Czytasz: Ewa Waliczek: "Nie jestem tutaj, żeby kogoś denerwować"

Ewa Waliczek: "Nie jestem tutaj, żeby kogoś denerwować"

11:17
Marzyła o pracy w samorządzie. Została komisarzem. Jak z księgowej zostaje się burmistrzem?
Skrót rozmowy z Ewa Waliczek, pełniącą obowiązki burmistrza Sośnicowic

Ewa Waliczek została komisarzem w Sośnicowicach w kontrowersyjnych okolicznościach. Jej nominacja oburzyła większość radnych gminy i mieszkańców. Liczyli na przedterminowe wybory, a mają panią komisarz. Żonę kolegi wojewody. O jej nominację zapytaliśmy Jarosława Wieczorka. Zapewnia, że to kompetentna osoba. Jakie spełnia wymogi? W ustawie nie ma żadnych. Rekomendacja od wojewody wystarczyła, żeby przekonać premiera Morawieckiego. Nie nas.


Odwiedziliśmy nową panią komisarz dwa tygodnie po objęciu przez nią obowiązków burmistrza Sośnicowic. Wydaje się niezwykle skromną osobą. Czy kompetentną do zarządzania miastem tworzącego Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię? Czy stała się elementem politycznej rozgrywki? Co przekonało premiera Morawieckiego do powierzenia jej obowiązków burmistrza Sośnicowic?


Michał J. Cieśla: To pytanie nurtuje dziś nie tylko mieszkańców Sośnicowic. Jak z pracownicy banku zostaje się burmistrzem?

Ewa Waliczek: Trzeba być zaangażowanym, przede wszystkim, tak myślę, w życie danej społeczności. Dla mnie gmina zawsze była bliska. tutaj mieszkam, tutaj moje dzieci chodzą do szkoły. Te problemy ludzi również są moimi problemami. Ważne jest, żeby czuć to samo. Dlatego moje zaangażowanie w pewne problemy poskutkowały tym, że jestem teraz tutaj. Nie ukrywam, że zawsze jakoś ta gmina przeplatała się przez moje życie.

Przeplatała się przez pani życie, ale pani nie angażowała się w sprawy samorządu, nie startowała pani w wyborach do Rady Gminy. Wżeniła się pani w rodzinę, która ma głębokie korzenie samorządowe...

Tak, to prawda. Moja teściowa była sołtysem Kozłowa. Teraz jest radną w naszej gminie. Jednak jeszcze zanim poznałam mojego męża, to uczestniczyłam w takich działaniach, ale zupełnie charytatywnie. To była przede wszystkim pomoc w nauce. Teraz takim głównym zadaniem, w którym przyszło mi współpracować z radnymi, to był zeszły rok. To była taka misja dotycząca przedszkolaków i miejsca w przedszkolach, żeby trzylatki mogły się dostać do przedszkola miejskiego. Teraz są trzy, ale wcześniej były tylko dwa przedszkola, które były otwarte dłużej. Jedno w Sośnicowicach do 17:00, drugie w Sierakowicach do 16:30…

Pani burmistrz, przedszkolaki, to nie jedyni mieszkańcy Sośnicowic. Kiedy wojewodę zapytałem o pani kompetencje, niestety odpowiedział, że w ustawie nie są zapisane żadne wymagania i nie chwali pani w żaden sposób. Czym może się pani sama pochwalić? Jakie dotychczas kierownicze stanowisko, albo jakie ma pani doświadczenie w zarządzaniu ludźmi? Jednak funkcja burmistrza to dosyć odpowiedzialne stanowisko.

Tak owszem, nie zaprzeczę. Nie zapominajmy tego, że na sam Urząd w Sośnicowicach składa się wielu pracowników, którzy są fachowcami. Oni służą radą, oni przygotowują pewne rzeczy. Są to naprawdę dobrzy ludzie, którzy mają nie dość, że wiedzę, to i doświadczenie. Ja opieram się na tych moich pracownikach, którzy chcą ze mną współpracować. Myślę, że te zadania, jeśli będziemy razem wspólnie z radą wykonywać wszystko pójdzie w dobrym kierunku. taki mam apel o to, żeby ta współpraca układała się jak najlepiej, a nie skupiać się na tym, co ciągle nas od tej pracy odciąga… najczęściej właśnie media

Wie pani, gdyby pani wystartowała w wyborach samorządowych, została wybrana, miałaby pani mandat mieszkańców, to nikt by nie sprawdzał pani kompetencji. Tymczasem została pani mianowana przez samego premiera. Jak premier Morawiecki dowiedział się, że to właśnie pani powinna zarządzać tą gminą?

Ja niestety nie znam tej odpowiedzi. To pytanie już do kogoś innego…

Ja odpowiem częściowo. To za sprawą wojewody Jarosława Wieczorka, który tak naprawdę nie do końca wyjaśnił, w jaki sposób dowiedział się o pani? Jednocześnie głośne są plotki, że zna panią, bo jest pani żoną jego znajomego ze szkolnych lat. Jeden z mieszkańców powiedział mi, że to pani mąż dostał propozycję zostania burmistrzem, ale się nie zgodził, a pani ją przyjęła…

Takie informacje, które krążą w naszej gminie, to są dociekania mieszkańców, którzy tworzą taką historię. Mówimy o znajomym, o koledze. Te określenia się przewijają. Mój mąż chodził do technikum łączności, tak jak wojewoda Wieczorek. Stąd całe zamieszanie właściwie o to, że razem chodzili do tej szkoły. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że to było wiele lat temu. Ich drogi potoczyły się zupełnie inaczej. Każdy jest kimś innym. Każdy ma inną pracę i nie rozumiem do końca tego toku myślenia.

Takie pytania zawsze bedą się pojawiać w sytuacji, w której jest pani mianowana, a nie wybierana. Ma pani okazję, żeby powiedzieć: „no tak znają się z dawnych lat”, „znam wojewodę też prywatnie, ale nie z tego powodu zostałam wybrana". "Znam problemy tej gminy, są przedszkolaki, inni mieszkańcy…”

Każde moje słowo, które wypowiem, jeśli ktoś będzie się doszukiwał jakichś złych rzeczy, to jeśli powiem, że to jest znajomy, to powie „Aaa… tak znajomy…” Jeśli powiem, że kolega - „Aaa… kolega…” Właściwie nie wiem jakiego mam użyć słowa? Znają się po prostu ze szkoły.

Ja to rozumiem. Ale przecież może pani podkreślać swoją wizję. To, co chce pani zrobić. Ludzie i tak będą rozmawiać i mówić o tym na swój sposób, niezależnie od tego, co pani zrobi. To można uciąć mówiąc, że to nie ta znajomość jest powodem pani nominacji. Stąd kluczowe moje pytanie - dlaczego to właśnie pani?

Myślę, że również to pytanie nie jest do mnie. Z tego, co wiem, to nie tylko ja byłam…

Zdaje się, że była pani jedynym kandydatem. Znalazłem także taką informację, że aplikowała pani na stanowisko w samym Urzędzie Wojewódzkim. To prawda?

Wie pan, bardzo mi się podobało prawo administracyjne i pisałam również pracę magisterską. Bardzo samorząd ogólnie mnie interesował. Praca w samorządzie, to generalnie było to co bym chciała robić. Natomiast tak się potoczyły moje losy, że zostałam księgową, ale myślę, że to zawsze można połączyć…

Znajomość finansów na pewno tej gminie pomoże. Jesteśmy tu razem w ramach jednej metropolii. Ostatnio został uchwalony przez zarząd i przyjęty przez zgromadzenie Metropolitalny Fundusz Solidarności. Czy wnioskowała pani o jakieś środki na inwestycje w gminie?

Tak, oczywiście. Te inwestycje będą realizowane. Otrzymaliśmy tutaj dwa miliony złotych. Bardzo jestem z tego zadowolona, ponieważ to na pewno poprawi jakość życia i bezpieczeństwo. Te inwestycje dotyczą dróg.

Czyli nie tylko przedszkola…

Nie. Trzeba tutaj patrzeć szeroko…

Mówiła pani o tym, że chciała się pani zaangażować w sprawy samorządu. Wcześniej się to nie udało. Teraz jest pani w znaczącym miejscu, w fotelu burmistrza. Czy wobec tego planuje pani kontynuować przygodę z samorządem w czasie wyborów samorządowych?

Jedyne co teraz zamierzam kontynuować, to budżet, za który mnie mieszkańcy rozliczą. Jeśli chodzi o zaprzątanie sobie głowy wyborami, to tak, owszem zamierzam, żeby nasz urząd przeprowadził je w sposób jak najbardziej poprawny, zgodny z prawem. To będzie również należało do moich kompetencji. Natomiast o samej mojej kandydaturze na razie nie myślę.

Do tego czasu kilka miesięcy. Jaki jest plan? Czy będzie pani kontynuowała idee, które zapoczątkował poprzedni burmistrz? Czy ma pani swoje własne pomysły? Wprowadzi pani swoich ludzi, czy będzie pani bazowała na tych, którzy wciąż są zatrudnieni w urzędzie?

Budżet to jest plan, który ja muszę wykonać i te zadania, które zostały wpisane także muszę wykonać. Jest to budżet bardzo ambitny i trudny. Mam nadzieje, że uda się go wypełnić w 100 proc. i mieszkańcy będą zadowoleni. Jeżeli chodzi o moje nowe pomysły, to jest przede wszystkim to, że chcę, żeby urząd był otwarty na mieszkańca. Moje drzwi, jak i innych urzędników mają być przede wszystkim otwarte na mieszkańca. To jest taki mój priorytet. Jeśli chodzi o inwestycje, to zawsze muszą się na nie znaleźć środki w budżecie. Mimo, że jestem tutaj na tym, jak pan powiedział ważnym krześle, to i tak nie jestem wróżką i pieniędzy z nikąd nie wykombinuję. Mogę mieć pewne plany, które można byłoby zrealizować w przyszłym roku. O rzeczach, których potrzebują mieszkańcy donoszą mi sołtysi i radni. Na tym będzie polegała moja praca. Proszę się nie martwić. Ja tu żadnej rewolucji nie zrobię. Jestem tu, żeby gmina dobrze funkcjonowała, aby do tych wyborów wszystko było w porządku. Nie jestem tutaj, żeby dzielić czy kogoś denerwować. Tylko po to, żeby wszystko było dobrze.

Urząd otwarty na mieszkańca. Można przyjść i porozmawiać z panią burmistrz. To jak zajmie się tą gminą, będziecie mogli ocenić już pod koniec tej kadencji. Dziękuję bardzo. 

Czytaj więcej