Komentarz

Durczok: Jak się zabić własnym młotkiem, czyli komu przeszkadza Borys Budka

PiS skacze z radości. Dostarczanie amunicji było do tej pory domeną rywali. Teraz zajmują się tym partyjni koledzy.

To się nazywa wyczucie chwili! Jeszcze PiS nie ochłonął po szarży na Borysa Budkę, a „twarz” opozycyjnych protestów otrzymała grad ciosów z najmniej spodziewanej strony. Amerykanie nazywają to „friendly fire”. Czyli atak z bratniej ręki, ostrzał własnych wojsk. Budka oberwał od partyjnych kolegów. Senatorowie Platformy, Andrzej Misiołek i Leszek Piechota, uznali, że kulejąca w sondażach partia, nie ma poważniejszych problemów, niż wywiad Budki dla niemieckiej gazety Die Zeit. I przyładowali z grubej rury, pisząc, że wywiad to skandal. 

„Jako senatorowie RP i członkowie PO, zdecydowanie odcinamy się od (…) wypowiedzi Borysa Budki, w której sugeruje on, że UE powinna stawiać Polsce ultimatum”.

Szczerze mówiąc, nie bardzo wiadomo od jakiej wypowiedzi posła Budki panowie się odcinają. Lider Platformy tłumaczył, jak doszło do nieporozumienia i wyjaśniał, jak brzmiała jego wypowiedź. Ale dla dużej grupy partyjnych propagandzistów, często bezprawnie posługujących się tytułem „dziennikarz”, to wszystko było mało. I niewiarygodnie. Do tego grona postanowili dołączyć partyjni koledzy wiceszefa PO. I dołożyli swoje. 

Budka wyrasta na jedną z czołowych postaci Platformy. Najpierw ostre starcia przed Trybunałem Konstytucyjnym, sprawne rozjeżdżanie argumentacji posła Mularczyka, potem ostra krytyka PiS, wreszcie dobry kontakt z demonstrującym tłumem. Budka ma swoje wady, ale to praca i zaangażowanie wyniosły go do pierwszej ligi. Teraz się okazało, że to nie w smak jego kolegom. 

Powszechnie znane jest stopniowanie słowa „wróg” (wiem, już pisałem, że rzeczowników się nie stopniuje, ale to przecież polityka, tu rządzą inne prawa). Niezorientowanym przypominam: wróg, śmiertelny wróg, kolega z partii. Senatorowie Piechota i Misiołek podjęli temat i kłopoty Budki uznali za dobrą okazję, żeby mu przyłożyć.

To mało rozsądne, delikatnie rzecz biorąc. Nie tylko dlatego, że zarzuty słabo trzymają się pionu. Głównie jednak ze względu na moment owego  partyjnego dyscyplinowania. Trzeba być albo skrajnym amatorem, albo fajterem partyjnej frakcji, żeby nie widzieć, jak skacze z radości PiS. Dostarczanie amunicji oponentom było do tej pory domeną rywali. Teraz, jak widać, zajmują się tym partyjni koledzy. 

Nie bardzo wierzę, by stał za tym Grzegorz Schetyna. Szef PO ma co prawda wewnętrzną opozycję, ale jak dotąd wzajemne pretensje były raczej wyjaśniane w „pieczarze”, czyli w jego sejmowym gabinecie. No, w ostateczności sięgał po radykalne środki (pseudonim „Grzegorz za..ę Cię Schetyna” nie wziął się znikąd). Ale list senatorów to zbyt banalna, jak na Scheta, zagrywka. Kłótnie na forum publicznym były specjalnością nieboszczki UW oraz dołującego SLD. Teraz mamy pierwszy sygnał, że nie tylko. Grzegorz Schetyna powinien ukręcić tym zapędom łeb tak szybko, jak to możliwe. Rozlanie się fali pretensji to ostatnie, czego trzeba Platformie. I tak desperacko szuka pomysłu na siebie. A śląska awangarda senatorska właśnie podsuwa wyborcom myśl, że niemoc wobec idącego jak taran PiS, to nie jedyna wada ich partii. I że za chwilę utonie ona w morzu wzajemnych pretensji i oskarżeń. 

Jarosław Kaczyński załatwiał u siebie takie sprawy modelowo. Krytykantów w PiS nie ma i nie było. Jak się tylko wychylali, za moment lądowali za partyjną burtą. Zamordyzm? Jasne! Ale nie mniejszy niż w PO za Tuska. Takie czasy, że na grę skrzydłami nie bardzo jest miejsce. 

A co do stylu i klasy… Oburzeni senatorowie, obrońcy polskości i polszczyzny, mordują się sami. W liście czytamy:

„Taka wypowiedź śląskiego posła do niemieckiej gazety źle służy wizerunkowi naszego Regionu”.

Panowie! Wypowiedź może paść „dla”, a nie „do” gazety.

Więc na przyszłość… Warto w Google wpisać hasło „poprawna polszczyzna”, „słownik” albo „poradnia językowa”. Pomoc nadejdzie błyskawicznie.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Kongres