Czytasz: Ciała dwunastu górników wciąż pod ziemią

Ciała dwunastu górników wciąż pod ziemią

Głęboko pod ziemią szaleje potężny pożar. Ratownicy kończą budowę tam oddzielających miejsce katastrofy. Co z ciałami ofiar?

Dwie pierwsze tamy z kopalni CSM w czeskiej Karwinie były gotowe do zamknięcia już w sobotę. Dziś zakończy się budowa kolejnych dwóch. Ratownicy nie mieli szans na uratowanie kogokolwiek. Szalejący pożar podniósł temperaturę w rejonie katastrofy do 200 stopni Celsjusza.

W piątek władze kopalni podjęły dramatyczną decyzję. Po wydobyciu ciała jednego z górników i zlokalizowaniu ciał kolejnych czterech ofiar, zdecydowano się przerwać akcję ratowniczą i odizolować miejsce katastrofy. Czesi nie chcą wypowiadać się, kiedy górnicy będą mogli wydobyć ciała ofiar tragedii. Wejście do otamowanego rejonu będzie możliwe dopiero wtedy, kiedy czeski urząd górniczy wyda na to zgodę. 

- Nie możemy narażać życia ratowników - mówił wtedy rzecznik kopalni Ivo Czelechovsky.

Jak podał wojewoda śląski Jarosław Wieczorek - ofiary katastrofy górniczej z woj. śląskiego byli mieszkańcami Zabrza, Chałupek, Gliwic, Jastrzębia-Zdroju, Goleszowa, Cieszyna, Mysłowic i powiatu będzińskiego. Trzech górników pochodziło z województw: kujawsko-pomorskiego świętokrzyskiego i wielkopolskiego. W niedzielę, decyzją prezydenta Andrzeja Dudy, w całym kraju obowiązuje żałoba narodowa. Kolejne posiedzenie sztabu kryzysowego w kopalni zaplanowano na przedpołudnie.

Do zapalenia i wybuchu metanu w kopalni CSM w Stonawie k. Karwiny doszło w czwartek o godz. 17.16. Górnicy znajdowali się 800 metrów pod ziemią. Zginęło 13 osób, w tym 12 Polaków i jeden Czech. Ciała 12 ofiar nadal znajdują się pod ziemią. Do kopalni przychodziły w sobotę rodziny górników, odbierając m.in. należące do nich rzeczy osobiste. Przed kopalnią płoną setki zniczy, są też wiązanki kwiatów.

Czytaj więcej