Czytasz: Durczok: Chcę o tramwaju a nie o mordobiciu PO z PiS

Durczok: Chcę o tramwaju a nie o mordobiciu PO z PiS

Homoseksualiści, feministki, szczepionkowcy i antyszczepionkowcy. Kłamstwa Morawieckiego. Wszystko jest ważne, tylko nie tramwaj z Bażantowa albo katowickie pustostany.

Wielki sukces PiS polega na umiejętności narzucania tematów. Bez cienia ironii, bez najmniejszych wątpliwości, mówię jasno: debata publiczna w Polsce toczy się pod dyktando Kaczyńskiego. I dzieje się tak nie tylko od czasu, kiedy rządzą. To ich nadzwyczajna zdolność. Była z PiS nawet wtedy, kiedy każdy sondaż przynosił im potworne baty, a Migalski pisał do Prezesa: z panem nie wygramy, bez pana nie przetrwamy. Mają to cholerne „coś”, co powoduje, że choć wszyscy wiedzieli (albo czuli), że żadnego spisku ruskich i zamachu w Smoleńsku nie było, to gapili się jak w ekran, jak w program z  Kaszpirowskim, kiedy Macierewicz, z obłędem w oczach, bredził o 3 ofiarach które przeżyły katastrofę albo kiedy odlatywał, cedząc idiotyzmy o „obezwładnieniu” tupolewa 7 metrów nad ziemią. I nie była to gadka „wujcia wariatuńcia”, rodzaj sejmowego kabaretu. Bo ten jad, sączony przez lata, wyżarł niektórym mózgi do tego stopnia, że zaczęli mówić, iż w w kwestii smoleńskiej „coś jest na rzeczy”. A sondaże pokazywały, że grono omotanych, rośnie zdumiewająco szybko. 

Pisowscy zaklinacze wężów nadal mają się świetnie. Premier mojego kraju, facet z milionami na koncie, bankster (jak o nim trafnie mówi PO), dziś udający pierwszego obrońcę słabych i biednych, kłamiący, że wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej, choć robił tam wtedy raczej za gońca, nie mający nawet odwagi, by osobiście przeprosić za te łgarstwa, od dwóch dni uchodzi za ofiarę mafii vatowskiej! Ględził jak najęty, kreując się na kumpla Bieleckiego i Arabskiego, pomlaskując przy polędwiczkach, popisywał się przemyśleniami, jak to Polak powinien pracować za miskę ryżu. Albo  jak fantastyczny jest liberalizm i jego liderzy, tacy jak Angela Merkel. To, co prezes banku, Mateusz Morawiecki, mówił w eksluzywnych warszawskich knajpach, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, to atak mafii vatowskiej. I zamiast rechotu od Tatr po Bałtyk, zamiast próby wyjaśnienia, czy Morawiecki kupował na podstawione osoby atrakcyjne nieruchomości - słychać znajome oburzenie - to atak na polski rząd! Ta umiejetność narzucania tonu - najbardziej nawet głupiego czy obrażającego swoim prymitywnym kombinatorstwem, znowu działa. Bo lud pisowski, już głosi te bzdury jak słuszne i własne. 

Za dwa tygodnie wybory samorządowe. Udało się to, co wieszczyłem dwa miesiące temu. Duża część debaty wyborczej to nie zrównoważony transport, mieszkania komunalne, centra przesiadkowe czy miejski rower. To VAT, mafia, złodzieje, taśmy obłudy i kłamstwa oraz inne duperele, które w tych wyborach, w ogóle nie powinny nas obchodzić. Jeśli już starcie wyborcze schodzi - jak w Bytomiu - na kwestie lokalne - to i tak toczy się na oskarżeniach, taśmach, hakach i mafii. Tym razem śmieciowej. Bądź tu mądry i wybieraj między ofertami…

Wczoraj po południu spacerowałem po południowych dzielnicach Katowic, z Piotrem Uszokiem. Legendarny już, były prezydent Katowic, opowiadał miedzy innymi, jak udała mu się rzecz niezwykła - ucieczka od tych wszystkich partyjnych pokuszeń, ofert, zaproszeń, gróźb i koalicji za albo przeciw niemu. Każdemu przyszłemu prezydentowi, w Katowicach i w każdym innym mieście, życzę ułamka tych zdolności, które pozwoliły Uszokowi budować nowe Katowice. Te, z których możemy być dumni każdego dnia. Niezależnie od tego, ile razy klniemy w korkach, jadąc z Kostuchny czy Podlesia do centrum. I ile jest jeszcze do zrobienia. Bo samorząd, niezależny od szantaży czy gróźb rządu, to wartość nadzwyczajna.

W najbliższą niedzielę, w katowickim teatrze Korez, organizujemy debatę ze wszystkimi poważnymi, liczącymi się kandydatami na urząd prezydenta. Daję słowo, że nie nie pozwolę nawet na 10 sekund politycznego pitolenia o Kaczyńskim czy Macierewiczu. Chyba, że ktoś jasno wykaże, że poparcie Kaczyńskiego dla Krupy albo Schetyny czy Tuska dla Makowskiego, oznacza, że będą oni odbierali rozkazy z partyjnej centrali. I zamiast naszych Katowic, będziemy mieli Katowice peowskie albo pisowskie. Jeśli debaty będą się toczyć w innych miastach, mocno namawiam prowadzących, żeby zastosowali podobny wariant. Inaczej damy się omotać paru politycznym cwaniaczkom, którzy marzą o tym, żeby rządziły nami emocje a nie racji. Tak po ludzku - żebyśmy się dzielili, kłócili i nienawidzili, a nie spierali o to co dobre dla naszego najbliższego środowiska. O 18 w Teatrze Krez, na Placu Sejmu Śląskiego, starcie wielkiej czwórki. Tych, którzy realnie zawalczą o Katowice. Zapraszam już teraz. NIE DAJMY IM UKRAŚĆ SAMORZĄDU.