Czytasz: Durczok: COP24 czyli polski szczyt hipokryzji

Durczok: COP24 czyli polski szczyt hipokryzji

PiS uznał, że drażnienie górników w roku wyborczym to głupota. Że węgla mamy na 200 lat więc jeszcze ich prawnuki mają pewną robotę na grubie. Czyli postanowili dalej robić górników w ciula.

Nie bardzo interesują mnie ustalenia końcowe szczytu klimatycznego w Katowicach. COP 24 nie był żadnym przełomem, podobnie jak poprzednie, huczniej obwieszczane szczytowe dokumenty, choćby z Paryża. Pisałem o tym pierwszego dnia szczytu. 

Najlepszym podsumowaniem tego pustosłowia i udawanej troski rządów, niech będzie ten filmik. Nagrałem go wczoraj, po 21, w jednym ze śląskich miast. Oto, czym oddychamy. 

 

To jest prawdziwy dramat i żaden samorząd nie da sobie z nim rady. Rzecz bowiem nie w doraźnych strzałach (choć miejscowa straż miejska, zgodnie z zasadą „zakapuj sąsiada”, została powiadomiona). Istota problemu jest poważna, długofalowa polityka całego państwa. Taka, która postawi na czystą energię a nie szarobury syf z komina, którym trujemy się każdego dnia. 

Kłopot w tym, że nasz rząd idzie w tej kwestii najgorszą z możliwych dróg. I to nie tylko rząd PiS, podobną trucizną oddychaliśmy za PO i wszystkich poprzednich ekip. Ale prezydent Duda i premier Morawiecki, podczas największej klimatycznej imprezy na świecie, wskazali precyzyjnie, gdzie mają ekologię. 

COP24 okazał się dla Polski szczytem wizerunkowej katastrofy. Wszystko było dla PiS ważniejsze. A to ściema ze schowanie posłanki Pawłowicz, która, jako miłośniczka brukselskiej szmaty, wyraźnie kontrastuje z nowym hokus-pokus Kaczyńskiego, czyli z udawaną miłością do UE. Ważniejsze były jasełka, urządzone w sejmie, przy okazji nikomu niepotrzebnego głosowania nad wotum zaufania dla Morawieckiego. Ważniejsze okazało się robienie z ludzi idiotów, strasząc przez 3 miesiące podwyżkami prądu, by na scenę mógł wejść pan premier i powiedzieć, że żadnych podwyżek nie będzie. To zresztą był hit roku! 

Panie Premierze! Pan tym numerem z cenami prądu przebił słynnego wieloryba Lolka. Jak ktoś nie pamięta, to chętnie przypomnę. Startujący kilkanaście lat temu dziennik Fakt, wymyślił dla hecy, że do Wisły, wprost z Zatoki Gdańskiej, wpłynął zabłąkany wieloryb. Ochrzczony został Lolkiem. Fakt relacjonował każdy dzień podróży. Były fotomontaże i statyści, witający Lolka na nabrzeżu w Warszawie. Ale nie to była kulminacja tej hecy.  Otóż Lolek, jak już „dopłynął” do Warszawy, następnego dnia rozpłynął się w niebycie. Nic. Ani słowa. Po prostu temat się skończył. Fakt napisał o jeziorze pełnym wódki, potem o chomiku z kamerą na głowie a potem zabrał się za jeszcze inny jajcarski temat. Lolek przestał istnieć, z dnia na dzień. Z podwyżkami prądu i premierem Morawieckim było tak samo. Szef rządu, po wielomiesięcznej burzy, po troskach i obawach w polskich domach, po prostu wyszedł, powiedział, że podwyżek nie będzie i temat zniknął. Mistrzostwo świata. 

Przeczytaj równieżGdzie te zyski z COP24?

Najmniejsze pretensje mam do Katowic, że nie wykorzystały wizerunkowej szansy pokazania światu, jak się zmieniły, jak mało w nich węgla, jak dużo zieleni. Tak, to, że ktoś w centrum miasta wysypał tonę węgla pod piwnicznym okienkiem a zdjęcie obiegło pół Europy, to wpadka. Orkiestra górnicza i stoisko z węgla to brak wyobraźni. Żal, prawda. Można było sprawniej, mądrzej, efektowniej. Ale prawdziwy problem leży gdzie indziej. 

Nie przestaniemy być truci jeśli nie będzie wielkiej, spójnej, prawdziwej polityki antysmogowej, ograniczającej emisję CO2, stawiającej na odnawialne źrodła energii. 

Mogliśmy się prezentować jako region wyrosły na węglu i stali. To kawał naszej historii, mamy prawo być z niej dumni. Ale mieliśmy OBOWIĄZEK pokazania tuż obok, co z tym chcemy zrobić. Jak wyjść z węglowego podziemia i jak stać się regionem czystym, ekologicznym. Jaka jest droga, którą już przeszliśmy (bo zrobiliśmy niemało, ledwie 15 lat temu w górnictwie pracował 4 razy więcej ludzi niż dziś!). A jakie plany.

Ale miłościwie nam panujący PiS uznał, że drażnienie górników w roku wyborczym to głupota. Że trzeba ich wbijać w przekonanie, że skoro węgla mamy na 200 lat, to jeszcze ich prawnuki mają pewną robotę na grubie. Czyli postanowili dalej robić górników w ciula. Brawo. Oto odwaga połączona z wyobraźnią. 

Od węgla odejdziemy. Nie od razu, rok 2035 jako data całkowitej rezygnacji z węgla w Polsce, mogła powstać tylko w głowie takiego marzyciela jak Robert Biedroń. Nie odejdziemy, bo w 16 lat nie da się przestawić całego bilansu energetycznego z węgla na… NO właśnie panowie, na co? Czy wy w ogóle wiecie, dokąd zmierzacie?

Czy może macie takie pojęcie o energii w Polsce, jak miała Ewa Kopacz, której rząd nie był w stanie nawet ogłosić na czym opiera się bilans energetyczny wtedy, w 2014 roku, podczas górniczej rewolty między innymi w Brzeszczach, rodzinnej gminie Beaty Szydło. Następcy PO też nie mają pojęcia. i to jest nasz prawdziwy dramat. I dlatego będziemy się truli syfem lecącym z kominów jeszcze bardzo długo. Dlatego następny COP24 można zorganizować w Rudzie Śląskiej, Bytomiu albo krystalicznie czystej Puszczy Białowieskiej. Nie ma to żadnego znaczenia. 

Do tego, żeby przestać nas zabijać, trzeba autentycznego wysiłku, zaciśnięcia zębów i mówienia prawd niepopularnych. A przede wszystkim woli, prawa i pieniędzy. Ta ekipa nie ma na to najmniejszej ochoty. Ma na głowie afery, łapówkarzy we własnych szeregach, ciemnie machloje i obrażanie wszystkich wokół. No to nic dziwnego, że szczyt klimatyczny jest dla nich odfajkowanym kłopotem, kolejnym na długiej liście trosk. 

I wiecie co wam powiem? Że mam poważne obawy, czy ci co przyjdą po PiS, będą mieli na ten energetyczny dramat jakąkolwiek receptę. Czekam. Wy też czekajcie. I pytajcie Platformę, czy prócz rozliczenia PiS, ma pomysł, jak przenieść takie obrazki do historii. 

Czytaj więcej