślązacy, się przejmujemy. Twardoch napisał o sprawie krótko, treściwie, dokładnie tak, jak zasługiwał na to wspomniany, idiotyczny wpis. Ale potężna reakcja, odzew i sążniste teksty na facebooku, dowodzą, że straszliwie się przejmujemy tym, co o nas piszą. A już osobliwie, kiedy takie pierdoły wypisuje „reżyser z Warszawy”. 

Otóż po 25 latach pracy w stolicy informuję moich rodaków ze Śląska: w Warszawie też, jak w każdym miejscu świata, są ludzie mądrzy i głupi. I brać sobie do serca powinniśmy nie to, co mówią o nas w „stolycy", ale to, czy mówią mądrze czy kretyńsko. Wpis owego pana jest zwyczajnie durny. I nie zasługuje na nic, poza użyciem w charakterze dowodu na postępująca ignorancję wymieszaną z głupotą. Prowincja to kategoria intelektualna, nie geograficzna. Jej położenie to kwestia umysłu, nie geografii. 

Ponieważ jednak lektura życiorysu Andrzeja Saramonowicza pozwala trafić na tytuł (nieoprotestowany, zatem jak rozumiem używany i akceptowany przez niego) „dziennikarza”, nie mogę się oprzeć drobnej refleksji. 

Dobry dziennikarz to genialny dyletant - mawia znane w branży medialnej powiedzenie. Ukuto je, by docenić zdolność zwięzłej opowieści na różne tematy, przydzielane reporterom mającym potem kilka godzin na przygotowanie relacji do wieczornych programów informacyjnych. Saramonowiczowi, pewnie znającemu tę maksymę, umknęło najwyraźniej słowo „genialny”. No więc  powiedział co wiedział, tym razem o Śląsku. Szanowny Panie! Dobry dziennikarz to genialny dyletant! Nie „dyletant”. Jedno słówko, a robi różnicę.

Burza po słowach Saramonowicza - zobacz komentarze:

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Gala BCC