Czas wolny

Chwile grozy, Sonik i Wiśniewski razem na mecie Rajdu Sardynii

- Gdyby nie Kamil, nie dojechałbym do mety tego rajdu – powiedział krótko Rafał Sonik.

 

- Gdyby nie Kamil, nie dojechałbym do mety tego rajdu – powiedział krótko Rafał Sonik, który na ostatnim etapie Rajdu Sardynii, cztery kilometry przed metą odcinka specjalnego rolował i poważnie się potłukł. Krakowianin mimo ogromnego bólu, z pomocą Kamila Wiśniewskiego zdołał dotoczyć się do mety, a następnie pokonać 80 km dojazdówki, by z grymasem cierpienia odebrać trofeum za zajęcie drugiego miejsca.

Rafał Sonik, zbliżając się do mety oesu znalazł się na skalistym wirażu. Przy prędkości 80 km/godz. zdarta, tylna opona jego quada nie utrzymała się na drodze pokrytej drobnym żwirkiem i wpadła do  niewielkiego rowu. Zawodnik wyleciał w powietrze, a jego pojazd kilka razy rolował. – To był bardzo  śliski zakręt i miałem mnóstwo szczęścia, bo na tym podłożu mogło skończyć się znacznie gorzej.

Dobrze, że kilkanaście minut później przyjechał Kamil. Bez niego trudno byłoby się stamtąd ruszyć –  relacjonował.

- Kiedy podjechałem, Rafał siedział przy drodze, a dużo dalej leżał zrolowany, rozbity quad. Nie czuł się najlepiej i był mocno poobijany. Podjechałem do jego Yamahy. Nie wyglądała zbyt dobrze:

kierownica pogięta, rozbita nawigacja, pokrzywiona kolumna, zgięta tylna oś. Udało nam się go  postawić na koła i doprowadzić do stanu, w którym mogłem go doholować do mety oesu –  opowiadał Kamil Wiśniewski.

Na mecie odcinka czekał już serwis, który dokonał szybkich napraw. Następnie obaj Polacy ruszyli w  kierunku mety. – Musiałem asekurować Rafała, bo na tak uszkodzonym quadzie coś mogło się jeszcze popsuć, a wtedy nie miałby kto dociągnąć go do mety – mówił młodszy z quadowców.

Na rampie kończącej rajd, dwóch Polaków razem świętowało wspólny sukces. Rafał Sonik z ogromnym grymasem bólu odebrał trofeum i podkreślił, że dotarł do mety swojego siódmego startu na Sardynii tylko dzięki Kamilowi. – Zachował się jak prawdziwy przyjaciel! Jestem mu niezmiernie wdzięczny!

- Z podium jadę prosto do szpitala i mam nadzieję, że nie jestem połamany. Ból przy oddychaniu jest ogromny, więc prawdopodobnie mam złamanych kilka żeber. Prześwietlenia wykażą w jakim stanie jest potłuczone lewe kolano oraz miednica – zakończył „SuperSonik”.

 

Napisz do autora a.pastor@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Szkoła