Komentarz

Czy Szydło przyjmie… dymisję Ziobry?

Oto co po samobójstwie w celi powinien zrobić minister Ziobro. Dobre wzorce już są.

W areszcie na warszawskiej Białołęce wiesza się były naczelnik sosnowieckiej skarbówki. Siedzi w monitorowanej celi. Jest pilnowany 24 godziny na dobę. Marcina K. zatrzymała w lutym ABW. Podejrzewano go o przyjmowanie łapówek. 

Razem z nim w ręce służb wpadli były prezes i udziałowiec klubu sportowego Ruch Chorzów, Dariusz S., dyrektor sportowy Cracovii, a w przeszłości znany piłkarz i wiceprezes Ruchu, Mirosław M. oraz prezes Zagłębia Sosnowiec, Marcin Jaroszewski.

Sprawa śmierdzi z kilometra, jak zawsze w takich przypadkach. Nie po to wsadza się podejrzanych za kratki, żeby tam odbierali sobie życie. Może zatem ktoś im pomógł? Może to nie samo - ale zabójstwo? Może ktoś Marcinowi K. malowniczo opowiada, co stanie się z nim albo jego bliskimi, jeśli sam nie „rozwiąże” sprawy? Nie wiemy. Wiemy, że ta śmierć to skandal. I powinny za to polecieć głowy. 

Ale o dymisji ministra Zbigniewa Ziobry, trzęsącego wymiarem sprawiedliwości i nadzorującego więziennictwo, jakoś nie słychać. Pani Premier nie żąda rezygnacji. Pan Minister się do niej nie przymierza. Spokój jest. Cisza. Dlaczego? Czy śmierć naczelnika jest mniej istotna niż śmierć „bohaterów” innych wielkich afer? Na przykład sprawców potwornego porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika? 

No to spójrzmy, co się działo po kilku innych, najgłośniejszych „samobójstwach” za murami więzień. 

7 maja 2003 roku. W supernowoczesnym, doskonale strzeżonym więzieniu w stolicy Austrii, Wiedniu, samobójczą śmiercią żegna się ze światem Jeremiasz Barański, ps. Baranina, ojciec chrzestny polskiej mafii. Śledztwo przeprowadzone w sprawie jego zgonu wyklucza udział osób trzecich. Ale w austriackich służbach dochodzi do personalnego trzęsienia ziemi. Niewyjaśniona śmierć Barańskiego skutkuje rozwiązaniem EDOK - specjalnej formacji zajmującej się ściganiem zorganizowanej przestępczości. 

Luty 2007. W olsztyńskim areszcie samobójstwo popełnia Wojciech  Franiewski - najważniejsza postać śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Syn płockiego przedsiębiorcy z branży mięsnej został porwany w nocy z 26 na 27 października 2001, po czym zamordowany rok później, mimo przekazania porywaczom okupu. Franiewski wiesza się w pozycji siedzącej, na muszli klozetowej, w monitorowanej całą dobę celi. Strażnicy znajdują go po półtorej godzinie. Ministrem sprawiedliwości jest wtedy Zbigniew Ziobro. Mimo skandalu, niejasności i wątpliwości wokół tej śmierci, minister pozostaje na stanowisku. 

19 stycznia 2009 w płockim więzieniu wiesza się ostatnia z ważnych postaci porwania Olewnika - Robert Pazik, ps. Pedro. Zbigniew Ziobro natychmiast, nie czekając na wyjaśnienie sprawy, żąda dymisji ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Burza po śmierci Pazika faktycznie zmiata ze stołka Ćwiąkalskiego. Składa on dymisję, a Donald Tusk ją przyjmuje. Pozbycie się świetnie ocenianego, powszechnie lubianego profesjonalisty, jakim jest „Ćwiąkal”, ściąga na Tuska gromką krytykę. Za błąd uważają je nawet niechętni Platformie prawicowi publicyści. Tusk pozostaje nieugięty, co odbija mu się czkawką, bo następca Ćwiąkalskiego, Krzysztof Czuma, to kompletny niewypał. 

Jeśli ktoś czuje się na tyle mocny, by wywracać do góry nogami polski wymiar sprawiedliwości, rzucać gromy na sędziów, wytykać błędy i żądać konsekwencji, powinien mieć dość odwagi także w takiej sytuacji.  I po warszawskim skandalu złożyć papiery. Odwagi, Panie Ministrze!

Czytaj więcej

 

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Długi weekend