News

Durczok: Crash test pani premier

Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo zaczynają temu bezpieczeństwu zagrażać.

Wypadek w Oświęcimiu jest trzecim głośnym zdarzeniem, po dachowaniu prezydenckiego BMW i karambolu kolumny aut wiozących Antoniego Macierewicza. Teraz limuzyna z Beatą Szydło ląduje na drzewie, bo z boku pod koła audi pani premier wyjeżdża cywilne autko. Przypadek? Pech? Zbieg okoliczności? Nie. Tu nie ma przypadku. Tu jest ciąg przyczyn prowadzących do sytuacji, w której my wszyscy, zwykli użytkownicy dróg, mamy prawo się bać. Bo nikt nie wie, kto będzie następną ofiarą pędzącej na kogutach kolumny z VIPem na pokładzie.

Nie chcę mędrkować i przesądzać, kto zawinił w Oświęcimiu. Ale mam prawo sądzić, że trzeci tak poważny wypadek, przypadkiem nie jest.

Po mojemu mszczą się dwie rzeczy. Nacisk i presja polityków na oficerów BOR, prezentowana przez tę ekipę, jest większa niż poprzednie. Przyznają to po cichu sami BORowcy, słychać to w aroganckich wypowiedziach polityków, widać w filozofii, wedle której władzy wolno więcej. Na drodze też.

CZYTAJ KONIECZNIE: Szef BOR: Zwolniono najlepszych, teraz mamy efekty

Ale jest i inny powód. Istotniejszy. Jeśli ze służby są wyrzucani (albo sami wolą odejść) najbardziej doświadczeni oficerowie, tacy, którzy mogliby szkolić tych młodszych, to wiadomo, że do służby trafiają ludzie gorzej wykształceni. Byli szefowie BOR jasno mówią, że takiej rąbanki kadrowej w służbie nie było od lat. To co się dziwić, że albo ludzie odpowiedzialni za przygotowanie, albo ci z liniówki, albo wreszcie logistyka, nie pracują tak, jak powinni. Polityka wycinania starych i zastępowania ich młodymi musi się mścić. I właśnie się zemściła, stara oponą w prezydenckiej limuzynie, błędami kolumny z szefem MON czy wreszcie bliskim spotkaniem pani premier z oświęcimskim drzewem.

Czy ktoś sobie wyobraża, że legendarna Bestia, Cadillac wiozący Baracka Obamę albo Donalda Trumpa zderza się z malutkim Fordem, który rusza wprost pod jego koła z podporządkowanej? To się we łbie nie mieści, bo kiedy jedzie Prezydent Stanów Zjednoczonych, ruch zamiera na wszystkich sąsiednich ulicach.

CZYTAJ TAKŻE: Budka: Kierowca seicento nie przyznał się do winy

U nas oczywiście jest inaczej. Albo pędzi się, kiedy sytuacja tego nie wymaga, albo nie zabezpiecza ulic, kiedy błyskawiczne przewiezienie VIPa jest faktycznie niezbędne. Bo my wiemy lepiej. Przed, w trakcie i po szkodzie.

Ludzi można tylko przestrzec. Kiedy zobaczycie migające, niebiesko - czerwone stroby, uciekajcie jak najdalej. Bo wszystko może się zdarzyć.

Wypadek premier Szydło w Oświęcimiu - zdjęcia z miejsca zdarzenia:

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Kultura