Czytasz: Durczok dziękuje Kaczyńskiemu!

Durczok dziękuje Kaczyńskiemu!

Panie Prezesie! To najgorsza decyzja, jaką mógł Pan podjąć. Ale jesteśmy Panu za nią niezwykle wdzięczni.

Dzięki śmiałej decyzji szeregowego posła, który całej politycznej i samorządowej Polsce, jednym ruchem zabrał 20 procent wynagrodzeń, Polska przejrzy na oczy. I zobaczy, jak bez najmniejszych oporów Jarosław Kaczyński uznaje ten kraj za swoją własność.

Kaczyński zorientował się, że łajba, którą steruje, gwałtownie nabiera wody. Oczywiście, zajęty obsesją zemsty, nie widział całej armii Misiewiczów, Obajtków, narodowych fundacji i im podobnych, pracowicie wiercących dziury w dnie tej krypy. Był zajęty wbijaniem szpilek w laleczkę z wizerunkiem Tuska. I nie patrzył jak bezczelność Macierewicza, buta Piotrowicza, niekompetencja Waszczykowskiego,  arogancja pani Mazurek i amatorszczyzna całej reszty, przybiera rozmiary niespotykane w cywilizowanym świecie. Jak zaczyna ludzi nie tylko wkurzać, bo wściekli są od dawna , ale też zwyczajnie męczyć. 

Zresztą, dlaczego miałby reagować, skoro dzielenie ludzi, nienawiść całych grup społecznych, kłótnie i walki sprawiają mu najwyraźniej wielką radość. A on sam - jak mistrz prawdziwy - dolewa oliwy do ognia, kiedy ten przygasa.

Prezes Polski zdaje się być z lekka oszołomiony tym rąbnięciem partyjnego bobasa o ziemię. Tak to jest, kiedy władca, izolowany przez otoczenie, traci kontakt z rzeczywistością. Ale skalę pogubienia oddała dopiero absurdalna i - bądźmy szczerzy - zwyczajnie głupia reakcja, która ma ratować pikujący PiS. 

Decyzja o obcięciu politykom wynagrodzeń, jak w soczewce pokazuje sposób myślenia Kaczyńskiego. Państwo to ja - mówi Prezes. A skoro tak, to ja decyduję o wszystkim. O mediach, o sądach, o Trybunale Konstytucyjnym, wreszcie o tym ile zarabiają wszyscy wokół. To jest oczywiście metoda rządzenia znana w historii ludzkości. Nieco starsi pamiętają ja nawet z własnego doświadczenia. Co to za szkoła? To oczywiście realny socjalizm. Socjalistycznej szkoły myślenia jaskrawiej pokazać się nie da. Krok dalej jest już tylko wyrównanie płac nas wszystkich. A potem ubranie Polek i Polaków w granatowe mundurki. Takie same jak w Korei. Oczywiście Północnej. 

To niebywałe, z jak bezczelną otwartością Kaczyński obcina ludziom płace. I jak cholernie nieuczciwa jest to droga. 

Bo co powinien zrobić lider, oburzony tym, jak nachapani podwładni, wożąc się limuzynami za miliony i latając biznes-klasą do domu, przekraczają granice pazerności?

To oczywiste. Powinien im zabrać te przywileje. Teraz proszę, Panie Prezesie, czytać ze zrozumieniem: im. I tylko im. Nikomu innemu.

Bo Schetyna, Lubnauer, Kosiniak-Kamysz, Saługa, Krupa, Dziuba i cała reszta nie wzięli po kilkadziesiąt tysięcy złotych nagród. Nie pozwalali swoim asystentom zaiwaniać służbową beemką na dyskotekę w Białymstoku. Nie wybierali poszyć foteli do rządowego odrzutowca. Nie wyrzucali milionów na kłamliwą akcję przeciwko sądom. Żeby była jasność - nie podoba mi się to, co oferuje opozycja, nie cenię jej oferty programowej. Ale to nie opozycja kasuje po kilkadziesiąt tysięcy nagród i nie opozycja pokrzykuje drapieżnie z mównicy, że im się te pieniądze należały. To Pan i Pańscy janczarzy. Więc niech Pan łaskawie nie umila życia innym, tylko weźmie za pysk swoich, którzy pod pana okiem, nie mając żadnych hamulców, podpisują sami sobie gigantyczne premie. 

W sprawie przewrotności charakteru Jarosława Kaczyńskiego powinni się wypowiadać psychologowie. Ale warto zwrócić uwagę na jeden szczegół. Jest oczywistym, że obniżenie kasy swoim musi ich wkurzyć. Myślę, że to wkurzenie jest tak duże, że jednoczy nawet Morawieckiego z  Ziobrą. Trzeba to zatem swojej drużynie jakoś osłodzić. I tu ukazuje się cała psychologia Kaczyńskiego.

Skoro moi są wściekli, myśli Kaczyński, to zrobię coś, co im tę wściekłość nieco umili. Zabiorę kasę także samorządowcom! Wszak wiadomo, że samorząd dość skutecznie broni się przed pisyzacją. Mało tam ludzi Prezesa. Więc jak im też zabierzemy, to złość będzie mniejsza, a złośliwy chichot większy. 

Otóż to jest myślenie rodem z dnia świra. Skoro moja zupa mi nie smakuje, napluję sobie do zupy sąsiada, kiedy ten nie widzi. Moja nadal będzie niesmaczna, ale jaka frajda patrzeć, jako gość obok wcina to danie z wkładką.

Mimo wszystko, Panie Prezesie, kraj jest Panu ogromnie wdzięczny. Jeszcze trzy takie decyzje i wszyscy przejrzą na oczy. A kiedy przejrzą, dostrzegą, jakie wariatkowo nam tu budujecie.

Komentarze
To cię zainteresuje