Czytasz: Córka ministra: „Nie damy się już dalej zastraszać”

Córka ministra: „Nie damy się już dalej zastraszać”

Monika Tobiszowska pokazuje zupełnie inne oblicze wiceministra energii. Żąda alimentów i zapowiada sprawę w sądzie.

Córka wiceministra energii i kandydata PiS do europarlamentu nie wytrzymała po publikacjach, jakie ukazały się w Super Expressie i Fakcie24. Uważa, że to „kłamliwe artykuły ojca”. W obu materiałach Monika Tobiszowska pokazana jest jako roszczeniowa córka żądająca wygórowanej kwoty 5 tys. zł miesięcznych alimentów. Jej wersja jest zupełnie inna.

- To było jak grom z jasnego nieba. Najbardziej zabolała ta szokująca forma. Przecież nigdy nie żałowałem Monice pieniędzy. Nie będę żałował i teraz – powiedział „Super Expressowi” Grzegorz Tobiszowski.

- Ojciec w rozmowie ze mną stwierdził, że jeżeli będę się sądownie dopominać o alimenty to spowoduje, że "wy....li mnie ze studiów". Z początku obawiałam się, że może to zrobić, ale potem stwierdziłam, że nie damy się już więcej zastraszać - napisała w oświadczeniu córka ministra.

W internetowym wpisie punktuje wszystkie, jej zdaniem, nieprawdziwe fakty, które mają przedstawiać kłamliwy obraz sytuacji. Przyznaje, że jest poruszona wizerunkiem "rozkapryszonej młodej kobiety, żyjącej ponad stan". Przedstawia swoją wersję całej sytuacji i ujawnia niewygodne dla ministra fakty.

- Odczuwam głęboki ból z faktu, iż muszę upubliczniać sprawy, które wydawały mi się, że powinny zostać w rodzinie. Nigdy - przenigdy nie spodziewałabym się, ze ojciec, przez którego musiałam się wyprowadzić z domu (tak samo jak moja mama), bo nie dało się już wytrzymać, zrobi coś takiego. Obraz kupowany w telewizji i w gazecie pod szyldem wartości i zasad moralnych TO TYLKO FIKCJA - pisze Monika Tobiszowska.

Z jej relacji wynika, że była zmuszona wyprowadzić się z rodzinnego domu. To samo spotkało jej matkę. 

- Już rok wcześniej informowałam ojca poprzez smsy (bo nie było innej możliwości) o tym, że muszę opłacić studia i utrzymać mieszkanie, gdyż musiałam opuścić dom ze względu na zachowanie ojca - tego tematu nie będę poruszać, gdyż zostanie on przedstawiony w pozwie rozwodowym mojej mamy - relacjonuje dwudziestolatka.

Córka ministra uważa, że nieprawdą jest, że Grzegorz Tobiszowski każdego miesiąca przelewał na jej konto tysiąc złotych. Z jej wyliczeń wynika, że otrzymała kilka wpłat, które ujawnia: w 2017 r.: 4,2 tys. zł, czyli 350 zł na miesiąc, w 2018 r. - 10,9 tys. zł, czyli 900 zł miesięcznie, w 2019 r. - w roku 2019: w styczniu 800 zł, w lutym - 200 zł, a w marcu - 2 tys. zł.

W artykule w Super Expressie pokazana jest wysokość alimentów, których domaga się córka ministra. Wyszczególnione są m.in. koszty na kosmetyczkę, w tym oczyszczanie skóry i manicure.

- W sądzie jest tak, że przedstawia się wszystkie wydatki, wobec powyższego chciałam nadmienić, iż pieniądze potrzebne mi są po prostu do życia, to znaczy utrzymania mieszkania (co było koniecznością, jak wspomniałam wcześniej), opłacenia studiów, dojazdów, dodatkowego kursu językowego oraz przede wszystkim na wyżywienie. Żałosne jest to, że podaje się o [informacje] prywatnym leczeniu, a nie pisze się, że mam chorą tarczycę, słaby wzrok i w niedalekiej przyszłości zabiegi stomatologiczne. Oczywiście ojciec nie może o tym wiedzieć, gdyż takie przyziemne sprawy nigdy go nie interesowały - wylicza Monika Tobiszowska.

Minister Grzegorz Tobiszowski na razie nie odniósł się do publikacji swojej córki. W przyszłym tygodniu zaplanowano rozprawę sądową w sprawie świadczenia alimentacyjnego.