Czytasz: Durczok: Co się z Panem stało, Panie Cz?

Durczok: Co się z Panem stało, Panie Cz?

Włodzimierz Czarzasty, z numeru 11 albo 15 w hierarchii, wchodzi na sam szczyt partyjnej wierchuszki. Zostaje szefem SLD. I zaczyna się odlot.

Jest 6 rano, marzec 2007. Włodzimierz Czarzasty, razem z rodziną, leży na podłodze swojego warszawskiego mieszkania. W jego głowę wycelowany jest pistolet maszynowy. To nie bandyci wpadają do niego o świcie. To nalot służb specjalnych, zatwierdzony przez prokuraturę. Tak, tę samą prokuraturę, której szefuje dzisiejszy minister sprawiedliwości i prokurator generalny, Zbigniew Ziobro. 

Czarzasty - były sekretarz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, kierujący stowarzyszeniem „Ordynacka”, dziś szef SLD - dramatycznym głosem opowiada, jak do trzech domów - jego, jego syna i jego córki wchodzą antyterroryści. W sumie 60 osób. Czarzasty, leży na podłodze i nie wolno mu się ruszyć. "Próbowano przeszukać mieszkania, ale nie za bardzo się do tego przykładano. Nikogo nie wylegitymowano poza mną, chociaż szukano przecież bandyty" - podkreśla w licznych wywiadach dla mediów - „otworzono mój dom pistoletem maszynowym" - dodaje z przejęciem w TVN24.

Mija 11 lat. Włodzimierz Czarzasty, inteligentny, bystry gracz, wszechwładny sekretarz KRRiTV, stający na czele rozpadającego się i przeżywającego potężny kryzys SLD, nagle dostaje porcję nowej energii. Jeden, po nim drugi, wreszcie kolejny sondaże pokazują, że lewica już nie szoruje po dnie. Co prawda wciąż jest płotką, wciąż płetwami grzebie bagienny muł, ale płynie. 

Dramatyczne wyznania sprzed 10 lat idą w zapomnienie. PiS nie jest już partią, która (cytat) skłóca i straszy ludzi, by się bali. Bo jak się boją, to szukają mocnej władzy. Nie jest już zagrożeniem demokracji. Kaczyński nie prze ku dyktaturze.  Ziobro nie jest już obiektem kpin Czarzastego, zeznającego ze swadą przed komisją śledczą d/s Rywina. I robiącego z większości jej członków kompletnych idiotów. 

Włodzimierz Czarzasty, z wiecznego numeru 11 albo 15 w hierarchii, wchodzi na sam szczyt  partyjnej wierchuszki. Zostaje szefem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To nic, że z partii, która wydała świetnego prezydenta i wprowadzała nas do Unii Europejskiej, zostaje powiatowa wydmuszka. To nic, że te sondaże, patykiem na wodzie pisane, każdy poważny szef partii wyrzuciłby do kosza. Dla Czarzastego i jego świty zaczyna się marsz do władzy. Być może po to, żeby zobaczyć, przygniecionego ciężkim, żołnierskim butem do podłogi, swojego największego, politycznego wroga.

Nalot służb z marca 2007 przestaje się liczyć. Idzie  w niepamięć. Ach, jak łatwo przy okazji okazać wielkoduszność. Chodzi o Polskę, mówi szef SLD, chodzi o zmianę kraju, który toczony śmiertelną chorobą lenistwa i niemożności, wreszcie ma szanse na zmianę. 

A tak naprawdę, Panie Włodzimierzu - przepraszam za ten kolokwializm, ale znam Pana 20 lat, darzyłem sporym uznaniem - chodzi o to, żeby się dorwać do władzy. Bo to ostatnia szansa, zanim się resztki struktur rozejdą po innych partiach albo do reszty oleją politykę. 

Pytanie mam. Co się wydarzyło przez tych długich 11 lat, od czasu kiedy leżał Pan na podłodze pod pisowskim butem. Co pozwala Panu mówić dziś, że głównym zagrożeniem dla Polski jest głupota Platformy i prymitywizm Nowoczesnej. Dlaczego, zamiast mówić o łamaniu konstytucji, harcuje Pan w studiu, grożąc tym, że da Pan w pysk posłowi PiS. Co pozwala Panu stawiać takie tezy, jak ta w Łodzi: opozycja jest do pełnego zjednoczenia "za głupia", za bardzo zapatrzona w siebie, za bardzo arogancka, za bardzo lubiąca oglądać swoje twarzyczki w telewizji i słuchać swojego głosiku w radiu. Mogę być kontrowersyjny, ale nikt nie powie, że jestem głupi - dodaje Pan skromnie o sobie.

Śmiała teza. Są tacy, którzy mówią, że jest Pan ultra głupi, walcząc w castingu o rolę przystawki i wiedząc, że za kilka miesięcy Ziobro Pana wsadzi. Nie obrażam Pana, przytaczam autentyczne głosy z Bielska, Katowic, Sosnowca i innych miast mojego regionu.

I wreszcie istota sprawy, bo ze Śląska słyszę głosy, które uprawniają  mnie do opinii, że nic się w SLD nie  zmieniło od czasu afery starachowickiej i rządów baronów. Dlaczego pozwala Pan lokalnym działaczom rozpowiadać, że pójdziecie tam, gdzie dadzą więcej. Dlaczego (bardzo problematyczne, niepewne, patykiem na wodzie pisane) 3-4 głosy w sejmiku, traktuje Pan jak kartę przetargową. Kto da więcej, temu się oddamy. Analogie nasuwają się same, a ja Pana zbyt cenię, by kuszony publicystyczną swadą, rozwijać te porównania. 

Pański największy błąd, Panie Przewodniczący, polega jednak na czymś innym.  I to nawet nie na dzieleniu skóry na niedźwiedziu. Pan się pozbywa ludzi, którzy o samorządach wiedzą wszystko. Pan i ja wiemy, kogo wyciął Pan z list wyborczych na Śląsku, Podbeskidziu, Zagłębiu. Jestem za odmładzaniem partii. Jestem przeciw bezsensownej zemście. Myślę, że Pan też. Inaczej krzyczałby Pan od rana do nocy, jak strasznym przeżyciem jest bezpodstawny atak służb na zwykłego obywatela. Wjazd „czarnych” do domu. O 6 rano. 

Ale władza zaślepia. Pan już widzi siebie w na tej fusze wicepremiera. Pan widzi te dwa ministerstwa, które PiS (obolały i potłuczony ale wciąż silny po następnych wyborach), rzuca Panu jak ochłap. Jak ministerstwo rolnictwa Lepperowi. Pamięta Pan co było dalej?

I wreszcie jedno jeszcze, krótkie odświeżenie pamięci. 

Jest rok 2007, kwiecień. Samobójstwo popełnia, zatrzymywana we własnym domu, Barbara Blida. Ikona Śląska, dobrej roboty i tego, że honor i słowo najważniejsze. Mówi Pan tak, w 10 rocznice Jej śmierci: 

Za śmierć Barbary Blidy, Jarosławie Kaczyński, Zbigniewie Ziobro, dorwiemy was. Wcześniej czy później, dorwiemy was.

Czekam na choćby jeden gest, słowo, jasne zapewnienie: Jarosławie Kaczyński, Zbigniewie Ziobro - niedoczekanie wasze, żebyśmy kiedykolwiek weszli z wami w jakąkolwiek koalicję. Ani w śląskim sejmiku, bo stąd 4 kilometry do grobu Blidy, ani w kraju, bo z tego ustroju który wprowadzacie, do normalności i demokracji są lata świetlne. 

Powiem wtedy, że jest Pan gość z jajami. Choć może to Pana kompletnie nie interesować.