Komentarz

Durczok: Czego Gowin i Kukiz nauczyli się od Szekspira?

W każdym cyrku salto mortale bez zabezpieczenia wykonują najlepsi. Żeby robić wolty Kaczyńskiego, potrzebujecie jeszcze trochę treningu

To był jeden z najgorętszych tygodni tego lata. Po prawdzie, także lat ostatnich. I to mimo październikowych chłodów nad Bałtykiem. Już na sam koniec awantury z wetem, kiedy Prezydent marzył o chwili spokoju, a Prezes w spokoju obmyślał zemstę, na scenę wkroczyli harcownicy. I się zagotowało. Trudno, żeby było inaczej. Bo jak ktoś zechce zamienić politykę w cyrk, to go nikt nie powstrzyma. W poniższej historii pomijam harcowników niższego szczebla. Pozostają tylko ci, od których coś zależy. Uwaga, kurtyna!

Na arenę wchodzi Paweł Kukiz. Pada dramatyczne: "oszaleliście?!". Dalej tłumaczenia tyleż zabawne, co niewiarygodne: "mam stanąć obok Platformy, cyników których marzeniem są uliczne zamieszki dające im szansę na powrót do władzy?" – pyta muzyk. 

Tłum melodii nie podchwytuje, bo to nie koncert, tylko starcie o polską demokrację. A Kukiz w ten spór wchodzi tak późno, że naturalnym byłoby pytanie: "a Pan tu w jakiej sprawie?". Role rozdane, widownia w komplecie, więc statystów nam nie potrzeba. Polityka to także sztuka bycia we właściwym czasie i właściwym miejscu. Paweł Kukiz tego wyczucia nie miał, nie po raz pierwszy zresztą, i pozostaje pytanie, czy był to brak doświadczenia, czy czekanie, skąd wiatr zawieje. Być może zresztą obydwa czynniki naraz. Ale oto znienacka przychodzi kolejna zmiana kursu. I tym razem wyborcy mogą się czuć naprawdę jak w wesołym miasteczku. Oto Kukiz do ministra Błaszczaka, nazywającego demonstrantów „spacerowiczami”: 

„Jasne, Panie Ministrze… Jakieś 90 proc. uczestników to wycieczki szkolne, japońscy turyści i Koła Gospodyń Wiejskich zwiedzających Warszawę” – pisze lider Kukiz’15. 

O co chodzi? Nie wiem. Nikt nie wie. I nie wiadomo, czy wie sam Kukiz. Wszystko zdaje się jednak potwierdzać prognozę, że do końca kadencji z ponad 30 osobowego klubu zostanie tylko garstka. 

Teraz zmiana scenografii i na arenie Jarosław Gowin. Najpierw nie wie o co chodzi, potem mówi, że Sąd Najwyższy go nie interesował, bo miał na głowie sprawy rodzinne, w końcu głosuje karnie za zamachem na wymiar sprawiedliwości. Wreszcie zaczyna się tłumaczyć. No i mamy armagedon.  

„Głosowałem z całą odpowiedzialnością za tą ustawą, bo gdybym zagłosował przeciw albo wstrzymał się, oznaczałoby to koniec koalicji. Głosując za, miałem pełne przekonanie, że nie wejdzie w życie, że nie otrzyma podpisu prezydenta” - mówi w Radiowej Trójce. Czyli za, a nawet przeciw. 

Polityka pełna jest trudnych wyborów - przyznaje Gowin. Tak, panie ministrze. Jest. A najważniejszy z tych wyborów sprowadza się do szekspirowskiego „być albo nie być”. Pan chce być. Tak bardzo, że łamanie konstytucji jest Panu obojętne. Trochę szkoda, bo był Pan dowodem, że w towarzystwie pisowskich radykałów jest miejsce na zdrowy rozsądek. Pan postanowił jednak pójść drogą wczesnego PSL i na pytanie kto wygra wybory, odpowiadać: "jak to kto? Nasz przyszły koalicjant!". Gowin i jego partia, to dziś dowód na to, że rola „obrotowego” wciąż jest u nas atrakcyjna. I do wzięcia.

Wydaje się, że i Kukiz, i Gowin zapatrzyli się na mistrza politycznego kuglarstwa, Jarosława Kaczyńskiego. Panowie! Przy całym szacunku - nie ta liga. W każdym cyrku salto mortale bez zabezpieczenia wykonują najlepsi. Żeby robić wolty Kaczyńskiego, potrzebujecie jeszcze trochę treningu. Inaczej źle się to skończy. 

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Europejski Kongres MŚP