Komentarz

Czy śląski coach i biznesowe dziecko szczęścia to oszust?

Jak to możliwe, że człowiek, który dotychczas chwalił się „imponującymi osiągnięciami” i międzynarodowym imperium, posuwa się do tak lekkomyślnego szwindlu?

CIĄG DALSZY : NOWE OFIARY I UKRYTE GROŹBY. JAK SIĘ BRONI ŚLĄSKI COACH?

To historia jak z filmu. Ale wydarzyła się naprawdę. Jest w niej wzbudzający zaufanie, nienagannie wyglądający bohater, duże pieniądze, medialna legenda i… mnóstwo fałszywych nut. Czy śląski coach i biznesowe dziecko szczęścia to oszust?

„Nigdy nie zostaniesz zaakceptowany przez człowieka, który nie osiągnął sukcesu”

- Temu Panu zależało na czasie i to nas zgubiło - mówi Jolanta Kapica, właścicielka biura nieruchomości Alians Bis w Katowicach. - Powiedział, że w domu chce zamieszkać z początkiem sierpnia i zamierza jak najszybciej dopełnić formalności, bo zbyt wiele domów w tej okolicy sprzątnięto mu już sprzed nosa. Był przesympatyczny, profesjonalny, wzbudzał zaufanie… Nie mogę sobie wybaczyć, że złamałam dla niego swoją świętą zasadę. Musi pani wiedzieć, że bez względu na wszystko, zawsze czekam na pieniądze, zanim przekażę klientowi klucze. Ale kiedy wygooglałam jego nazwisko, stwierdziłam, że tym razem wystarczy potwierdzenie przelewu - opowiada. I trudno się dziwić, że uległa.

Pierwsza strona wyników wyszukiwania w Google jest dla Jacka Miczka bardzo łaskawa. Wywiad w Forbes, rozmowy z branżowymi portalami, eksperckie wypowiedzi dla „Dziennika Zachodniego”. Kanał na YouTube z filmikami motywacyjnymi, zaproszenie na prelekcję na warszawskich Targach Rozwoju, gdzie ma wystąpić wśród największych autorytetów polskiego coachingu, hodowla psów rasy akita. Jak sam mówi, charakteryzują go „mieszanka ambicji, pracowitości i jasno sprecyzowanego celu”, oraz „charakter i wytrwałość”. Kto w takiej sytuacji kwestionowałby wiarygodność klienta?

- Po tygodniu kontrolnie zadzwoniłam do właścicieli domu, żeby zapytać, czy wszystko w porządku i czy dostali pieniądze. Powiedzieli, że nie. I wtedy się zaczęło… - mówi Jolanta Kapica. - Najpierw pan Jacek stwierdził, że musiało dojść do jakiegoś nieporozumienia i złoży reklamację w swoim banku. Następnie powiedział, że sprawa jest dawno załatwiona. A potem zrobiło się nieprzyjemnie: straszył mnie, że zgłosi na policję, że go nękam, krzyczał, że jestem niekompetentna, groził, że jeśli się nie odczepię, zniszczy mi reputację i firmę.

„Musicie przygotować się w swoim życiu na to, że będziecie oceniani i krytykowani”

Postanawiam sprawdzić, czy to możliwe, że pan Jacek rzeczywiście padł ofiarą błędu bankowego. Dostaję od pani Jolanty potwierdzenie przelewu, które przekazał jej pan Miczek. Już na pierwszy rzut oka widać, że dane odbiorcy na kwicie są nierówne i w innym rozmiarze, niż reszta tekstu. Zwracam się jednak do banku, który rzekomo wygenerował dokument.

- W naszym systemie nie ma możliwości wygenerowania potwierdzenia przelewu, który nie został wysłany przez bank - mówi mi przedstawiciel Banku Polskiej Spółdzielczości S.A. - Potwierdzenie wykonania przelewu jest możliwe do pobrania przez Klienta dopiero w momencie, kiedy przelew zostanie zaksięgowany na rachunku w systemie finansowo-księgowym banku.

Potwierdzenie przelewu wygląda więc na sfałszowane. Jak ta sprawa skończyła się dla pani Jolanty?

- Po kilku dniach, wraz z właścicielami domu poprosiłam o pomoc policję. Weszliśmy do domu pod nieobecność pana Jacka. Nie zdążył się jeszcze wypakować. Nie odbierał telefonu, więc postanowiliśmy wystawić jego rzeczy za drzwi i zmienić zamki… - opowiada. - Zgłosiłam sprawę w prokuraturze. Tego samego dnia zaczęłam dostawać przerażające smsy. Pisał, że ładnie mieszkam, że mnie obserwuje… Chciał mnie wystraszyć. I początkowo mu się udało. Ale ja tego tak nie zostawię - twardo stawia sprawę pani Jolanta.

„Miałem wszystko, potem straciłem wszystko (…). Wstałem i pnę się w górę”

Jak to możliwe, że człowiek, który dotychczas chętnie mówił w wywiadach o swoich „imponujących osiągnięciach” i chwalił się międzynarodowym imperium, które stworzył mając zaledwie „10 tysięcy złotych w kieszeni”, posuwa się do tak lekkomyślnego szwindlu?

Przeglądam publikacje na temat Jacka Miczka. Okazuje się, że dumnie wyglądający materiał w Forbesie to… tekst sponsorowany. Wywiady z Miczkiem raczej wyglądają na uzupełniony zdalnie kwestionariusz, niż owoc pracy dziennikarskiej. Wszędzie jednak podpisany jest jako właściciel Grupy Miczek i marki Sól Polska. Sprawdzam tę ostatnią. Ku swojemu zaskoczeniu, nie znajduję w sieci prawie nic. Zupełnie, jakby ktoś usiłował usunąć ślady jej działalności.

- Wygraliśmy z nimi w sądzie, aktualnie komornik usiłuje ściągnąć należne nam pieniądze - opowiada mi Maciej Zieliński, współwłaściciel firmy Toddi Trade. - Przed sądem okazało się jednak, że pan Miczek formalnie nie był właścicielem tej firmy, a jedynie pracował dla swojej żony. Nic się nie da z niego ściągnąć - opowiada. O co poszło? - Zamówiliśmy towar za 70 000 złotych. Wysłaliśmy pieniądze, towaru nie dostaliśmy. Ale niech pani nie myśli, że jesteśmy jedyni. Zgłaszali się do nas różni ludzie, którzy zostali oszukani. Myśleliśmy nawet o pozwie zbiorowym… - dodaje.

Czym więc aktualnie zajmuje się Jacek Miczek? Wygląda na to, że rok temu przeszedł prawdziwą transformację. Z deklarowanej dotychczas pasji do rodzinnych wizyt w ZOO, przestawił się na miłość do psów, bez których „życie nie miałoby sensu”. Dotychczasowego idola, Rafała Brzoskę, zastąpił uwielbieniem dla Mateusza Grzesiaka. Dopracował fryzurę, zapuścił brodę, na rękach wytatuował psy rasy akita. I zmienił branżę.

Z oficjalnych informacji wynika, że prowadzi agencję Perfekcyjni Luksusowe Nieruchomości, European Investment Group oraz firmę Modny Agent, specjalizującą się w rozwoju osobistym i doradztwie wizerunkowym. Okazuje się jednak, że strona agencji „Perfekcyjni” nie istnieje, na facebookowym profilu firmy nie ma żadnych ofert, firma European Investment Group nie figuruje w żadnym rejestrze, a na stronie „Modnego Agenta” nie ma konkretnej oferty i ani żadnego dorobku zawodowego. Co nie przeszkadza Miczkowi gwarantować, że zwiększy sprzedaż w firmach swoich klientów. I chwalić się na Facebooku oraz w wykładach motywacyjnych umieszczanych na YouTubie zaproszeniem na zbliżające się Targi Rozwoju. Imprezę organizuje firma Milewski & Partnerzy. „Spełniło się moje największe marzenie (…). Wystąpię tam” - mówi.

W jakim więc charakterze Jacek Miczek wystąpi 16 września na scenie hali MT w Warszawie? I co trzeba zrobić, żeby się tam dostać?

- Aby wystąpić na targach ze swoją prezentacją, musiałaby pani wysłać nam opis swojej działalności, zapłacić kwotę 2 500 złotych za 30 minut na scenie i do tego obowiązkowo uiścić opłatę za stoisko - mówi mi Dorota Wereszczyńska z teamu organizującego Targi Rozwoju. Ile kosztuje stoisko? - Wyjściowo 8 000 złotych netto - tłumaczy. Pytam, czy ktoś weryfikuje osiągnięcia potencjalnego prelegenta, zanim zaprosi go na scenę. - Końcowa decyzja należy do organizatora, czyli pana Milewskiego - odpowiada wymijająco pani Wereszczyńska.

Jacek Miczek przygotowania do „wielkiego dnia” zaczął od zmiany szaty graficznej strony internetowej. Choć z grafikami chyba nie ma najlepszych doświadczeń...

„Nie można wierzyć nikomu: policji, prokuraturze, sędziom, a tym bardziej gazetom, tygodnikom regionalnym”

 - Rok temu zamówił u mnie logotyp dla swojej hodowli - mówi Marta Grygiel, graficzka specjalizująca się w tworzeniu identyfikacji wizualnej dla profesjonalnych hodowców psów. - Był zadowolony z efektów współpracy, ale kiedy kolejny tydzień nie dostawałam wynagrodzenia, zaczęłam dopytywać, co się dzieje. Najpierw przepraszał, tłumacząc, że zlecił to księgowej, która o tym zapomniała, potem mówił, że nie mógł tego załatwić, bo był pobity, że leżał w szpitalu. Przez te miesiące usłyszałam niezliczone historie o tragediach i wypadkach losowych. Przerzucał na mnie odpowiedzialność za swój stan zdrowia, mówił, że jestem współwinna jego choroby. Dużo mnie to kosztowało - opowiada. - Po kilku miesiącach powiedziałam, że nie chcę już od niego pieniędzy, po prostu zażądałam, żeby przestał firmować swoją działalność moją pracą. Po kilku pisemnych przypomnieniach, wreszcie usunął moją grafikę z fanpage’a. Ale ja to jeszcze nic, niech pani lepiej pogada z hodowcami akit…

Rozmawiam. Faktycznie, w branży hodowców akit japońskich Miczek nie ma najlepszej sławy. Każdy hodowca, do którego zadzwoniłam, doskonale znał to nazwisko.

- O tak, pamiętam tego pana. Zarezerwował szczenię warte 4 500 złotych i wysłał mi sfałszowane potwierdzenie przelewu. Pieniądze nigdy do mnie nie doszły, więc sprawę uznałam za niebyłą, pies poszedł w inne ręce. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego - powiedziała mi pragnąca zachować anonimowość właścicielka jednej z hodowli. Byli też tacy, którzy mieli mniej szczęścia.

- W listopadzie 2016 roku kupił ode mnie suczkę. Pies kosztował 8 000 złotych - mówi Elwira Kulon z hodowli Paproci Zakątek. - Zapłacił część tej ceny, 3 500 złotych, resztę miał oddać w ratach. Od pół roku nie mam z nim kontaktu. Wiem od innych hodowców, że usiłuje pozbyć się mojego pieska. Chciał go też sprzedać zagranicę. Pewnie dlatego, że boi się, że zrobię to, co Renata… - dodaje. O czym mowa?

- To była widowiskowa akcja! - opowiada Renata Krzykowska, właścicielka hodowli Raj Lasu z Jasnej Góry koło Bogatyni. - Spisaliśmy umowę, w której zawarty był termin zapłaty na 6 000 złotych za przekazanie psa, ale oczywiście pieniędzy nie dostałam. Na szczęście, wiedziałam, że Miczek wybiera się na Wystawę Psów Rasowych organizowaną przez Związek Kynologiczny w Zabrzu, więc wsiadłam w samochód, pojechałam tam, znalazłam ring przy którym stał i po prostu zabrałam swojego psa. Na oczach wszystkich…

Trudno powiedzieć, czego Jacek Miczek zamierza nauczyć swoich słuchaczy na wrześniowych targach. I co sprawia, że wierzy, że może kogoś uczyć, jak odnieść sukces w biznesie. Niestety, nie chciał rozmawiać ze mną przez telefon. Poprosił, żebym swoje pytania wysłała mu drogą mailową.  Wysłałam.  Nie odpisał. Ogromna szkoda. Zależało mi zwłaszcza na odpowiedzi na jedno pytanie.

Skoro tak bardzo kocha psy, że aż dedykował im skórę na własnych przedramionach, dlaczego w domu, do którego wtargnęła Jolanta Kapica w towarzystwie policji, w zamkniętej łazience, bez karmy i kropli wody, zamknięty był pies rasy akita…?

Śródtytuły pochodzą z wykładów motywacyjnych zamieszczanych przez Jacka Miczka w kanale Modny Agent w serwisie YouTube

Czytaj więcej

Napisz do autora j.oles@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Tour de Pologne