Czytasz: Durczok: debata ostra i pasjonująca. Kto zwyciężył?

Durczok: debata ostra i pasjonująca. Kto zwyciężył?

Było naprawdę ostro. I to nie dlatego, że Naczelny Cyrkowiec postanowił nam zablokować dyskusję. Dzieje się w Katowicach, oj dzieje…

Ta debata nie miała zwycięzcy. Ale pokazała, że walka o fotel prezydenta Katowic, jest chwilami bardziej pasjonująca, niż lansowany przez warszawskie media na „walkę stulecia”,  pojedynek Jaki - Trzaskowski. 

Zaczęło się oczywiście od awantury. Naczelny Happener Śląska i Zagłębia, czyli Adam Słomka, próbował zablokować debatę, wdzierając się na scenę z własnymi portretami i garstką zwolenników. Bo też startuje w wyścigu. Emocje poszybowały w górę, ale tym, którzy dziwili się, dlaczego kandydata Słomki (1,5 proc. głosów w najnowszym sondażu prezydenckim) nie ma wśród dyskutantów na scenie głównej, wyjaśniam: interesuje mnie debata a nie cyrk. Chcę rozmowy, a nie kłótni. Chcę dyskusji, a nie wygłupów i rzucania w ludzi tortami. I dopóki będę decydował, jak mają walczyć o uznanie wyborców poważni uczestnicy debaty, tak długo nie będzie w niej  miejsca na rozróby. Na miejscu blokującego scenę Adama Słomki (wszystko do obejrzenia już w pierwszych minutach debaty), i tak cieszyłbym się, że wściekłość widowni ograniczyła się do okrzyków. Bo blisko było do zrzucenia Słomki siłą ze sceny. Chwała Bogu tak się nie stało.

Ta debata pokazała jednak kilka naprawdę ważnych elementów. 

Po pierwsze - tak zaciętej rywalizacji nie było w Katowicach od czasu, kiedy prezydenta wybiera się w wyborach bezpośrednich. 

Po drugie, faworyt i lider wyścigu, Marcin Krupa, ma z kim walczyć. 

Po trzecie - i to już raczej komentarz do najnowszego sondażu, zrealizowanego dla Silesion.pl przez zespół dr. Anny Adamus Matuszyńskiej, zgodnie z moimi przewidywaniami, będzie druga tura. A w niej walka rozegra się między Marcinem Krupą i Jarosławem Makowskim. Potwierdza się teza, że zarówno Ilona Kanclerz, jak i Jarosław Gwizdak, mają nad sobą szklany sufit. Tak w polityce określa się maksymalny do osiągnięcia poziom. Po naszemu - wyżej nie podskoczą. 

Debata ujawniła niewiedzę. Chwilami porażającą. Przypomnijmy -  Ilona Kanclerz , na inauguracji kampanii, z pasją opowiadała o projekcie „schowania” linii tramwajowej pod Rynkiem. Świetnie. Bardzo to ambitne, choć według urbanistów i architektów z którymi rozmawiałem, jest to pomysłem kompletnie absurdalny, niewykonalny i potrzebny Katowicom jak baletnicy siekiera. 

Ale jeśli kandydatka nie ma bladego pojęcia, ile ta szalona wizja ma kosztować, nie jest w stanie podać nawet skali wydatków, nie wie skąd wziąć na to pieniądze, a na końcu z rozbrajającą szczerością ogłasza, że i tak w sumie powinni o tym zdecydować mieszkańcy (w referendum czy jak…?), to zaczyna być groźnie. Katowice mają około 3-miliardowy budżet.  Fajnie by było, żeby ktoś, kto chce tą kasą zarządzać, potraktował wyborców nie jak idiotów, tylko z minimalną powagą, powiedział im, po co, kiedy i za ile chce zdemolować, dopiero co wyremontowany rynek. 

Za Iloną Kanclerz stoi solidna grupa kobiet. Wyborcy (wyborczynie), widzą w niej szansę na większą obecność kobiet w polityce. I to jest znakomita wiadomość. Tylko, że kandydatka ŚPR nie potrafiła wskazać żadnej kobiety, jaką chciałaby za sobą do tej polityki pociągnąć. I jeśli dodać do tego zdanie, że pani Kanclerz sama się wybrała na kandydatkę regionalistów, wizja polityki uprawianej przez kompetentne, solidne i pracowite panie, wali się w gruzy.

Jarosław Gwizdak to porządny człowiek, odważny sędzia, i z całą pewnością zakochany w Katowicach mieszkaniec Koszutki. Przy całym szacunku - Panie Sędzio, to za mało. Ma Pan kilka fajnych postulatów, udowodnił Pan empatię i znajomość ludzkich potrzeb, ale 300-tysięczna stolica regionu potrzebuje czegoś więcej. 

Jak znam życie i politykę, Jarosław Gwizdak, w najbliższą niedzielę, zaraz po podaniu wyników, poprosi tych, którzy na niego głosowali, żeby przekazali w II turze głosy na Jarosława Makowskiego. Czy zrobi tak samo Ilona Kanclerz? 

A tu już stawiam na wyższą matematykę, czyli na to, czy w sejmiku powstanie koalicja PO, Nowoczesnej i ŚPR. Gdyby tak było, apel o głosowanie na Makowskiego będzie. Oczywiście pod warunkiem, że sama kandydatka nie opuści do tego czasu partyjnych kolegów, tak jak zrobiła to z towarzyszami z PSL i Nowoczesnej, jak zrobiła to w swej krótkiej, politycznej historii.

Makowski nabiera wiatru w żagle. To on zaliczył w sondażu najwyższy wzrost. Nic dziwnego, pracuje na to codziennie, ciężko i z pomysłem. Ale w tej debacie zabrakło mi u Makowskiego konkretów. Łatwo atakować Marcina Krupę za poparcie przez PiS, łatwo wyliczać gdzie był, a w jakich dzielnicach się nie pojawił. Ale z całym - niemałym - szacunkiem dla Makowskiego, prezydent miasta nie ma chodzić po bazarach albo po murckowskim rynku. Ma rządzić miastem. Jak się wczytać w program kandydata Koalicji Obywatelskiej, to mamy taki sam zbiór nudnych, nadętych i pospolitych haseł, jak u 90 procent tych, co marzą o prezydenckim stołku. Nie ma nic uwodzącego w tym, że prezydent chce „wsłuchiwać sie w głosy mieszkańców”, że chce być „prezydentem dostępnym”, „że stawia na rowery” czy chce zrównoważonego transportu. Makowski nie kupi tym wyborców, podobnie jak nie kupi atakiem na Krupę. Ten sam błąd popełnia PO, punktując PiS ale nie proponując wiele w zamian. Makowski wygłasza swoje pomysły z ogniem w oczach. Ale wyborca chce dat, konkretów i zobowiązań. 

Marcin Krupa miał najtrudniejszą sytuację. I rzecz jasna, nie piszę tego, bo mi Krupy żal. Piszę, bo warto pamiętać, że urzędujący prezydent jest jak zwierzyna łowna w szczycie sezonu. Wszyscy na niego polują. Ciekawe, że Krupa w tej debacie był mało ofensywny. Może wychodzi z założenia, że urzędującemu prezydentowi wolno mniej. Ale to czas wyborów. I albo teraz ruszy do ataku, albo będzie miał ciężkie dwa tygodnie i potwornie nerwowy wieczór po drugiej turze. 

Krupa nie wykorzystał tego, co widać gołym okiem. Katowice to piękne, fajne, nowoczesne miasto. Mamy się czym chwalić. Katowice kwitną. Mówią o nas w całej Polsce, zazdroszczą tej rewolucyjnej zmiany (posłuchajcie, co mówił o nas w ostatniej debacie Bronisław Komorowski). Tymczasem prezydent Katowic dał się zapędzić w narożnik, w którym musiał się tłumaczyć, że nigdy nie chciał sprzedawać szpitala w Murckach. To świadczyło o braku pewności siebie, bo atakujący Makowski (jeśli zna sprawę), wie doskonale, że Murcki miały być rehabilitacyjnym oraz (w nagłych przypadkach) ambulatoryjnym zapleczem szpitala klinicznego w Ochojcu. Oddalonego od Murcek ledwie o 3 kilometry! To był znakomity pomysł na połączenie tych dwóch placówek i uratowanie wielu miejsc pracy. Trzeba było bronić tej wizji, a nie wypytywać Makowskiego czy zna program naprawczy. 

Marcin Krupa też zanotował wzrost w najnowszym sondażu. Jego notowania powędrowały o 3 punkty w górę. Nadal stawiam, że wygra (jeśli już bawimy się w obstawianie) i będzie prezydentem przez najbliższe 5 lat. Ale musi się wziąć ostro do pracy. I pokazać, że nowoczesnych Katowic nie buduje się tylko zza biurka, ale buduje się je dla mieszkańców i razem z nimi. Czas pomyśleć o nowej, bardziej ofensywnej strategii. 

Druga tura - a wszystko wskazuje, że do niej dojdzie - zapowiada się arcyciekawie. 

Czytaj więcej