News

Choroba w Śląskiej Izbie Lekarskiej? Pracownice: „szef nas nęka”

Poniżanie, nawet 12 godzinna dniówka i telefony po 22. Skutek? Pracownice Śląskiej Izby Lekarskiej leczą się teraz na depresję, a swojego szefa oskarżają o mobbing.

Dzień pracy w budynku przy ul. Grażyńskiego 49a w Katowicach? - Stres, strach i niepewność – wyliczają wspólnym głosem pracownice Śląskiej Izby Lekarskiej. Zwłaszcza te pracujące w bliskim otoczeniu prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej - Jacka Kozakiewicza. - To trudny człowiek - nie ukrywają.

Nie kryją też swoich problemów ze zdrowiem. Mówią o epizodach zasłabnięć wywołanych stresem, bezsenności, sensacjach żołądkowych i depresji. - Leczymy się, inaczej człowiek mógłby chyba zwariować – przekonują.

Intensywna terapia po pracy

Rok na terapii psychiatrycznej i psychologicznej spędziła była redaktor pisma Śląskiej Izby Lekarskiej. Z Jackiem Kozakiewiczem współpracowała przez niemal sześć lat. Dłużej nie była w stanie wytrzymać. Wypowiedzenie złożyła w połowie ubiegłego roku. Z pozwem o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę poszła zaś do sądu pracy. Opisuje w nim sytuacje, które mocno odbiły się na jej zdrowiu, a także rodzinie.

Prezes pyta: „A po co ci urlop?”

Oczekiwanie świadczenia pracy w momencie choroby. Wymaganie, by w czasie dniówki nieodpłatnie przygotowywać prezesowi prywatne materiały (m.in. dla studentów studiów podyplomowych, które prowadził wówczas Jacek Kozakiewicz) oraz usprawiedliwianie się z tego, że wzięła przysługujący jej urlop wypoczynkowy. To tylko kilka przykładów, które była podwładna zarzuca swojemu szefowi. Przez pozew, który zaniosła do sądu wielokrotnie przewija się: „nękanie”, „zastraszanie”, „poniżanie”, „ciągłe ignorowanie” i „demonstracyjne unikanie kontaktów służbowych”.

http://www.izba-lekarska.org.pl
http://www.izba-lekarska.org.pl

Jacek Kozakiewcz (z lewej) na spotkaniu z wojewodą Jarosławem Wieczorkiem. Fot. Śląska Izba Lekarska

Zasłabła. Pogotowie nie było potrzebne?

Są też bardzo konkretne przykłady. Była pracownica opisuje jak osiem godzin spędziła szukając literówki w makiecie książki przygotowywanej przez Izbę. W piśmie zaznacza, że prezes literówkę zauważył, nie powiedział jednak, w którym miejscu. Kobieta zaznacza, że książka po wydaniu liczyła 540 stron. Jej prawnik w pozwie sądowym opisuje też moment zasłabnięcia swojej klientki w pracy. „(…) kilkadziesiąt minut leżała na podłodze (…) karetkę wezwano dopiero po przybyciu na miejsce męża powódki”. Co na to szef Izby - Jacek Kozakiewicz? „mimo, że nie był obecny w biurze w czasie opisanego zdarzenia, poddawał w wątpliwość konieczność wezwania pomocy...”- czytamy w dokumencie.

Obrażalstwo pana prezesa

Skarżą się też inne pracownice Śląskiej Izby Lekarskiej. - Prezes wydzwaniał do nas wieczorami, na prywatne numery telefonów. Był obrażony, jeśli któraś z nas nie odebrała. Później demonstracyjnie nas unikał, nie można było załatwić z nim ważnych spraw służbowych – mówi jedna z pracownic Śląskiej Izby Lekarskiej. Inna dodaje: - Pracuje się tu w ogromnym nerwach. Człowiek traci siły, siada mu psychika – . Przyznaje się do depresji. - W gabinetach psychiatrów lub psychologów przesiadują też moje koleżanki – nie ukrywa.

Taka praca...

- Mobbing? Każdy może powiedzieć, co mu się żywnie podoba – uważa dr n. med Jacek Kozakiewicz, otolaryngolog, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach.

Nie chciał się z nami spotkać, zgodził się na rozmowę telefoniczną. - Żeby mówić o tym, jak się gdzie pracuje, należy najpierw poznać zasady obowiązujące w danej firmie – zaznacza na wstępie. Uważa, że do niektórych pracownic miał prawo dzwonić w różnych godzinach, bo tego wymagał rodzaj pełnionych przez nie funkcji.

Nie zgłosiły, że jest źle, więc było dobrze

Jacek Kozakiewicz w rozmowie z Silesion.pl powołuje się na regulamin Śląskiej Izby Lekarskiej. - Każdy pracownik go podpisuje. Zaznacza w nim, że jeśli będzie miał jakieś uwagi co do warunków pracy, to je zgłosi. Ja nie mam żadnych zgłoszeń tego typu – zaręcza pan prezes. - Czyli problemów zgłaszanych przez pracownice nie ma? - dopytujemy. - To kwestia uznaniowa – uważa Jacek Kozakiewicz. - Jeden w pracy czuje się lepiej, inny gorzej. Z każdym nawiązać trzeba indywidualny kontakt – przekonuje lekarz. Zapytany o sprawę w sądzie pracy, przyznaje tylko, że pozew jest, a rozstrzygać go będzie sąd, który „jest przecież wiarygodny”.

PIP: „Pracodawca nie udzielił urlopu”

- Szef do niczego się nie przyznaje? A my mamy dowody – mówią pracownice Izby. I pokazują dokument, który powstał po skontrolowaniu jednostki przez Państwową Inspekcję Pracy. Liczy dziewięć stron i znalazł się na nich szereg uchybień. Inspektorat wnosi do Śląskiej Izby Lekarskiej m.in. o niezwłoczne poinformowanie pracowników o warunkach zatrudnienia (PIP zauważa, że w kartach osobowych kilku pracownic nie było ani słowa m.in. o dopuszczalnym wymiarze pracy). Inspektorat zaznacza też, że pracownikom należy się wolne. „Pracodawca nie udzielił 3 pracownikom urlopu wypoczynkowego, do którego nabyli prawo”. Jest też zarzut treści: „Praca w godzinach nadliczbowych była nierozliczana”. Ale to nie koniec. PIP apeluje też do Izby o „opracowanie i wdrożenie procedury antymobbingowej”.

Szpital odetchnął z ulgą

Zarzutem mobbingu w stosunku u do Jacka Kozakiewicz zdziwiony nie jest doktor Jerzy Pieniążek, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu. Przypomnijmy; Jacek Kozakiewicz jest tutaj ordynatorem oddziału laryngologicznego. - Obecnie przebywa na bezpłatnym urlopie – zaznacza Pieniążek. Kozakiewicza nie chce jednak oceniać. - Nie mam do tego prawa. Poza tym miarą sukcesu człowieka, jest liczba jego wrogów – uważa dyrektor.

Nieoficjalnie mówi się jednak, że szpital odetchnął z ulgą, gdy ordynator oddziału laryngologicznego przeszedł do Śląskiej Izby Lekarskiej.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Turystyka