Czytasz: Durczok: Dyktaturę można przykryć, Chyliński: Sędzia czyli "towarzysz" w todze

Durczok: Dyktaturę można przykryć, Chyliński: Sędzia czyli "towarzysz" w todze

Dla tych, którzy wciąż mają wątpliwości, dokąd prowadzą zmiany serwowane przez PiS, krótka lekcja historii.

Każdy krok ku dyktaturze można opakować i przykryć. Każdy metr, zbliżający nas do władzy jednego człowieka i jednej partii, można nazwać tak kusząco, że jego gładkiemu urokowi trudno się oprzeć. Ale język demokracji może skrywać zamordyzm. A gładkie słowa o woli narodu i szczęściu ludzi, mogą być zwykłą przykrywką dla reżimowych zapędów brutalnych watażków. 

Ten tekst to obrazek z przeszłości. Nieodległej. Wielu z nas pamięta, jak komunistyczna propaganda miękko nazywała swój bezczelny dyktat. To, co poniżej opisał Marek Chyliński, działo się niedawno. I blisko. Raptem kilkaset kilometrów na zachód od nas. 

Towarzysze sędziowie

„Nasi prawnicy muszą zrozumieć, że państwo i stworzone przez nie prawo muszą służyć do realizacji polityki partii i rządu” - oświadczył na konferencji prawników, w kwietniu 1958 r.  Walter Ulbricht, przewodniczący Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności.  W NRD, pozostającym w orbicie sowieckich wpływów niemieckim państwie robotników i chłopów, przywracanie wymiaru sprawiedliwości obywatelom rozpoczęto w latach pięćdziesiątych, pod hasłami zerwania z nazistowską przeszłością.

A jednak nawet naziści, mimo że  konsekwentnie niszczyli  wszelkie demokratyczne instytucje państwa, w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości, oprócz osławionych Sondergericht, respektowali niemal wszystkie rozwiązania legislacyjne znienawidzonej Republiki Weimarskiej. Niemieckiego przywiązania do  legitymizmu nie pokonała nawet Trzecia Rzesza.  Tymczasem w NRD upolitycznienie temidy przybrało karykaturalne rozmiary. Rządząca partia komunistyczna przypisała wymiarowi  sprawiedliwości specjalną rolę „w edukacji państwowej i umacnianiu dyscypliny pracy, a tym samym wzmacniania bezpieczeństwa i zaufania obywateli”.

Wielką wagę przywiązywano do wyboru „świadomych towarzyszy” na stanowiska sędziów i prokuratorów. Dobór kadr zaczynał się już na uniwersytetach,  gdzie kandydaci na studia prawnicze musieli posiadać specjalną polityczną rekomendację oraz spełniać kryteria ideologicznie ustalone przez Komitet Centralny. Szczególnym nadzorem otaczano kandydatów na sędziów i prokuratorów. W „demokratycznym niemieckim państwie” partia chciała jak najszybciej wymienić elity prawnicze. Również te z przeszłością narodowosocjalistyczną. Enerdowscy sędziowie musieli więc posiadać „ugruntowaną świadomość i orientację klasową”. Kandydatów na sędziów do sądów wszystkich instancji, na wniosek ministra sprawiedliwości, zatwierdzały rady narodowe. W praktyce żaden z resortowych kandydatów nigdy nie został odrzucony.  Natomiast kandydaci do Sądu Najwyższego byli wskazywani i  wybierani przez fasadowy enerdowski parlament - Izbę Ludową.

90 procent enerdowskich sędziów  należało do partii, jednak nawet bezpartyjni byli zobowiązani  aktywnie wspierać i realizować cele i decyzje partii oraz chronić „jedność i czystość partii”.

Sędziowie i prokuratorzy należeli w NRD do najmniej popularnych grup zawodowych i cieszyli się minimalnym zaufaniem społecznym. Zwykli obywatele tego państwa nie mieli żadnych szans w zderzeniu z totalnie upolitycznioną machiną sądową. Nawet PRL-owski wymiar sprawiedliwości gwarantował oskarżanym opozycjonistom namiastkę sprawiedliwego procesu. W NRD było to nierealne. 

Czytaj więcej