Czytasz: Diabelski generał
W piątek, 30 lipca 1893 roku, w rodowym pałacu Strachwitzów von Gross-Zauche und Camminetz w Grosstein (Kamień Śląski) pod Strzelcami Opolskimi, przychodzi na świat syn.

Jak każdy pierwszy męski potomek w tym starym śląskim rodzie, otrzymuje chrześcijańskie imię Hiazinth (Hiacynt, Jacek), nadawane pierworodnym chłopcom, na cześć świętego Jacka Odrowąża. To z tych stron pochodził dominikanin i kaznodzieja, jeden z historycznych patronów Polski. O ile święty Jacek uważany jest za apostoła Słowian, o tyle graf Strachwitz był ich pogromcą. Walczył z nimi w 1921 roku pod Górą Św. Anny, w kampanii wrześniowej w 1939 r., w końcu, jak jego wielki imiennik, ruszył na rosyjski step. Ale nie po to, żeby ewangelizować i nawracać bolszewików, lecz aby zdobywać przestrzeń życiową dla Hitlera. W Polsce, we Francji, pod Stalingradem, Kijowem, Charkowem, na Łotwie i w Estonii.

Silesion.pl przedstawia historię Ślązaka, arystokraty, który walczył na frontach pierwszej i drugiej wojny światowej. Słynny Panzergraf, był jednym z najwybitniejszych dowódców wojsk pancernych w historii. W armii Hitlera dosłużył się generalskich szlifów i Rycerskiego Krzyża Żelaznego z Liśćmi Dębu, Mieczami i Brylantami. Wojenne wyczyny nieposkromionego hrabiego obrosły legendą. Potomkowie rodu żyją dziś poza Śląskiem - w Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Argentynie. Regularnie odwiedzają jednak rodzinne strony. Niedawno na zamku w Kamieniu Śląskim gościła Iwona, córka Pancernego Grafa. W 2002 roku w rodzinnym grobowcu, spoczął jego syn, ostatni Hiacynt w rodzie Strachwitzów. To on zerwał z kilkusetletnią tradycją. Swojemu pierworodnemu dał na imię Hubert. Być może dlatego, że drugą pasją słynnego dziadka, prócz wojny, było polowanie. Von Strachwitz był szczerze oddanym Wielkiej Rzeszy niemieckim nacjonalistą, pogromcą powstańców śląskich spod Góry Św. Anny w 1921.

Dziś, tylko w Silesion. pl, pierwsza, bogato ilustrowana fotografiami z epoki i autorskimi zdjęciami, część opowieści o Diabelskim generale.

POLSKIE KORZENIE

Korzenie rodziny wywodzą się ze Starachowic (Strachowic) pod Wrocławiem, gdzie dziś znajduje się międzynarodowy port lotniczy. Jednym z protoplastów, wymienionym w kronikach z końca XIII wieku, był Woizlaus de Strachowitz, czyli Wojsław Strachwicz lub Strachowicz. Słowiańskie pochodzenie jednego z najstarszych śląskich rodów nie ulega wątpliwości. Także Mikołaj (Nicolaus) Strachwicz używał polskiej wersji nazwiska. Według rodzinnej legendy Strachowicze, zasiedziali na Dolnym Śląsku rycerze, wspierani przez rycerstwo krakowskie, oraz walecznych templariuszy i joannitów, starło się wiosną 1241 roku z mongolskimi hordami, w okolicach Legnicy. Odtąd Wschód, stał się dla tych śląskich rycerzy, wyzwaniem i przekleństwem. 


DZIEDZICTWO ODROWĄŻÓW

Ryj dzika z szablami - herb rodzinny Strachwitzów

Śląscy Odrowążowie wymarli pod koniec XVI w., a dobra kamieńskie przez dziedziczenie i koligacje przechodziły w ręce kolejnych rodów. W 1660 r. ich posiadaczem zostaje Baltazar von Larisch. Po nim Kamień odziedziczył jego syn Baltazar Ludwik. Wdowa po nim, hrabina Magdalena Engelburg-Kotulińska-Kryszkowitz, przekazała majątek swemu synowi Karolowi Ludwikowi Jackowi von Larisch (1751-1779). Ten ożenił się w 1771 r. z hrabiną Zofią von Strachwitz (1779-1799) z Kalinowa. Małżeństwo nie doczekało się potomka. W 1779 r., w wieku 79 lat, zmarł Karol Ludwig von Larisch. Na nim kończy się panowanie rodu Larischów w Kamieniu. Po śmierci prałata Ernesta von Strachwitz, który był również zarządcą i właścicielem dóbr kamieńskich, zamek przeszedł w roku 1808 na własność Hiacynta von Strachwitz (1808-1843).

Zamek w Kamieniu Śląskim około 1860 roku. Grafika ze zbiorów A. Dunckera

Odtąd, aż do końca II wojny światowej, zamek pozostawał w rękach zniemczonego rodu Strachwitzów. 22 stycznia 1945 r. do Kamienia wkroczyły wojska sowieckie. W czasie wojny w zamku funkcjonował wojskowy lazaret. Zimą 1945 roku w Kamieniu pojawili się sowieci. Na ich spotkanie wyszedł zarządca majątku, którego Rosjanie wzięli za hrabiego. Zamek i zabudowania gospodarcze zostały spustoszone i popadły w ruinę. Nie oszczędzono zabytkowej kaplicy słowiańskiego świętego. Przepadły cenne zabytki i pamiątki kultu św. Jacka.

Rodowa posiadłość Strachwitzów w Kamieniu Śląskim

PRYMUS W CESARSKIEJ GWARDII

Cofnijmy się jednak trzydzieści lat wcześniej. U progu I wojny światowej śląskie posiadłości Strachwitzów kwitną. W rękach rodziny jest blisko 20 tysięcy hektarów ziemi ornej, pastwisk i lasów. To jedna z największych ziemskich posiadłości w Europie. Dziedzicem fortuny jest niespełna dwudziestoletni Hiacynt. Gibki, wysportowany, a przy tym niezwykle bystry i odważny. Potomek hrabiowskiego rodu trafia do męskiego gimnazjum w Opolu, gdzie kwateruje na stancji. Następna jest szkoła w Kłodzku (Glatz). Jego ojciec, widzi dla młodego hrabiego przyszłość w armii. Wysyła go do niemieckiej West Point, czyli słynnej Akademii Kadetów Lichterfelde. Awans na porucznika młody hrabia odbiera z rąk cesarza Wilhelma II.

Młodzieniec dołącza do elitarnej Garde du Corps, pancernego pułku Armii Imperialnej w Poczdamie, osobistej gwardii cesarza. Strachwitz jest prymusem. Do tego świetnie trzyma się w siodle i fechtuje szpadą. Gdyby nie wojna, reprezentowałby Niemcy na Igrzyskach Olimpijskich, które miały się odbyć w 1916 r. w Berlinie. Jednak dwa lata wcześniej, w 1914 roku w czasie kampanii francuskiej, pewne wydarzenia zaważy na całej jego późniejszej karierze. W powieści Szczepana Twardocha "Morfina", występuje niejaki Baldur von Strachwitz, który miał utracić genitalia na froncie. Literacka postać nijak ma się do kamieńskiego rodu wojowników, o których wszystko można powiedzieć, ale nie że daliby się wykastrować. I to na polo bitwy!

NA PRZEDPOLACH PARYŻA

W piękne październikowe popołudnie 1914 roku Hiacynt, na czele niewielkiego oddziału pruskiej kawalerii, wyrusza na akcję zwiadowczą poza francuskie linie obronne. Żołnierze zapuszczają się ponad 120 kilometrów za linię frontu. Oczom zwiadowców ukazuje się panorama Paryża. Francuskie oddziały są na tropie intruzów. Cesarscy kawalerzyści porzucają konie i broń i przebierają się w łachmany wieśniaków. Jednak Francuzi nie dają się zwieść. Odkrywają maskaradę, a sam graf z wyroku sądu polowego ma stanąć przed plutonem egzekucyjnym. Cudem unika rozstrzelania. Kajzerowska propaganda przedstawia wyczyn Strachwitza, jako bohaterstwo na polu walki, choć był to jedynie akt młodzieńczej fantazji. Patrol nie był bowiem w stanie przekazać żadnych istotnych informacji o położeniu francuskich wojsk, bo nie miał łączności ze swoimi oddziałami. Hrabia zostaje osadzony w obozie jenieckim w południowo-wschodniej Francji. Wielokrotnie podejmuje próby ucieczki z niewoli. Po kapitulacji kajzerowskich Niemiec, ciężko chory Strachwitz, wraca do domu na Górny Śląsk.

OKRUTNY GRAF POD GÓRĄ ŚW. ANNY

Po wyniszczającej wojnie, upokarzających warunkach pokoju narzuconym przez Francuzów, oraz widmie komunizmu krążącym nad Berlinem, śląskie pogranicze, czyli niemieckie kresy, dla dziedzica rodzinnej fortuny, bynajmniej nie okazały się oazą spokoju. Pierwsze spotkanie z ojcem uświadomiło mu, że rozległe dobra Strachwitzów są poważnie zagrożone. Tuż pod nosem pruskich magnatów wyrósł polski ruch narodowy, a zbuntowani zwolennicy Korfantego mieli dość jaśniepaństwa w ich pysznych pałacach i dworach. Po przegranym głosowaniu nad podziałem Górnego Śląska powstańcy opanowali prawie cały obszar plebiscytowy. Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska de facto stanowiła regularne wojsko, liczące ponad 50 tys. bojowców, w tym około 5 tys. żołnierzy i cywilów z terenów należących od 1918 r. do polskiego państwa i po cichu wspieranych przez rząd w Warszawie. Niemieccy hrabiowie nie zamierzali czekać z założonymi rękami. Na czele oddziałów Selbstschutzu stanęli osobiście potomkowie rodów Hochbergów, von Richthofenów, Magnisów i Strachwitzów.

Hyazinth przyłącza się do organizacji niemieckich oddziałów Freikorpsu. Nie szczędzi środków na ich uzbrojenie. Zdaje sobie sprawę, że los rodziny zależy od tego, w czyich rękach znajdzie się Górny Śląsk. Podczas walk w III powstaniu dowodzi ponad trzystuosobowym batalionem. Determinacja młodego grafa w obronie niemieckiej prowincji, daje o sobie znać, gdy atakując wzgórza położone wzdłuż prawego brzegu Odry, jako pierwszy dowódca niemiecki, pokonuje zgrupowanie powstańców i wdziera się na święte śląskie wzgórze. Szturmujący Annaberg Freikorps SSOS "Strachwitz”, podobnie jak "Von Hülsen" i "Schweidnitz", budzą postrach wśród powstańców. Niemców wspiera bawarski batalion strzelców „Oberland”, który od północy podchodzi pod wzgórze, nacierając na 8 Pszczyński Pułk Piechoty kapitana Rataja. Ten polski oficer, zaprawiony w walkach z bolszewikami pod Lwowem i Stryjem, trafił na Śląsk wiosną 1921 r. do Dowództwa Obrony Plebiscytu, jako ochotnik. Pod jego dowództwem powstańcy dają dowody męstwa i odwagi. Młody Strachwitz nie przebiera w środkach. W boju jest bezwzględny. Wspierany przez ściągniętą aż z Bawarii artylerię, okłada powstańców huraganowym ogniem. Szarżuje na rozbite pozycje. Ale terror i okrucieństwo są wpisane także w strategię dyktatora trzeciego powstania Korfantego. Wróg to wróg, nie ma litości. Ludzie Strachwitza są jednak wyjątkowo okrutni. Dobijają rannych powstańców. W trakcie potyczek, i już po zawieszeniu broni, dochodzi do samosądów na Polakach.

Podopolskie wioski, w tym rodzinne posiadłości Strachwitzów Izbicko, Otmice i Kamień, przechodzą z rąk do rąk. Płoną pałace Strachwitzów w Stubendorfie (Izbicku) i Szymiszowie oraz zakłady wapiennicze w Kamieniu Śląskim. Optujący za Polską Ślązacy oszczędzają jednak zamek w Kamieniu. Podłożenie ognia przez śląskich bojowników pod legendarne miejsce urodzenia św. Jacka, to mit niemieckiej propagandy! Miał wytłumaczyć surowość, z jaką Panzergraf, obchodził się z powstańcami. Owszem powstańcy wtargnęli do pałacu, splądrowali wnętrza, ale niczego nie podpalili.

- Nasz święty nie wybaczałby im tego – tłumaczy Silesion pl. Kamila Patola, z Sanktuarium Św. Jacka w Kamieniu Śląskim.

PRYWATNE ŚLEDZTWO

Niemiecka kontrofensywa skończyła się klęską powstańców. Podział Górnego Śląska wprawdzie ocalił rozległe majątki położone w Rejencji Opolskiej, ale w polskie ręce trafiła znaczna część przemysłu na Górnym Śląsku. Góra św. Anny pozostała jednak w granicach Niemiec.

Powstańcy śląscy pod Górą Św. Anny

Tymczasem w majątkach Strachwitzów trwają represje wobec powstańców. Tropieni są zwłaszcza ci, którzy splądrowali posiadłość i podpalili wapiennik. Wielu pochodziło z pobliskiej Kamionki. Do dziś żyją tu krewni powstańców wspominając, jak hrabia rozpoczął prywatne śledztwo, objeżdżając na koniu okoliczne wioski w poszukiwaniu buntowników. Osobiście nachodził tutejsze rodziny, wypytywał, naciskał, w końcu znalazł winnych. Uratował ich miejscowy sołtys. Uprosił Strachwitza o łaskę. A może to św. Jacek wstawił się za Ślązakami?

Ukazujące się w ostatnich latach, biografie Hiacynta von Strachwitza, jednego z najwybitniejszych dowódców czasów drugiej wojny, nie są w stanie zmienić faktów. Strachwitzowie, w tym ich sławny generał, byli nastawieni wybitnie antypolsko. Najlepszym dowodem jest ich postawa w czasie powstań i plebiscytu. Hagiograficzne wpisy, zamieszczane dziś na oficjalnych stronach podopolskich gmin, w których Strachwiztwowie mieli swoje dobra, zupełnie ignorują tę prawdę. Daleki jest od niej również niemiecki biograf najsławniejszego Strachwitza, Hans-Joachim Röll, który pisze, że „graf okazał się pionierem walki o narodowe wyzwolenie”. Prawda była całkiem inna.

Już jutro w Silesion.pl dalszy ciąg niesamowitej historii śląskiego Panzergrafa. Napiszemy o jego szaleńczym pancernym rajdzie o wschodzie słońca, gdy na czele pułku „Tygrysów” rozbił w pył rosyjskie zgrupowanie. W herbie Strachwitzów widnieje łeb dzika, z krwawiącymi szablami, otoczony łodygami koniczyny i strusich piór. Na rosyjskim stepie Strachwitz przypomina szarżującego odyńca.

Czytaj więcej