Czytasz: Jak się bawi Pan Antoni?

Jak się bawi Pan Antoni?

Wobec głupot, jakie panu Antoniemu uchodzą płazem, nie wiadomo, czy Tusk przypadkiem przed sądem nie stanie.

To już kompletne szaleństwo!

Najpierw były bzdury o „obezwładnieniu samolotu na wysokości 5-7 metrów”. Potem obrzydliwe wrzutki o „trzech osobach, które przeżyły katastrofę”. Jeszcze później robienie ludzi w konia, że „zaraz po wygranych wyborach wrak odzyskamy”. Teraz jest bzdurna teoria o tym, jak to „piloci chcieli uratować polską delegację z zasadzki, w jakiej się wszyscy znaleźli”. I że „mimo tej wspaniałej postawy to właśnie piloci są oskarżani”. Te oczywiste herezje wygłasza Antoni Macierewicz. Robi to w przerwach między zwalnianiem kolejnych generałów, rajdami do Torunia i rozbijaniem nieubezpieczonych, rządowych limuzyn. Krótko mówiąc, pan Antoni bawi się szaleńczo, i to za naszą kasę. 

Nadzwyczajnego umocowania Macierewicza nie tłumaczy ani zażyłość z Ojcem Dyrektorem (czasem zdaje mi się, że o. Tadeusz Rydzyk ma status pierwszego, nieoficjalnego wicepremiera w rządzie Beaty Szydło), ani lojalność wobec Jarosława Kaczyńskiego (ciekawe, do kiedy), ani wreszcie fanatyczne uwielbienie części najtwardszego, pisowskiego elektoratu. Od wczoraj wiemy, że Prezes skierował swojego komandosa na nowy odcinek. I w pełni uprawnione jest przypuszczenie, że szef MON z tej misji (udanej czy nie), wyjdzie jeszcze bardziej wzmocniony.

Antoni Macierewicz rozpoczął operację „wsadzić Tuska”. Operacja - według powszechnie rozumianego pojęcia rozsądku - ma niewielkie szanse powodzenia. Ale wobec wszystkich głupot, jakie panu Antoniemu uchodzą płazem, nie byłbym już taki pewien, czy Tusk aby na pewno przed sądem nie stanie. Łomot, jaki dostaliśmy w Brukseli, jeszcze bardziej rozsierdził Prezesa, więc tym bardziej musi on pokazać, że rządzi. I że ostrzegając Angelę Merkel o zarzutach dla Tuska, wiedział co mówi. Macierewicz nadaje się do tego zadania jak nikt inny, więc operacja weszła w nową fazę.

Granice absurdu znowu zostały przesunięte. Szaleństwo ma kolejny, idiotyczny wymiar. Prawo znów jest naginane, a duża część elektoratu puka się w czoło, pytając, kto tym wyczynom położy wreszcie kres. Jasełka, jakie urządza nam PiS, dla jego wyborców są albo w pełni uprawnione, albo zabawne. Szkód, jakie przynoszą, duża część wyborców PiS nie dostrzega. Reszta wyborców patrzy bezradnie, bo na kolejne wybory przyjdzie jeszcze chwilę poczekać. A do tego czasu PiS będzie szalał jeszcze bardziej, bo przecież nikt mu w tym przeszkodzić skutecznie nie może. Ale czy aby na pewno…?

Realny zdaje się jeden możliwy scenariusz ukrócenia zuchwałości pana Antoniego i arogancji władzy tej ekipy. Otóż jest nim Jarosław Gowin. Jest dostatecznie bystry, by widzieć, że na dłuższą metę taka polityka musi się okazać druzgocąca. Im więcej bezczelności i buty, tym odwet i upadek mocniejsze. Gowin ewidentnie tuninguje swoje ugrupowanie, szuka sojuszników i nowych twarzy. Wersja „turbo” ma być na tyle silna, by groźba wyjścia z koalicji powstrzymała najgłupsze pomysły PiS. Czy się na ten wariant zdecyduje? Jeśli chce, by przygoda z polityką potrwała dłużej, musi. Wstyd i obciach fundowany Polakom przez drużynę Prezesa, dla większości wyborców będzie nie do zniesienia. Pójdą masowo do wyborów (tak, jak w 2007), i zmiotą ze sceny wszystko, co ma minimalny choćby związek z PiS. Gowina też. Nawet strach przed powtórzeniem losu „przystawek” (Samoobrony i LPR, połkniętych w kawałkach przez Kaczyńskiego), nie powinien szefa Polski Razem skłonić do postawienia tamy rozróbie urządzanej między innymi przez Macierewicza.

 

Czytaj więcej