Czytasz: Czy Polacy wiedzą co jedzą? Alarmujący raport NIK o przetworzonej żywności

Czy Polacy wiedzą co jedzą? Alarmujący raport NIK o przetworzonej żywności

2 kilogramy rocznie - tyle przeciętny Kowalski zjada konserwantów, przeciwutleniaczy i słodzików.

Najwyższa Izba Kontroli przygotowała raport na temat bezpieczeństwa żywności w Polsce. Ze zleconych ekspertyz jasno wynika, że w naszej żywności jest sporo tego, czego wolelibyśmy unikać.

Czym są dodatki do żywności i czemu służą?

W UE takich substancji dopuszczonych do użytku jest ponad 330, w tym różnego rodzaju konserwanty, przeciwutleniacze, słodziki, emulgatory czy wzmacniacze smaku. Dodaje je się, by zapobiec zmianom zapachu, koloru lub smaku, a także, by przedłużyć datę ważności i usprawnić proces masowej produkcji.

Do niedawna tego typu substancje figurowały na tylnej etykiecie opakowania pod niesławnym symbolem "E" i numerem przyporządkowanym, ale obecnie producenci najczęściej podają ich pełną nazwę. Z reguły nazwy są długie, brzmią obco i myląco jak np.: stearoilomleczany i polisorbaty. Szacuje się, że 70% Polaków dziennie spożywa nawet 85 równych rodzajów "E". Przy tak dużej liczbie spożywanej chemii konieczna jest dokładna kontrola substancji dodatkowych, bo chociaż stosowane z umiarem konserwanty czy barwniki nie szkodzą, to nie jest powiedziane, że interakcja pomiędzy poszczególnymi "ulepszaczami" lub skumulowanie ich w jednym produkcie nie wpłynie negatywnie na nasze zdrowie.

Kto dba o zdrowie konsumentów w dobie przetworzonej żywności?

Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli - nikt. Wprawdzie pieczę nad dopuszczalną zawartością "E" w żywności sprawuje Główny Inspektorat Sanitariatu, ale NIK ocenia ich pracę zdecydowanie negatywnie i zarzuca bierność. GIS kontroluje to, czy nie są przekraczane limity dopuszczalnej zawartości "ulepszacza", ale bez komentarza pozostawia ile różnych substancji jest w sumie w danym produkcie i czy przypadkiem nie dochodzi między nimi do szkodliwych dla organizmu interakcji. Nie bada się tego, czy kumulacja różnych "E" w serku czy batoniku ma na nas negatywny wpływ i czy połączenie jednego kwasu z danym barwnikiem nie powoduje uwalniania się do organizmu substancji toksycznych.

Na 8,9 tys. próbek żywności GIS miało uwagi tylko do 26 z nich. Natomiast, gdy Izba zaleciła profesjonalne ekspertyzy certyfikowanemu laboratorium okazało się, że 5 na 35 próbek było zafałszowanych. To znaczy, że producent nie wspomniał o jakimś składniku na tylnej etykiecie produktu. NIK alarmuje, że takie postępowanie nie ma nic wspólnego z polityką zdrowego odżywiania, a system kontroli nad substancjami dodatkowymi w żywności jest zupełnie dysfunkcyjny.

Najbardziej zagrożone są dzieci

Jeśli nikt w Polsce nie dba o kumulację zagadkowych "ulepszaczy" w zwykłym batoniku i nie bada reakcji zachodzących między jednym a drugim, to jak wpływa to na zdrowie nasze i zdrowie naszych podopiecznych? Półki szkolnych sklepików są zapełnione produktami o składzie wielokrotnie dłuższym niż notatki niejednego ucznia. Najwięcej substancji dodatkowych jest w produktach, które dzieci lubią najbardziej: ciastkach, lodach, chipsach czy słodkich napojach.

Śniadanie szkolne przeciętnego podstawówkowicza: drożdżówka i sok. Innymi słowy polisorbaty, sorbiniany i sole kwasu benzoesowego. NIK twierdzi, że spożycie kwasu sorbinowego i sorbinianów (konserwanty) w grupie dzieci od 4 do 10 lat wynosi 291 proc. limitu. U młodzieży spożycie tej substancji wynosi 681 proc. Najwyższa Izba Kontroli zleciła ekspertyzy prognozujące co czeka nas w przyszłości, jeśli nie zrewidujemy systemu kontroli nad przetworzoną żywnością. Wyniki badań są alarmujące: rosnąca liczba alergii, częste zachorowania na astmę i zwiększone ryzyko zachorowania na raka.

Jak na "ulepszacze" zapatruje się Europa?

Trwa ponowna weryfikacja setek dopuszczonych w obieg substancji dodatkowych. Ostatnio UE przyglądała się im w 2009r i od tego czasu część "E" została wykreślona z listy dodatków legalnych. Kontrola substancji ma zakończyć się w 2020 roku. Już teraz wiadomo, że np. wycofano z obiegu barwnik E-128, używany do nadawania koloru mięsu. Za rok okaże się ile z dotychczas spożywanych przez nas dodatków było w rzeczywistości szkodliwych.

Wnioski Najwyższej Izby Kontroli

Ustawowo zobowiązane do kontroli żywności organy nie spełniają swojego pierwszego obowiązku, czyli ochrony zdrowia konsumentów. Taka sytuacja według NIK jest nie do zaakceptowania i konieczna jest praca nad systemem kontroli oraz badania substancji polepszających. W tym celu wystosowano wnioski do Premiera RP, Ministra Zdrowia i GIS, których głównym celem jest usprawnienie polityki zdrowego odżywiania. Mimo przedstawionego przez NIK raportu wszystko wskazuje na to, że Główny Inspektorat Sanitarny nie ma sobie nic do zarzucenia.

– Przepisy regulujące stosowanie dodatków do żywności są adresowane przede wszystkim do producentów żywności. Podmioty produkujące żywność są odpowiedzialne za bezpieczeństwo wprowadzanych na rynek środków spożywczych i za zgodność z obowiązującymi przepisami. (...) Raport NIK podkreśla brak kontroli w zakresie synergistycznego działania substancji dodatkowych i ich interakcji, pomimo iż brak jest takich wymagań dla urzędowej kontroli żywności. – to fragment wypowiedzi z oficjalnej strony Głównego Inspektoratu Sanitarnego.